Szkodzi na serce, zaburza sen

W naszym otoczeniu coraz częściej spotykamy tzw. smog akustyczny – dźwięki, które nie są na tyle głośne, by bolały nas od nich uszy, ale na tyle uciążliwe, że negatywnie wpływają na zdrowie. Próg szkodliwości w przypadku hałasu zaczyna się już od 65 dB. Tak głośny jest typowy ruch uliczny w mieście. W Europie narażony na jego działanie jest co piąty człowiek.

Intensywny dźwięk był od zawsze sygnałem zagrożenia, ale z reguły trwał krótko. „Jeśli hałas działa długo na organizm, staje się głównym czynnikiem ryzyka rozwoju chorób kardiologicznych” – wyjaśnia dr Lars Jarup z Imperial College London. Z prowadzonych przez jego zespół badań wynika, że ciśnienie tętnicze krwi zwiększać może hałas, który przekracza zaledwie 35 dB. W tej kategorii szkodliwości mieści się zarówno przelatujący nad głową samolot, jak i przejeżdżający pod oknem samochód czy chrapiący partner.

Źródło hałasu nie ma znaczenia, nigdy do niego nie przywykamy. W przypadku osób mieszkających blisko lotnisk wzrost natężenia hałasu o każde 10 decybeli sprawia, że szpitale w okolicy mają o 3,5 proc. więcej pacjentów z problemami kardiologicznymi: zawałem, zaburzeniami rytmu serca, chorobą niedokrwienną. „Przypadków, które można wiązać z hałasem, jest prawie trzykrotnie mniej niż chorych, których problemy powodowane są przez zanieczyszczenia powietrza. Ale faktem jest, że hałas szkodzi” – mówi prof. Francesca Dominici z Harvard School of Public Health.

Wyjątkowo groźny dla zdrowia jest wtedy, gdy zakłóca nam odpoczynek. W starożytnym Rzymie obowiązywał zakaz jazdy rydwanami nocą – ich koła turkotały na brukowanych ulicach i nie dawały mieszkańcom spać. W niektórych miastach średniowiecznej Europy przykrywano ulice słomą, by ograniczyć hałas wywoływany przez konie i wozy. Dziś w krajach Unii Europejskiej aż 30 proc. osób doświadcza hałasu w nocy, który w dłuższym okresie może prowadzić do nadciśnienia i zawału. Głośny dźwięk, oddziałujący przez długi czas, powoduje kłopoty z koncentracją, stałe zmęczenie, ogranicza wydajność w pracy. Nawet wtedy, jeśli nie przerywa snu!

Co robimy, gdy wokół panuje hałas?

Zaczynamy mówić głośniej. To tzw. efekt Lombarda, który zaobserwowano u różnych gatunków ptaków i ssaków naczelnych, a także u ssaków morskich, takich jak białuchy czy syreny. U człowieka zmienia się nie tylko głośność mowy. W hałasie mówimy też wyższym głosem, dłużej wymawiamy samogłoski i kluczowe słowa przenoszące treść.

 

Wzmaga agresję, utrudnia naukę

Hałas powyżej 80 dB – taki, jaki np. „produkuje” przejeżdżający obok nas samochód ciężarowy – zmniejsza chęć niesienia pomocy innym. Przyczynia się do tego, że ludzie żyją w odosobnieniu tak typowym dla dużego miasta.

Socjolodzy i psycholodzy ostrzegają również, że skutkiem hałasu jest rosnący poziom agresji. Co prawda nie powoduje on wrogości wobec innych, ale zwiększa prawdopodobieństwo agresywnej reakcji u osób, które są zdenerwowane, zaniepokojone lub w jakiś inny sposób „przygotowane” do nieprzyjaznego za chowania – np. obejrzały wcześniej film pełen okrutnych scen, piły alkohol lub zażywały środki psychoaktywne.