Ta wojna miała być „szybką wojną". Zmobilizowano dziesiątki milionów żołnierzy i na początku wojny nikt nie wyobrażał sobie, że utkną oni w okopach, w błocie, w norach pełnych szczurów i wszy. Prognozy na szybki koniec walk okazały się bezzasadne. Nie było efektownej, błyskotliwej, kilkutygodniowej ofensywy. Pod koniec 1914 roku fronty zastygły w wojnie pozycyjnej. Na lata.

NOC DAJE SZANSĘ

Wojna w okopach nie znała pór dnia. Noc była tak samo dobra do walki jak dzień. Ale do innej walki. Bardziej podstępnej, wręcz partyzanckiej. To nocą zabierano rannych i zabitych z ziemi niczyjej. To nocą wychodzono na zwiady, aby zbadać stan umocnień wroga, wykraść dokumenty, prowiant czy złapać jeńców. Ernst Junger miał osiemnaście lat, kiedy wybuchła wojna. Zgłosił się do cesarskiej armii jako ochotnik. Trafił do 73. Pułku Fizylierów „Gibraltar" i z nim walczył we Francji. Był wielokrotnie ranny, dostał najwyższe pruskie odznaczenie wojskowe „Pour la Merite", ale przede wszystkim spisywał swoje wojenne wspomnienia.

W 1917 roku w okopach Flandrii dostał rozkaz pojmania francuskich jeńców. „Odziany byłem w strój roboczy właściwy rzemiosłu, jakie wykonywać zamierzaliśmy: na piersi dwa worki z piaskiem z czterema granatami trzonowymi w każdym, po lewej z zapalnikiem uderzeniowym, po prawej z czasowym, w prawej kieszeni munduru pistolet 08 na długiej taśmie, w prawej kieszeni spodni mały mauzer, w lewej kieszeni munduru świecący kompas i gwizdek sygnałowy, przy pasie karabińczyk do odbezpieczania granatów ręcznych, sztylet i nożyce do drutu.

W wewnętrznej kieszeni munduru tkwił pełen portfel i adres domowy, w tylnej kieszeni spodni płaska butelka cherry brandy. Naramienniki i godło »Gibraltar« odpruliśmy, by przeciwnik nie mógł się zorientować, jaka jest nasza macierzysta jednostka. Jako znaki rozpoznawcze nosiliśmy białe opaski na rękawach ..." - opisuje w książce „W stalowych burzach" swój ekwipunek podczas jednego z nocnych wypadów. Ale noc to był też najczęściej moment, kiedy służba w okopach zaczynała się i kończyła. To właśnie wtedy najczęściej dokonywano podmiany na pierwszej linii tak, by uniknąć ciekawskiego wzroku przeciwnika.

CZAS NA ŻYCIE

Formalnie żołnierze nie przebywali na pierwszej linii bez przerwy. Ich pobyt na froncie zwanym po prostu „linią śmierci" wahał się od jednego dnia do dwóch tygodni. Francuzi starali się trzymać schematu: cztery dni w szańcach pierwszej linii, cztery dni w okopach pomocniczych, cztery dni na tyłach. Nie zawsze się to jednak udawało. Ekstremalnie długo w okolicach Villers-Bretonneux (podczas bitwy nad Sommą) przebywali żołnierze australijskiego 3. Batalionu. Spędzili tam blisko dwa miesiące - dokładnie 53 dni. Statystyczny żołnierz tkwił w okopach pierwszej linii 15 proc. swojej służby, kolejne 10 proc. w okopach pomocniczych oddalonych od „linii śmierci". 30 proc. to pobyt w okopach rezerwowych, 20 proc. na tyłach, a 25 proc. w szpitalu, podróżach bądź na urlopie.

Działania zaczepne następowały najczęściej o świcie. Kiedy ta pora dnia mijała i nic się nie działo, wszystko wskazywało na to, że dzień będzie monotonny. Zdarzy się ewentualnie jakiś ostrzał z moździerzy, ale będzie to raczej taki sygnał z drugiej strony: „jeszcze jesteśmy". Zaczynała się monotonia: czyszczenie broni, obserwacja strefy niczyjej, konserwacja okopu, czyli ciężka fizyczna praca, a w końcu wypoczynek.

Dwie rzeczy były w warunkach okopów praktycznie nie do spełnienia. Ciepły posiłek i zachowanie higieny.

Producenci mydła „Sunlight” szybko wyczuli napędzaną przez wojnę koniunkturę. „Najczystszy żołnierz na świecie - brytyjski Tommy” - głosiła reklama, która zachęcała do używania produktów firmy Lever Brothers Limited. „Żołnierze mają je w okopach, wy miejcie je w domu” - napisali w prasowym ogłoszeniu.

Armia Brytyjska starała się dostarczyć do okopów jedzenie zawierające 3,5 tysiąca kalorii. To było absolutne minimum. Miała zapewnić je potrawa nazywana Maconochie. Mieszanina rzepy, marchewki i ziemniaków, cebuli z odrobiną mięsa.

„Podgrzane można zjeść, zimne zabija” - mówili żołnierze i starali się, zachowując wszelkie środki ostrożności, podgrzać odrobinę ten specjał.