Zobaczyłem go pierwszy raz jesienią 1955 r. Byłem uczniem liceum i z marnymi wierszykami (kto w młodości nie napisał wiersza, ten na starość będzie świnią) kilka razy odwiedziłem redakcję tygodnika „Po prostu”, gdzie działem poezji kierował Edward Hołda. Zniechęcał mnie do poetyckiej twórczości, za co mu chwała. Przy okazji kolejnej wizyty zapytałem o Hłaskę. Ten głośny wtedy autor pracował w czasopiśmie, był kierownikiem działu literackiego. Właśnie na pierwszej stronie „Po prostu” wydrukowane zostało jego opowiadanie „Śliczna dziewczyna”. Była to prościutka historia o urodziwej dziewczynie siedzącej z chłopakiem na ławce w parku. Jej widok budzi w przechodniach uczucia wzniosłe i szlachetne. Tymczasem dziewczyna, uosobienie czystej niewinności, kłóci się z chłopakiem o pieniądze na skrobankę. On nie chce zapłacić, a wtedy ona grozi mu donosem, bo sfałszował ankietę personalną. Opowiadanie było równocześnie sentymentalne i brutalne. Tak nikt wtedy nie pisał. Ktoś powiedział, że Hłasko urzęduje w barze „Pod Jontkiem”, na parterze kamienicy, w której na drugim piętrze mieściła się redakcja „Po prostu” (Wiejska 17). W ponurym pomieszczeniu siedział wysoki chłopak o ładnej twarzy z opadającymi na czoło włosami. Przedstawiłem się i poprosiłem o autograf na egzemplarzu z tekstem o ślicznej dziewczynie. Energicznie nabazgrał: „Koledze Andrzejowi, polecam lekturę tej antykoncepcyjnej opowiastki. Pamiętaj, prezerwatywa chroni przed kłopotem i kosztami”. „Ale zgrywus” – pomyślałem.

CZŁOWIEK SUKCESU