Rektor Śląskiego Uniwersytetu Medycznego - uczelni, która zapowiedziała otwarcie studiów podyplomowych z homeopatii - nie widzi problemu w tym, że otwarcie promuje pseudonaukę. Jego zdaniem problem nie istnieje, ponieważ "homeopatia wykładana jest na wielu europejskich uniwersytetach". Innymi słowy, ważniejsze od nauki jest prawo precedensu. Albo prawa ekonomii, bo skoro homeopatia się sprzedaje, to czemu by się nią nie zająć?

Bardzo możliwe, że właśnie o pieniądze tu chodzi. Przypomnę, co napisałem w artykule o placebo: „Większość badań wykazuje, że homeopatia jest warta tyle, ile czysta woda czy pigułka z cukru. Mimo to preparaty homeopatyczne są sprzedawane w aptekach, a te »najsilniejsze« nawet na receptę. Placebo jest po prostu zbyt zyskowne dla branży farmaceutycznej, by chciała z niego zrezygnować.” Od tamtej pory stanowisko nauki się nie zmieniło: homeopatia nadal nie działa.

Działa natomiast marihuana i to na zadziwiająco szerokie spektrum chorób (dziękuję dr Zatońskiemu za link): od migreny, padaczki i ADHD, przez stany wyniszczenia w przebiegu AIDS i stwardnienia rozsianego, po być może nawet leczenie nowotworów, aczkolwiek w tym przypadku potrzebne byłyby jeszcze wieloletnie badania. Tych jednak się nie robi, bo marihuana w wielu krajach - także w Polsce - uważana jest za groźny narkotyk i nie widać realnej szansy na zalegalizowanie jej medycznego, ściśle kontrolowanego zastosowania.

Po raz kolejny więc racjonalne myślenie przegrywa z pseudonauką i uprzedzeniami. Dlaczego tak się dzieje? Rozmawialiśmy kiedyś o tym w TOK FM i wniosek jest jeden: trzeba edukować, dyskutować i przypominać, że w nauce liczą się dowody, a nie "widzimisię". Może dotrze to kiedyś do polskich decydentów.