Chemiczne substancje uwalniane nagle przez dojrzewające ciało wywracają świat do góry nogami. Pryszcze, włosy pod pachami, pączkujący biust, piskliwy głos – ciało zmienia się nie do poznania, emocje buzują, a hormony zalewają mózg. Szczególnie te części, które sterują emocjami: układ limbiczny. Dojrzewanie to „emocjonalny granat”. Nastolatki stają się nie tylko bardziej wybuchowe – wręcz prowokują sytuacje, które pomogą im rozładować emocje. „Czynnie szukają doświadczeń, pozwalających na wywoływanie intensywnych uczuć. Rośnie im apetyt na dreszczyk emocji, silne przeżycia i podniecenie. To może zachęcać do eksploracji, wywoływać chęć do opuszczenia rodzinnego gniazda i szukania własnej życiowej ścieżki i partnera” – mówi psychiatra z uniwersytetu w Pittsburghu dr Ronald Dahl. Tym samym nastolatki narażają się na potężne ryzyko.

Ryzyko tym większe, że ich wewnętrzne hamulce odpowiedzialne za poskramianie ryzykownych, impulsywnych zachowań jeszcze nie do końca się wykształciły. „Rejony mózgu odpowiedzialne za poszukiwanie emocji w wieku pokwitania niezwykle się rozwijają. Ale obszary odpowiadające za racjonalny osąd dojrzewają dopiero po 20–25 roku życia” – tłumaczy Laurence Steinberg, psycholog z Temple University. „Mamy więc lukę czasową, bo we wczesnym okresie dojrzewania dzieciaki mają skłonności do podejmowania ryzyka, a dopiero później uruchamiają się mechanizmy pozwalające im zastanowić się, zanim coś zrobią. To jak włączenie silnika samochodu, kiedy za kierownicą siedzi ktoś, kto nie potrafi jeździć”.

 

Ryzyko to podstawa

A do tego jeszcze ten seks. Uwaga nastolatków gwałtownie zawęża się do tej sfery życia. Choć nie – czasem jest jeszcze jedzenie i sen. To tak, jakby spora część ludzkości zapadła niespodzianie na zespół Kleinego-Levina, objawiający się napadami żarłoczności i pobudzenia seksualnego z naprzemiennie występującymi okresami nadmiernej senności. Choroba ta dotyka głównie chłopców w okresie dorastania. I choć znawcy twierdzą, że nie wszystkich, wielu dorosłych chętnie poddałoby swe latorośle terapii, która skłoniłaby zajęte onanizowaniem się dzieciaki do skupienia na nauce. Jeśli jednak to zachowanie nie jest wynikiem infekcji czy uderzenia w głowę (to czynniki ryzyka dla zespołu Kleinego-Levina), raczej próżny trud.

Kto umie zmusić nastolatka, by wyszedł z łazienki (zwlókł się z kanapy/ wstał od komputera/odłączył się od komórki) i odrobił lekcje? Ta nastoletnia gnuśność to wina niedojrzałego obszaru w korze czołowej, a nie złego charakteru. W tej części mózgu u dorosłych budzi się motywacja do poszukiwania nagród. U nastolatków panuje tu spokój i cisza. Żadnych nadmiernych ekscytacji, żadnych pobudzeń. A już na pewno nic się nie dzieje, kiedy spodziewana nagroda ma przyjść w nieokreślonej przyszłości. Ten fenomen badał James Bjork z Narodowego Instytutu Problemów Alkoholowych w Bethesda. „Niedobór motywacji u nastolatków skłania je, by podejmować czynności, które są łatwe do wykonania i emocjonujące” – mówi naukowiec. Brzmi znajomo? Bjork uważa, że rodzice i społeczeństwo mogą z tego wyciągnąć cenne wnioski. „Aby wyperswadować nastolatkowi picie alkoholu, trzeba przedstawić mu konkretny skutek, np. że mu nie pożyczymy samochodu – zamiast snuć przed nim wizje przyszłości jako lumpa” – mówi badacz.

 

„Wielu młodych ludzi spośród tych, którzy rozpoczęli już życie seksualne, przyznaje się do seksu na imprezie, po alkoholu, bez zabezpieczenia” – mówi Michał Pozdał, trener młodzieży z Uniwersytetu Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Czy takiemu podejściu do seksu da się zapobiec? „To trudne, ale trzeba rozmawiać. I nie liczyć na to, że nastolatki nie wiedzą, jak to się robi”. – mówi terapeuta. „Oni zwykle w internecie widzieli już naprawdę sporo. A jeśli nawet sami nie widzieli – to opowiedzieli im koledzy. Choć osobiście nie demonizowałbym tak ich seksualności”. Nawet tego, że – jak mówią badania – wiek inicjacji seksualnej coraz bardziej się obniża? „Nie bardzo wierzę w takie badania, które powstają przez wypełnianie ankiet. Znam dobrze młodych ludzi i wiem, jak ściemniają: jedni, by się pochwalić, jacy są macho, inni ze wstydu, że jeszcze niczego nie doświadczyli. Typowe jest to, że w takich badaniach chłopcy jawią się zwykle jako dużo bardziej rozwiąźli niż dziewczyny. To samcze przechwałki”.

 

Groźne pocałunki

Więc jaka jest seksualność nastolatka? „Nieco zagubiona. Trudno im o tym opowiadać, bo w języku polskim nie bardzo są do tego warunki. O swoim ciele można wyrażać się albo infantylnie albo wulgarnie – nie ma nic pośrodku” – mówi Michał Pozdał. A kiedy już się robi, a nie mówi? „To wtedy sprawdza się, eksperymentuje, zwykle często zmienia partnerów”. I nie idzie to w parze z wiedzą na temat swojego organizmu. W roku 2010 Porozumienie na rzecz Upowszechniania Edukacji Seksualnej Dzieci i Młodzieży w Polskiej Szkole stworzyło raport „Nastolatka u ginekologa”. „Ponad 90 proc. wizyt w moim gabinecie wynika z niewiedzy. Dziewczętom brakuje podstawowych informacji o swoim ciele, rozwoju. Mają wygolone wzgórki łonowe i kolczyki w sromie, ale nie wiedzą, jak przebiega owulacja” – mówiła podczas  prezentacji dr Anna Włodarczak, ginekolog dziecięca za Szpitala Bielańskiego. Bo nastolatki najczęściej czerpią wiedzę na temat seksualności z internetu i pornografii.

Nad ich niefrasobliwością w doborze seksualnych partnerów ubolewali niedawno także lekarze, specjaliści od chorób zakaźnych. I wbrew pozorom nie chodziło tym razem o HIV czy choroby weneryczne, lecz o meningokoki. Ryzyko zakażenia się tymi bakteriami niemal czterokrotnie podnoszą intymne pocałunki z licznymi partnerami. A jest się czym martwić, bo meningokokowe zapalenie opon mózgowych jest poważną infekcją, która może w ciągu kilku godzin doprowadzić do śmierci z powodu ogólnoustrojowego stanu zapalnego – sepsy. Choroba objawia się gorączką, bólem głowy, sztywnością karku, wymiotami.

 

Może dochodzić do zaburzeń świadomości, senności, a nawet do śpiączki. Zdarzają się też napady padaczkowe, uszkodzenia nerwów czaszkowych. Tymczasem, jak wykazały badania, niektóre nastolatki mogą w ciągu dwóch tygodni całować się nawet z siedmioma partnerami. Badacze nie liczą jednak, że kampanie społeczne na ten temat przyniosą istotne efekty. Znacznie lepsze skutki dałoby opracowanie skutecznej szczepionki przeciw meningokokom i powszechne szczepienia młodzieży – konkludują na łamach prestiżowego tygodnika medycznego „British Medical Journal”.

 

Smutki w mózgu

I to chyba racjonalne podejście. Nastoletnie szaleństwo trudno bowiem opanować. Hormonalna nawałnica i nie do końca dojrzały mózg to naprawdę wybuchowe połączenie. Nie da się nad tym zapanować ani rodzicielskimi dobrymi radami, ani tym bardziej awanturami. Bo często jedyne, do czego możemy tym doprowadzić, to poczucie, że „nienawidzi mnie cały świat”. Nie pocieszy to pewnie sfrustrowanych rodziców (ani tym bardziej nastolatków), ale to wszechogarniające niezrozumienie i nieszczęście to także sprawka mózgu. W szpitalu McLean w Belmont w stanie Massachusetts sprawdzała to neuropsycholog z Harvardu Deborah Yurgelun-Todd. Oglądała mózgi ochotników za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, prosząc – zarówno dzieci, jak i dorosłych – o opisanie emocji, jakie wyrażały twarze na przedstawionych im fotografiach. „Zauważyłam, że podczas tego zadania dzieci i nastolatki wykorzystują część mózgu odpowiadającą za emocje i reakcje instynktowne” – wyjaśnia Yurgelun-Todd. „Z kolei dorośli sięgają do części, gdzie mieszczą się ośrodki oceny i planowania”.

Dlatego właśnie ludzie starsi popełniają mniej błędów w ocenie zdjęć, a dzieciaki często się mylą. Szczególną trudność sprawia im ocena przerażonej twarzy – uważają to za grymas wściekłości, zmieszanie albo smutek. To właśnie rozwój fizjologiczny mózgu może być – zdaniem dr Yurgelun-Todd – wyjaśnieniem, dlaczego nastolatki widzą w zachowaniu innych osób złość i wrogość tam, gdzie jej nie ma.

 

Gen dojrzałości

Jak to znieść? Chyba po prostu przeczekać. Albo pokładać nadzieję w genetyce. Wiele bowiem wskazuje, że za owo nastoletnie szaleństwo odpowiada pewien gen. Jak na razie taki „gen dojrzałości”, który włącza się pod wpływem hormonów płciowych i inicjuje zmiany w ciele, wykryto co prawda tylko u muszki owocowej, ale nie bez powodu uważa się ją za organizm modelowy także w badaniach nad genami ludzi. Skoro więc taki gen jest u owada, jest także pewnie i u człowieka.

Tylko... co się stanie, gdy go wreszcie znajdziemy? Czy powstanie terapia genowa, która uczyni dojrzewanie nieco bardziej znośnym dla otoczenia (i samych zainteresowanych)? Być może. Jednak czy nie będzie to stratą dla ludzkości? Tak długi czas dojrzewania mają tylko ludzie. Może trądzik, huśtawki nastroju i skłonność do młodzieńczej brawury to właśnie jest cena, jaką płaci Homo sapiens za swoją niezwykłość? Warto?