Europa oburzona. A to wszystko przez Edwarda Snowdena, który ujawnił, że amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego podsłuchuje wszystkich i czyta wszystko, co opuszcza komputer kogokolwiek na tym globie. Ale przecież to nic nowego! Od czasu, gdy wymyślono telegraf i radio, służby wywiadowcze zaczęły przechwytywać wszystkie informacje, wychodzące poza stację nadawczą.

Jakie to może mieć katastrofalne skutki, przekonali się Rosjanie w sierpniu 1914 r., gdy ich wojska dziarsko maszerowały przez Prusy Wschodnie, aby dobić pokonaną pod Gąbinem 8. armię niemiecką. Radio było wtedy jeszcze młodym wynalazkiem, wielu dowódców nie zdawało sobie sprawy, że sygnał wysłany w eter odbierają wszyscy, którzy odpowiednio dostroją częstotliwość, i z kwatery głównej płynęły niezaszyfrowane rozkazy do dowódców. Przechwytywali je i Niemcy, którzy zorientowali się w zamiarach Rosjan i zadali im druzgocącą klęskę w bitwie pod Tannenbergiem.

Nieco wcześniej, bo w lipcu 1914 r., Brytyjczycy dobrali się do niemieckiej korespondencji telegraficznej. U brzegów Holandii przecięli podmorski kabel telekomunikacyjny, przerywając łączność Berlina z Ameryką Południową i zmuszając rząd niemiecki do przesyłania korespondencji via Sztokholm. I o to chodziło, gdyż szwedzkie linie biegły przez Londyn i Anglicy mogli je swobodnie podsłuchiwać. Efektem tej gry było przechwycenie depeszy niemieckiego ministra spraw zagranicznych Arthura Zimmermanna. Angielscy kryptolodzy odczytali szyfrogram, w którym minister proponował rządowi meksykańskiemu wspólną wojnę ze Stanami Zjednoczonymi. Wkrótce USA przystąpiły do wojny po stronie koalicji, zadając Niemcom decydujący cios.

Ci zrewanżowali się Brytyjczykom w czasie II wojny światowej, gdy rozprawili się z tajnym anglo-amerykańskim urządzeniem A-3, używanym do kodowania telefonicznych rozmów premiera Churchilla i prezydenta Roosevelta. Prasa amerykańska nie czyniła tajemnicy z istnienia tego aparatu, więc na początku marca 1942 r. jego rozgryzieniem zajął się inżynier Kurt Vetterlein. W pobliżu Eindhoven w okupowanej Holandii Niemcy wybudowali wielką antenę, aby przechwytywała sygnały radiowe, a aparat zbudowany przez Vetterleina błyskawicznie je odszyfrowywał.

W tamtym czasie aktywność tajnych służb koncentrowała się na najważniejszych placówkach i ludziach, gdyż ówczesny stan wiedzy technicznej uniemożliwiał kontrolowanie wszystkiego i wszystkich. Dopiero gwałtowny rozwój elektroniki sprawił, że niedługo po zakończeniu wojny rządy uzyskały nowe możliwości inwigilacji. Zastanawiające, że w tym wyścigu techniki totalitarny ZSRR pozostał w tyle, choć kontrolowanie społeczeństwa miało tam znaczenie szczególne. Jednak stalinizm nie docenił elektroniki, a cybernetykę traktował jako „burżuazyjną pseudonaukę”. Być może zaważyło przyzwyczajenie radzieckich specsłużb do klasycznych metod, takich jak odklejanie kopert nad parą.

I z tych powodów Rosjanie, choć pierwsi wysłali sztucznego satelitę Ziemi, dali się wyprzedzić Amerykanom w kosmicznym podglądaniu. W czerwcu 1959 r. poszybował w przestrzeń amerykański satelita szpiegowski KH-1, zaś radziecki „Zenit” wystartował dwa i pół roku później. Za to wywiad radziecki miał inne osiągnięcia, których szczytem wydawało się urządzenie podsłuchowe ukryte w herbie Stanów Zjednoczonych – prezencie wręczonym przez pionierów 4 lipca 1945 r. amerykańskiemu ambasadorowi Averellowi Harrimanowi. Dopiero po siedmiu latach jankesi wykryli podstęp.

Dzisiaj to wszystko trąci myszką. Już na początku lat 60. Amerykanie zbudowali system Echelon, którego stacje działające w USA, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii przechwytują wszystkie sygnały elektroniczne. Jeżeli podnosimy do ucha telefon komórkowy, to pamiętajmy, że Echelon słucha, a jego komputery mogą analizować sześć milionów słów na sekundę. Także ZSRR zbudował w 1964 r. w Lourdes na Kubie wielki ośrodek wywiadu elektronicznego. Dzięki temu Rosjanie mogli podsłuchiwać Amerykanów. Jednak w 2001 r. prezydent Władimir Putin zamknął bazę, gdy okazało się, że jej utrzymanie kosztuje 200 mln dolarów rocznie.

Możemy być pewni, że nawet po ujawnieniu przez Snowdena maszynerii PRISM oraz podobnych w Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech poznaliśmy zaledwie cząstkę systemu podpatrywania (satelity i drony), podsłuchiwania (Echelon) czy kontroli internetu. A co to będzie za kilka lat? Może zamiast wysyłać maile warto wrócić do lizania znaczków i wrzucania listów do skrzynki? Też przeczytają, ale będą mieli więcej roboty.

Edward Snowden (ur. 1983) w 2004 r. chciał dostać się do sił specjalnych, ale  ostatecznie wylądował jako informatyk i analityk w amerykańskim wywiadzie. Po ujawnieniu faktów o programie PRISM bez powodzenia szukał azylu m.in. w Polsce. (fot. Wikimedia Commons)