Na portrecie Marcina Kobera królewicz Władysław IV Waza ma niecałe dwa lata. Na pierwszy rzut oka niczym szczególnym się nie wyróżnia. Jest rudawym blondynem o jasnej cerze i rumianych, pucułowatych policzkach oraz haczykowatym nosie. Uwagę zwraca dopiero zgryz chłopca, zwłaszcza wydatna i pełna dolna warga, która zachodzi na górną.

U przyrodniego brata Władysława, późniejszego króla Polski Jana II Kazimierza (1609–1672), wysunięta do przodu żuchwa jest jeszcze lepiej widoczna. Obaj królewicze cierpieli na przodozgryz, czyli prognatyzm żuchwy. Zaburzenie to objawiało się tym, że dolna warga przerastała górną, a żuchwa nadmiernie się rozwijała. Według Marii Pośpieszyńskiej z Kliniki Ortodoncji Katedry Stomatologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu to jedna z najcięższych nieprawidłowości twarzy tego typu: oszpeca i prawie uniemożliwia żucie.

Wada zgryzu upodobniła obu polskich królów do Habsburgów, potężnego rodu panującego wówczas w wielu krajach Europy. Władysław IV Waza (1595–1648) odziedziczył progenię (przerost żuchwy) po matce Annie Habsburżance. Małżeństwo króla Zygmunta III z Anną, córką arcyksięcia Karola Habsburga, było jednym z wielu politycznych mariaży zawieranych w tamtych czasach pomiędzy dworem królewskim w Polsce i w Austrii.

Władysławowi IV również dano za żonę naznaczoną prognatyzmem Cecylię Renatę – córkę cesarza Ferdynanda. Ich dzieci zmarły wcześnie i trudno stwierdzić, czy miały przodozgryz. Z kolei Jan II Kazimierz był synem Zygmunta III i Konstancji z Habsburgów. Nic dziwnego, że przerośnięta dolna warga była u niego aż nadto widoczna. Wystarczy zresztą porównać portret króla z wizerunkami cesarzy Świętego Cesarstwa Narodu Niemieckiego, które powstały pomiędzy 1438 a 1740 r., aby dostrzec to specyficzne rodowe piętno. W tym okresie na tronie zasiadało 14 koronowanych cesarzy lub królów niemieckich z rodziny Habsburgów. Według historyków wszyscy wykazywali cechy charakterystyczne dla progenii.

Progenia nie jest chorobą śmiertelną, jednak nieleczona może doprowadzić do deformacji i kalectwa. Zaburzenie to utrudnia spożywanie pokarmów i przeszkadza w mówieniu. Wiadomo na przykład, że Karol V (1500–1558), chyba najbardziej „habsburski” z całej dynastii, nie mógł normalnie zagryźć zębów, przez co mówił bardzo niewyraźnie i połykał tylko rozdrobnione wcześniej potrawy. A apetyt mu dopisywał. Anglik Roger Asham zaobserwował, jak schorowany Karol V potrafił pochłonąć na obiad baraninę, zająca, kurczaki, a na koniec wypijał pięć litrów reńskiego wina. Obżarstwo i związane z nim ataki podagry doprowadziły Karola do zapaści. Pod koniec życia nie miał już sił wykonywać obowiązków i jako jedyny w historii cesarz niemiecki abdykował.