Nazwa pochodzi od nazwiska Karla von Münchhausena, barona żyjącego w XVIII w., który zasłynął z umiejętności przekonującego opowiadania swoich niezwykłych, ale całkowicie wyimaginowanych przygód. Pacjenci cierpiący na tę przypadłość, aby znaleźć się pod opieką lekarską, okaleczają się, jątrzą rany, łykają toksyny. Czasami mówi się o nich, że są uzależnieni od opieki szpitalnej.

 

"Niezwykle troskliwe"

Z kolei zastępczy zespół Münchhausena to zaburzenie, które stwierdza się zwykle u matek. Takie kobiety czerpią satysfakcję z choroby własnego dziecka, niejednokrotnie wymyślając coraz to nowe objawy, a często także wywołując je – poprzez niewłaściwe odżywianie, podawanie leków czy wręcz podtruwanie. Jest to jednak bardzo trudne do wykrycia. W oczach rodziny, znajomych, ale także lekarzy, kobiety te uchodzą za osoby niezwykle troskliwe i poświęcające się opiece nad chorym dzieckiem. Szacuje się, że co dziesiąta ofiara takiego maltretowania przez matkę umiera. Mechanizm postępowania osoby chorej na zastępczy zespół Münchhausena opisała Amerykanka Julie Gregory, a jej wstrząsająca książka „Mama kazała mi chorować” stała się światowym bestsellerem.

Kobieta tak opisuje jedną z wielu sytuacji z dzieciństwa, tu akurat z etapu, kiedy matka próbowała leczyć ją na wyimaginowaną chorobę serca: „Stoimy na korytarzu kliniki przy uniwersytecie Stanu Ohio: ja, mama i kardiolog. Nastolatki bywają przemęczone, mówi lekarz. Nie ma szmerów w sercu. Nic więcej nie może dla mnie zrobić. Mama zwraca się do niego porozumiewawczym tonem, jak do kolegi po fachu (...)
– Ponieważ wyniki ostatniego badania nie rozwiały naszych wątpliwości, uważam, że już czas przeprowadzić operację na otwartym sercu i wreszcie raz na zawsze ustalić, co temu dzieciakowi jest. Gapi się na nią, osłupiały.
– Pani Gregory, Julie nie potrzebuje operacji serca. Na pewno to panią cieszy (...)
– To żart?
– Skądże. Stan zdrowia Julie jest w normie. – Nie do wiary! Nie mieści mi się to w głowie! Nie chcesz doprowadzić sprawy do końca i zoperować jej serca? (…) Mówiłeś, że ci zależy!”.

Julie dopiero jako niemal dorosła osoba potrafiła przeciwstawić się matce. Zrobiła to, aby ratować swoją przyrodnią siostrę, kiedy zorientowała się, że matka wyrządza jej taką samą krzywdę. Przez wszystkie lata ani lekarze, ani nauczyciele nie podejrzewali, że chorobowe objawy Julie mogą być albo zmyślone, albo sprowokowane przez matkę.