Gwiazda tak czysta, że nie pasuje do teorii. Co znaleziono na obrzeżach naszej galaktyki?

Gdzieś na obrzeżach naszej galaktyki znaleziono gwiazdę, która wygląda tak, jakby ktoś zostawił ją w kosmicznej kapsule czasu. Jej skład chemiczny jest skrajnie ubogi w pierwiastki cięższe od wodoru i helu, czyli dokładnie to, czego astronomowie spodziewaliby się po obiektach powstałych, zanim Wszechświat zdążył się porządnie wzbogacić w metale.
...
Ewolucji podlega wszystko we Wszechświecie – także planety czy galaktyki /Fot. Unsplash

To odkrycie jest tak intrygujące nie dlatego, że mamy kolejny rekord, ale dlatego, że taka gwiazda… nie powinna być łatwa do wytłumaczenia. Jeśli rzeczywiście narodziła się z niemal dziewiczego gazu, to wchodzi w buty świadka epoki, w której dopiero zaczynała się produkcja pierwiastków znanych nam z planet, skał i życia.

Najciekawsze jest jednak to, że trop prowadzi nie tylko na peryferie Drogi Mlecznej, ale też do jej sąsiada: Wielkiego Obłoku Magellana.

Gwiazda, która wygląda jak wiadomość z dzieciństwa kosmosu

Bohaterka tej historii nazywa się SDSS J0715-7334 i jest czerwonym olbrzymem. W praktyce oznacza to, że widzimy dziś obiekt, który żyje wystarczająco długo, by dotrwać do naszych czasów, a jednocześnie zachował w swojej atmosferze chemiczny zapis warunków z epoki narodzin.

Jej prymitywność polega na tym, że zawiera ekstremalnie mało pierwiastków cięższych od helu. A w astronomii metale to niemal wszystko poza wodorem i helem: węgiel, tlen, żelazo i cała reszta układu okresowego, bez których trudno zbudować planety, skały czy nawet pył w klasycznym rozumieniu.

Właśnie dlatego badacze traktują takie obiekty jak relikty. Nie muszą być dosłownie pierwszymi gwiazdami, ale mogą być bardzo blisko tego początku – jako potomkowie pierwszych eksplozji supernowych, które dopiero doprawiały kosmos metalami.

Co oznacza czystość w astronomii i dlaczego ta liczba robi wrażenie?

W tym przypadku pada liczba, która brzmi niemal jak błąd pomiaru: około 0,8 części na milion ciężkich pierwiastków. To ma przekładać się na czystość rzędu około 20 tysięcy razy większą niż w Słońcu.

W samym języku astronomii to metaliczność tak niska, że wybija gwiazdę ponad dotychczasowych rekordzistów. W preprincie opisującym analizę składu podkreślono, że SDSS J0715-7334 ma nie tylko bardzo mało żelaza, ale też wyjątkowo mało węgla, przez co całkowita metaliczność spada do wartości Z < 7,8 × 10⁻⁷ w odniesieniu do masy – ekstremum w znanej populacji takich obiektów.

fot. ESA/Gaia/DPAC

I tu zaczyna się najciekawsze: wiele ultraubogich gwiazd ratuje się wysokim węglem. Węgiel pomaga gazowi się chłodzić, a bez chłodzenia trudno skleić z obłoku coś małego i długowiecznego. Ten obiekt wydaje się iść pod prąd: jest ubogi i w żelazo, i w węgiel, co czyni go znacznie bardziej niewygodnym dla prostych scenariuszy.

Trop prowadzi do Wielkiego Obłoku Magellana

Kolejny zwrot akcji to pochodzenie. Z analizy orbity wynika, że gwiazda najprawdopodobniej wywodzi się z halo Wielkiego Obłoku Magellana, a więc z otoczenia sąsiedniej galaktyki karłowatej, a nie z rodzinnego podwórka Drogi Mlecznej.

To ważne z dwóch powodów. Po pierwsze, środowiska peryferyjne i satelitarne mogły dłużej pozostać chemicznie głodne, bo rzadziej dochodziło tam do intensywnego cyklu narodzin i śmierci gwiazd, który szybko wzbogaca gaz w metale. Po drugie, jeśli obiekt naprawdę przybył z zewnątrz, zmniejsza to ryzyko, że jego powierzchnia została z czasem doprawiona materiałem z bogatszego otoczenia.

W praktyce taki przybysz jest jak próbka pobrana z innego laboratorium. Uczy nas nie tylko o wczesnym Wszechświecie, ale też o tym, jak różne galaktyki, nawet te małe i pozornie drugoplanowe, mogły przechowywać bardzo stare chemiczne archiwa.

Problem dla podręczników: jak z tak ubogiego gazu powstaje długowieczna gwiazda?

Hasło, które przewija się w tle, to chłodzenie. Żeby obłok gazu zapadł się w małe, długowieczne gwiazdy, musi skutecznie oddawać energię. Klasyczna intuicja mówi: im więcej metali, tym więcej kanałów chłodzenia i tym łatwiej tworzyć małe gwiazdy. A tu metali prawie nie ma.

Właśnie dlatego autorzy analizy wskazują, że takie obiekty da się sensownie wyjaśnić tylko wtedy, jeśli w grę wchodziło chłodzenie na pyle już w bardzo wczesnym czasie formowania się tej gwiazdy. Innymi słowy: nawet minimalne ilości pyłu mogły zadziałać jak radiator, umożliwiając narodziny gwiazdy o małej masie, która nie wypaliła się szybko i przetrwała do dziś.

Do tego dochodzi wątek rodzica tej chemii: skład SDSS J0715-7334 sugeruje, że pierwiastki, które jednak w niej są, mogły pochodzić z supernowej po gwieździe o masie początkowej rzędu 30 mas Słońca. To pasuje do obrazu drugiej generacji: nie pierwszej, idealnie pierwotnej, ale uformowanej z gazu ledwie muśniętego pojedynczym, wczesnym wybuchem.

Co to zmienia w polowaniu na pierwsze gwiazdy?

Od dekad mówi się o gwiazdach Populacji III – tych pierwszych, ulepionych z wodoru i helu po Wielkim Wybuchu – ale ich bezpośrednie wykrycie to wciąż marzenie. Taki obiekt jak SDSS J0715-7334 jest więc cenny, bo może być pośrednim dowodem: żywą pamiątką po najstarszych cyklach nukleosyntezy.

Co więcej, praca zestawia tę gwiazdę z najbardziej metal-ubogimi galaktykami z wczesnego Wszechświata obserwowanymi przez teleskopy nowej generacji i podkreśla, że SDSS J0715-7334 wypada ponad dziesięć razy bardziej metal-ubogo niż te ekstremalne przypadki. To mocna sugestia, że przy ocenianiu metal-free w odległych galaktykach potrzebujemy jeszcze głębszych danych, bo łatwo pomylić prawdziwą pierwotność z bardzo wczesną, ale jednak już wzbogaconą drugą generacją.

W skrócie: ta gwiazda nie tylko opowiada historię o sobie, ale też podnosi poprzeczkę całemu polowaniu na kosmiczny początek. Skoro w okolicy w skali kosmicznej, potrafiła przetrwać tak chemicznie głodna gwiazda, to być może podobne relikty chowają się jeszcze w halo galaktyk satelitarnych, w miejscach rzadko branych na celownik.