W pojedynku pokonał Branickiego, a teraz przemykał się bokiem w pałacu, żeby przypadkiem nie oberwać. Z jednej strony miał szczęście, bo ostatnie lata życia spędzał w okazałej rezydencji. Z drugiej jednak braki zębów i szacunku ze strony otoczenia zamieniały każdy dzień w piekło. Kochanek wszech czasów, awanturnik, szpieg i pisarz ciamkał teraz kukurydzianą papkę, szarpał się ze służbą, a gości zabawiał opowieściami o dawnych przygodach. Giacomo Girolamo Casanova starość spędził na terenie dzisiejszych Czech, w pałacu w Duchcovie. We Francji szalała rewolucja, a podstarzały uwodziciel, aby „uciec przed szaleństwem i śmiercią ze zgryzoty”, pisał pamiętniki. I zamykał się w bibliotece, żeby zarządca i jego kochanek nie zrobili mu krzywdy.

MAGIA I INKWIZYCJA

Duchcov to niewielkie i markotne miasteczko, które leży ponad 100 km od polskiej granicy. Kilka wąskich ulic zmierza do potężnego pałacu z wielkim dziedzińcem i parkiem. Na odrapanych kamienicach widać ślady dawnej świetności. Okolica bardziej niż skromna, w centrum mieszka wielu Romów. Alejka Casanovy biegnie wzdłuż południowego skrzydła rezydencji, kawiarnia Casanova przy głównym placu spogląda w kierunku głównego wejścia do pałacu. Niewiele się tu zmieniło od czasów słynnego Włocha. Może tylko ludzi jest więcej.

W XVIII wieku znajdowało się tu zaledwie 126 domów, w Duchcovie mieszkało ok. 900 osób. Wszyscy dobrze się znali. Dziś każdego roku miasto świętuje pamięć o awanturniku, organizując festiwal. Starość nie udała się Panu Bogu, ale starość Casanovy musiała być podwójnie przykra, bo z „kochanka przygody” przeobraził się tu w zastraszonego i nieznośnego zrzędę. Dla kogoś z jego życiorysem pobyt w Duchcovie był bardzo trudny. Począwszy od pogody, na towarzystwie kończąc.

Giacomo Girolamo Casanova urodził się w 1725 r. w Wenecji, miał zostać księdzem, ale skłonność do picia i miłosnych przygód przeszkodziły mu w planach. Niespożyty temperament wiódł go przez europejskie dwory - był zaufanym Ludwika XV, pisał eseje i traktaty, tłumaczył dzieła literackie, zarabiał grą na skrzypcach i szpiegowaniem, był tajnym agentem inkwizycji. Poznawał królów i filozofów. Romansował z tabunami kobiet.

W 1755 roku, podejrzewany przez inkwizycję o uprawianie magii, został aresztowany. Jego książki, dokumenty i wszelkie prace dotyczące magii, a także publikacja z kalejdoskopem pozycji seksualnych zostały skonfiskowane. Casanovę skazano na pięć lat więzienia, z którego udało mu się wkrótce uciec do Paryża, gdzie jego śmiałe czyny wzbudzały niemałą sensację wśród wyższych sfer. Ucieczka z więzienia Piombi wpisała się do historii jako jedna z najbardziej brawurowych w dziejach. Przystojny Włoch oddał się teraz hazardowi, wygrywał i tracił, w końcu ponownie musiał uciekać. Tym razem przed wierzycielami. W końcu w wieku 60 lat poznał hrabiego Josepha Karla Emanuela von Waldsteina i tak trafił na teren dzisiejszych Czech.

SPOTKANIE AWANTURNIKÓW

Historycy nie są zgodni co do daty spotkania obu panów. Jedni twierdzą że po raz pierwszy widzieli się w Paryżu w roku 1783, inni - że dwa lata później w Teplitz, czyli w uzdrowisku Teplice. Waldstein był dwa razy młodszy od Casanovy i równie dzielnie jak mistrz bronił swojej reputacji awanturnika. Choć piastował zaszczytny tytuł Szambelana Jego Cesarskiej Wysokości i był potomkiem sławnego wodza z czasów wojny trzydziestoletniej Wallensteina, obowiązki publiczne wypełniał jedynie wtedy, kiedy naprawdę musiał. Żył na granicy ryzyka, poświęcając się głównie hazardowi i wyścigom konnym. Potrafił wyjechać gdzieś nieoczekiwanie i nikt nie wiedział, czy chwilowo gości w Afryce, czy pomieszkuje w domach publicznych Londynu. Matka pisała, że właśnie przemierza Europę „jak szarlatan, podróżując zawsze konno, z kochankami, murzynami i innymi dziwacznymi osobnikami”. Usprawiedliwiała to jednak „wrażliwą duszą nie nawykłą do spraw przyziemnych”.

 

Trzydziestoletni Waldstein uwielbiał lupanary, kabarety, niezbyt trudne kobiety i miał - jak twierdzili jego znajomi - serce anioła. Częściej bywał w Wiedniu, w Paryżu i Londynie niż w Duchcovie, w którym śmiertelnie się nudził. Z Casanovą połączyły go upodobanie do okultyzmu i masońskie braterstwo. Słynny Wenecjanin był właśnie na rozstaju dróg, stracił chlebodawcę, czuł, że triumfy uwodziciela już dawno za nim. Dlatego z wdzięcznością przyjął posadę bibliotekarza w rezydencji Waldsteina. Zadanie było proste: uporządkować czterdzieści tysięcy woluminów, skatalogować je, dokupić książki, które powinny się tu znaleźć i zbyć podwójne egzemplarze.

Młody hrabia zapewnił Casanovie piękny i - co ważne w wieku bibliotekarza - ciepły apartament w pałacu. Sześćdziesięcioletni Giacomo miał do dyspozycji lokaja, ekwipaż i bardzo urodziwą kucharkę, która w przyszłości miała narobić mu kłopotów. Jadał jednak po pańsku, przy kominku, delektując się ulubioną polentą. Sielankę, podobnie jak gospodarzowi, zatruwała mu jednak nuda i brak rozrywek. W gruncie rzeczy niewiele pracował, czas spędzał na spisywaniu swoich przygód i filozofowaniu. Kiedy hrabia bywał w Duchcovie, organizował bale, polowania i uczty, sęk w tym, że bywał tu rzadko. A kiedy wyjeżdżał, Casanova czuł się samotny jak nigdy dotąd.

Młody hrabia zapewnił Casanovie piękny i ciepły apartament w pałacu. Sześćdziesięcioletni Giacomo miał do dyspozycji Lokaja, ekwipaż i bardzo urodziwą kucharkę

KOCHANEK STANGRETA

Sytuacja się skomplikowała, gdy już po kilku miesiącach od przyjazdu Giacoma okazało się, że Anna Dorota Kleer, dziewiętnastoletnia córka zamkowego stróża, zaszła w ciążę. Na kogo mogło paść podejrzenie? Oczywiście na Casanovę, który wcale nie krył, że dziewczyna codziennie bywała w jego pokoju. Ojcostwa jednak zdecydowanie się wyparł. Zaproponował, aby powołać sąd, do którego wyroku się dostosuje i - jeśli taka będzie wola - ożeni się z Anną. Ta pojednawczość Casanovy, a także spore sumy, które przekazał krewnym dziewczyny, wzbudza do dziś podejrzliwość historyków. Bo chociaż przyciśnięta do muru panna przyznała z płaczem, że ojcem dziecka jest miejscowy malarz, całe miasto uznało, że Casanova porzucił swoją ofiarę i po prostu kupił dziewczynie męża. Czy nie chciał się obciążać małżeństwem i dzieckiem? A może mężczyzna w jego wieku był za stary dla nastolatki? Roberto Gervaso, biograf uwodziciela, twierdzi jednak, że w tym czasie Casanova praktycznie już zrezygnował z seksu, a nawet gdyby nie, to długa kariera libertyna nauczyła go, jak unikać kłopotów.

Pobyt Casanovy komplikowały również trudności językowe. Wszyscy dookoła mówili po niemiecku, którego Casanova nie znał. Ponadto słynny kochanek i podróżnik nie potrafił się pogodzić ze swoją obecną pozycją. Służba uważała, że nie ma prawa się wywyższać, był przecież jednym z nich. Doszło do tego, że pokojówka zrobiła bałagan w papierach Casanovy, a następnie ich część spaliła, tłumacząc z obłudnym uśmiechem: były stare i zapisane, pokryte bazgrołami i jakimiś znaczkami. Sądziła, że tylko czysty papier ma jakąś wartość...

Tak zaczęła się prawdziwa wojna podjazdowa, która z czasem zamieniła się w bój na otwartym polu z użyciem najcięższej artylerii. Na czele wrogich Casanovie wojsk stanął nowy zarządca. Roberto Gervaso pisze: „Najbardziej impertynencki był majordomus Feltkirchner, gruboskórny żołdak z kościstą i płaską twarzą, zarozumiały i wulgarny, kochanek stangreta Wiederholta, godnego siebie zbója, który podawał się za barona, w rzeczywistości jednak był nikim. To oni zaprawiali mu (Casanovie) goryczą i tak już gorzkie wygnanie, tyranizując go w najbardziej nikczemny sposób za pomocą najpodlej szych środków”. Majordomus został zatrudniony, kiedy Casanova zdołał się już na dobre zadomowić w Duchcovie. Feltkirchner był zdemobilizowanym podporucznikiem armii austriackiej i pobierał całkiem sporą rentę inwalidzką, do której straciłby prawo, podejmując pracę. Bał się, że Casanova doniesie na niego do Ministerstwa Wojny.

 

Podjudzana przez majordomusa służba dokuczała Giacomo, doszło do tego, że Casanova starał się jak najrzadziej opuszczać bibliotekę - jedyne miejsce, w którym czuł się bezpiecznie. Drzwi do swojego świata zamykał na kłódkę, żeby służba nie kradła książek. Spotkanie z wrogami zawsze kończyło się epitetami i upokorzeniem. Pewnego dnia zniewagi przekroczyły granicę dobrego smaku. Wiederholt wyrwał z jednego z woluminów portret Włocha i zawiesił go w zamkowym szalecie. Na portrecie znalazło się mnóstwo wulgaryzmów i coś jeszcze... Kochanek majordomusa przykleił wizerunek Casanovy do ściany za pomocą własnych odchodów.

UWODZICIEL ZMIESZANY Z...

Bezbronny Casanova niemal całemu miastu opowiedział tę historię. Wszyscy się śmiali, a winowajcy nie ponieśli konsekwencji. Kiedy sytuacja z portretem powtórzyła się i jeden z kochanków podtarł się portretem Wenecjanina, Casanova napisał do Feldkirchnera list. Odrzucając swoją dotychczasową życzliwość dla homoseksualistów, napisał, że trudno mu odróżnić, czyimi ekskrementami pokryta jest jego podobizna, bo „bezecne spółkowanie łatwo może doprowadzić do ich pomieszania”.

Z czasem dawny awanturnik, teraz pan tracący zęby, zaczął wpadać w paranoję. Uważał, że służba go szpieguje. Śmiało można powiedzieć, że duszna atmosfera w pałacu przypominała najlepsze scenariusze współczesnych telenoweli. W grudniu 1791 roku spółka Feldkirchner-Wiederholt zaatakowała z pełną bezwzględnością. Sześćdziesięciosześcioletni Casanova przechadzał się właśnie ulicami, gdy stangret rzucił się na niego z pięściami. Bibliotekarz schronił się u burmistrza, ale ten oznajmił mu, że Wiederholt jest podwładnym hrabiego i to on musi zająć się tą sprawą.

Była jednak i druga strona medalu. Jak wspominał książę Charles-Joseph de Ligne, który korespondował i spotykał się z Gia- comem, sam Casanova wcale nie pomagał otoczeniu w polubieniu go. „Nie było dnia, żeby kawa, mleko, danie z makaronu, które kazał sobie przyrządzić, nie stały się przyczyną sprzeczki domowej. (...) Złośliwie podano mu gorącą zupę. Musiał czekać, aż opieszały lokaj w końcu przyniesie coś do picia (...). Gestykulował, deklamując po włosku, wyśmiano go. Pokłonił się, wchodząc, jak sześćdziesiąt lat temu uczył go słynny nauczyciel tańca Marcel, wyśmiano go”.

„Bez wątpienia na starość Casanova miał paskudny charakter i trzeba było podchodzić do niego jak do jeża” - twierdzi Alain Buisine, biograf awanturnika. Sławny Wenecjanin zrobił się zgorzkniały, złośliwy, przewrażliwiony. Był przyzwyczajony do innego życia. Uwiódł ponad setkę kobiet, pojedynkował się bez pardonu, poznał Mozarta, Katarzynę Wielką, Woltera, Rousseau, Fryderyka Wielkiego, a teraz. Na dodatek brak pieniędzy sprawił, że musiał odprawić własną kucharkę i teraz jadał z lokajami. Uważał ich za „niemiecką hołotę”.

Hołota miała do niego również wiele pretensji, nie tylko o dziwne zachowanie, ale i kucharkę. Zwolniona panna narobiła sporo spustoszenia na dworze, zarówno w sercach, jak i w zdrowiu służących. Trzech z nich, po bliższym zapoznaniu się z ową damą, skończyło w szpitalu cierpiąc na przypadłości nieprzenoszone bynajmniej przez powietrze.

 

CZTERNAŚCIE STÓP POD ZIEMIĄ

Miarka w końcu się przebrała. W 1793 roku również ponad sześćdziesięcioletni Feltkirchner musiał odejść z pałacu. Casanova liczył po cichu, że wraz z nim pozbędzie się i jego kochanka. Ale nieoczekiwanie Wiederholta wybroniła Caroline, kochanka hrabiego Waldsteina. W tym samym czasie matka Waldsteina naciskała, aby syn podszedł w końcu do życia poważnie i pozbył się konkubiny. Hrabia, który jak zwykle do wszystkiego podchodził raczej lekko, po prostu ożenił Caroline z Wiederholtem. Tego samego roku przygnębiony (również problemami finansowymi) Casanova napisał: „rozum każe mi odebrać sobie życie”. Zmarł pięć lat później na zapalenie przewodu moczowego. Ale śmierć nie wybawiła go od upokorzeń.

Kiedy zabrakło również hrabiego, Casanova pochowany koło kościoła św. Barbary został właściwie zapomniany. Opowiada się, że Wenecjanin leży czternaście stóp pod ziemią, jako że czternaście lat spędził w Duchcovie. Ponieważ podobno studiował kabałę, liczby miały dla niego ogromne znaczenie. Jego grób był jednak w coraz gorszym stanie, a miejscowa ludność podśmiewała się, że nawet po śmierci mizdrzy się do kobiet. Waldstein postawił bowiem na grobie Wenecjanina wielki krzyż, o który zahaczały sukniami damy udające się do kościoła. Dziś nie ma już grobu Casanovy, została jedynie tablica. Można ją znaleźć obok hotelu, który - oczywiście - nazywa się „Casanova”.

Pamiętniki, które spisał w Duchcovie awanturnik, doczekały się do dzisiaj pięciuset wydań. W większości były mocno ocenzurowane, bowiem wydawcy niezbyt chętnie przepuszczali śmiałe opisy erotyczne, którymi autor obficie okraszał swoje dzieło. Cztery lata temu (w 2010 roku) rękopisy wspomnień Casanovy zostały sprzedane za 7,2 mln euro. Chociaż już w innym świecie, problemy finansowe zostały rozwiązane.

Redakcja Focus.pl wybierze dla Ciebie najlepsze artykuły tygodnia. Zapisz się na nasz newsletter