Rzeczy, które trzeba wiedzieć

W “Ukrytej konsumpcji” Tatiana Schlossberg bezlitośnie rozkłada na czynniki pierwsze wszystkie sposoby, na jakie nieświadomie przyczyniamy się do niszczenia środowiska naturalnego i, posługując się solidnymi danymi, szacuje, jak przyczyniamy się do zatrucia wody po drugiej stronie globu, pustynnienia Mongolii, czy powstawania kolejnego “osiedla” ogromnych serwerów. Zagłębiając się w cztery duże zagadnienia – internet i technologię, przemysł paliwowy, modę i nasze nawyki żywieniowe, autorka pomaga czytelnikowi lepiej zrozumieć złożoność zjawiska, jakim są zmiany klimatyczne oraz to, dlaczego każdy jeden człowiek na świecie jest w nie uwikłany.

Jej wnioski są przerażające, ale bardzo potrzebne – gdyby każdy miał świadomość, jak wiele od nas zależy, może łatwiej byłoby nam chronić planetę i zadbać o dobrostan przyszłych pokoleń.

Rzeczy, które trzeba zmienić

Wśród pesymistycznych wniosków Schlossberg pojawia się jednak iskierka nadziei – ale żeby mogła mocno zabłysnąć, konieczny będzie powrót do pozytywistycznej idei pracy u podstaw. I spokojnie, nikt nie wymaga od Ciebie porzucenia życia wśród cywilizacji, zamieszkania w lesie i przestawienie się na ubrania z trawy – wystarczy, że zaczniesz od drobnych zmian w postaci wyciągania nieużywanych ładowarek z kontaktu, kasowania niepotrzebnych maili czy kupowania ubrań, które przetrwają jeden sezon. Czy jesteśmy gotowi na takie zmiany? Czas na najwyższy...

Książka "Ukryta konsumpcja" w Polsce ukazała się w przekładzie Anny Halbersztat.

Przeczytaj fragment książki “Ukryta konsumpcja” 

Spragnieni dżinsów

Wszechobecność dżinsu to jeden z powodów, by o nim pisać: jest swojski, wszyscy wiedzą, czym jest, każdy może się odnaleźć w jego historii. Innym powodem, bynajmniej nie niepowiązanym, jest to, że dżins jest typowo amerykański. Wielu z nas nosi dżinsy codziennie; kojarzą nam się z odpoczynkiem, wygodą, swobodą, nawet jeśli zostały przekształcone w luksusowe przedmioty z drogich domów mody, sprzedawane za kilkaset albo i więcej dolarów. Jest w nich coś bardzo amerykańskiego, mimo że ten szczególny typ tkania dżinsu pochodzi z Europy, prawdopodobnie z Wielkiej Brytanii lub Francji. Ale w amerykańskim kontekście dżins dorastał wraz z Ameryką. Był częścią, też newralgiczną, ekspansji na kontynencie, łączył się z gospodarką wydobywczą i stworzono go na krzywdzie niewolników i ludobójstwie rdzennej ludności. Może brzmieć to przesadnie w odniesieniu do zwykłej pary spodni, ale jest prawdą – a przynajmniej ja będę argumentować za tym twierdzeniem.

Istnieją pewne dowody, że ludzie pracujący – marynarze, cyrulicy, szwaczki – nosili dżins w Europie, zanim jeszcze został on skojarzony z robotnikami w Stanach Zjednoczonych, ale nie opiszę tu całej historii dżinsu, mimo że mogłabym. Uwierzcie mi, mogłabym. Zamiast tego rozpocznę naszą opowieść od Jacoba Davisa i Leviego Straussa, o których pewnie słyszeliście. Jacob Davis był kalifornijskim krawcem i pewnego dnia został poproszony przez żonę pewnego drwala, która opisała go jako „wzdętego od puchliny wodnej”, aby uszył mu parę wytrzymałych spodni do pracy. (Jak większość heteroseksualnych żonatych mężczyzn potrzebował żony, żeby robiła wszystko za niego. No, to zaorane!) Davis kupił materiał od Leviego Straussa, żydowskiego imigranta i hurtownika tekstylnego z Kalifornii, który w 1853 roku udał się na Zachód, aby zbić majątek na ubieraniu ludzi marzących o zdobyciu fortuny podczas kalifornijskiej gorączki złota pod koniec lat czterdziestych i w latach pięćdziesiątych XIX wieku. Wkrótce projekt Davisa stał się ostatnim krzykiem mody i ten, żeby bronić się przed naśladowcami, postanowił wystąpić o patent. Nie było go stać na pokrycie wszystkich związanych z tym kosztów, wciągnął więc do współpracy Straussa w zamian za podział zysków: pół na pół. Davis wysłał dwie próbki: oryginalne spodnie z białej bawełny, które uszył dla drwala, oraz niebieski dżinsowy materiał z zakładów włókienniczych w New Hampshire, którym Strauss miał już wypełniony swój sklep… bla, bla, bla… i tak oto sto pięćdziesiąt lat później wszyscy nosimy dżinsy. Nowe spodnie szybko stały się popularne wśród poszukiwaczy złota z Kalifornii. Ludzie ci spędzali dużo czasu, klęcząc w strumieniach i płucząc w panwiach żwir w poszukiwaniu złota, docenili więc wytrzymałość dżinsów. Przynajmniej częściowo z powodu gorączki złota Kalifornia została zasiedlona przez zróżnicowaną mieszaninę migrantów ze Stanów i spoza nich (wielu Meksykanów zamieszkało tam już wcześniej). Ale jest to też przyczyna zniszczenia wielu rdzennych społeczności: „Wszystkie strajki górnicze na Zachodzie były totalną katastrofą dla Indian”, i to nie tylko w Kalifornii.

Nie kładę tego wszystkiego – ludobójstwa i początków przemysłu wydobywczego – na barkach Jacoba Davisa i Leviego Straussa, czy też na skromnych dżinsach. Chciałabym jednak skomplikować narrację o dżinsie jako nieskomplikowanym symbolu Ameryki. Dżinsy kojarzymy także z kowbojami osiedlającymi się na Zachodzie i poskramiającymi obszary przygraniczne (w większości w wyniku kampanii marketingowej firmy Levi’s i innych, a także powieści oraz filmów o Dzikim Zachodzie), ale trzeba wiedzieć, że dużą część tego „poskramiania” stanowiły rzezie rdzennych Amerykanów, a ja uważam za istotne konfrontowanie się w pełni z naszymi narodowymi mitami, nawet jeśli nie wydaje się, że odnoszą się one bezpośrednio do współczesnego oddziaływania produkcji dżinsów na środowisko i klimat, ale tak jest. Żyjemy w społeczeństwie, które uzyskało znaczną część swojego bogactwa dzięki wydobywaniu i eksploatacji zasobów naturalnych, a przemysł dżinsowy (szerzej: przemysł modowy) nie stanowi tu wyjątku. Postrzegany w ten sposób dżins jest nade wszystko amerykański: wyprodukowany przez przemysł zbudowany na eksploatacji środowiska. Dżinsy od tamtej pory zyskały swoje własne życie – stały się symbolem człowieka pracującego (blue collar, niebieski kołnierzyk od dżinsowej koszuli) oraz kontrkultury lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku – ale sądzę, że to ważne, by pomyśleć o ich początkach, ponieważ rozprzestrzeniły się na cały świat. To prawda: branża dżinsowa produkuje ponad trzy miliardy wyrobów rocznie, a my wydajemy na nie dziewięćdziesiąt trzy miliardy dolarów.

Ale skupmy się na samych dżinsach. Rozmowa o dżinsach to zasadniczo rozmowa o bawełnie, także wszechobecnej i ważnej, nierozerwalnie związanej z pracą niewolników, głównie na amerykańskim Południu, oraz łączącej amerykańską gospodarkę i towarzyszącą jej degradację środowiska z rasową niesprawiedliwością. Wiele z poniższych informacji dotyczy większości rzeczy wykonanych z bawełny, nie tylko dżinsów. Jest oczywiste, że bawełna i wszystko, co się z niej wytwarza (na przykład dżins), wpływa na środowisko: powstaje z tego, co wyrasta z ziemi, a jak się przekonaliśmy na przykładzie żywności, siłą rzeczy wpływa to na przyrodę. Jak również dowiedzieliśmy się z rozdziału o przemyśle spożywczym, nie zawsze hodujemy, produkujemy i transportujemy rzeczy w najbardziej efektywny czy przyjazny środowisku sposób.

Bawełna jest, jak nas uczono, materiałem naszego życia. Uprawia się ją w ponad sześćdziesięciu pięciu krajach na całym świecie, stanowi około jedną trzecią wszystkich włókien wykorzystywanych w materiałach, zajmuje prawie trzy procent ziemi uprawnej świata oraz pozostawia duży ślad węglowy: roczna światowa produkcja bawełny na cele tekstylne wiąże się z emisją stu siedmiu i pół miliona ton dwutlenku węgla.

(...)

Wszystko to brzmi źle, wiem, ale okazuje się, że największym problemem związanym z uprawą bawełny jest to, jak wiele wody ona zużywa. Dostępny jest jeden procent globalnego zasobu słodkiej wody (reszta to lód), a prawie siedemdziesiąt procent z tego zużywa się w rolnictwie. Produkcja bawełny wykorzystuje blisko trzy procent zasobów wody w rolnictwie. Wyprodukowanie jednego kilograma bawełny wymaga zużycia od siedmiu do dwudziestu dziewięciu tysięcy litrów wody w zależności od tego, gdzie jest uprawiana. (W Europie jest to średnio niecałe dziesięć tysięcy litrów na kilogram).

W Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatnich dwudziestu lat rolnikom udało się zmniejszyć konsumpcję wody o osiemdziesiąt procent; doszło do tego po zużyciu tak wielkich ilości wody, że zagrożone stały się zasoby warstw wodonośnych na wyżynie High Plains, zapewniających wodę pitną oraz do nawadniania. To właśnie dzieje się teraz na całym świecie; na potrzeby upraw bawełny zużywa się (często nieefektywnie lub po prostu marnotrawi) szokujące ilości wody, liczone w miliardach litrów. Nie wspominając nawet o tym, że wiele miejsc, gdzie uprawa bawełny kwitnie, to obszary, w których zasoby wody już są nadwyrężone.

Weźmy na przykład Jezioro Aralskie. W pierwszej połowie XX wieku było czwartym co do wielkości na świecie zbiornikiem wód śródlądowych, zasilanym przez dwie duże rzeki spływające z gór Azji Centralnej. Pod koniec lat pięćdziesiątych XX wieku Nikita Chruszczow, przywódca Związku Radzieckiego, nakazał przekształcenie ziemi wokół Jeziora Aralskiego w grunty rolne, głównie pod uprawę bawełny. Aby to zrobić, trzeba było skierować większość wody z tych dwóch rzek z dala od Jeziora Aralskiego. Odniesiono nieprawdopodobny sukces: w ciągu dwudziestu lat, od 1960 do 1980 roku, produkcja bawełny niemal się podwoiła, a ze Związku Radzieckiego pochodziła prawie jedna czwarta produkowanej na świecie bawełny; większość uprawiano w Uzbekistanie i Kazachstanie, republikach, w granicach których leży Jezioro Aralskie. W latach sześćdziesiątych jezioro zaczęło się kurczyć (ponieważ wpływało do niego dużo mniej wody niż dotychczas); do 1987 roku skurczyło się tak bardzo, że podzieliło się na dwa mniejsze: Jezioro Północnoaralskie i Jezioro Południowoaralskie; do 2005 roku straciło połowę swojej dawnej powierzchni i trzy czwarte objętości. Wraz z mniejszą ilością wody wpływającej na ten obszar jakość wody w jeziorze (jeziorach) obniżyła się, gleba w okolicy stała się bardziej słona, a z powodu wysuszenia zaczęły się pojawiać burze piaskowe, trąby powietrzne wypełnione pestycydami i nawozami. Ponieważ gleba stała się tak słona, potrzebowano więcej słodkiej wody do nawadniania pól, a także więcej nawozów i pestycydów. 

(...)

Nie cała bawełna, z której robi się dżins, pochodzi z regionu Jeziora Aralskiego, ale jest to szczególnie wstrząsający przykład nieudolnej interwencji rolniczej, więc chciałam, żebyście o tym wiedzieli, bo inaczej zostałabym z tą informacją sama. Skoro jednak nieco ponad jedna trzecia całej wytworzonej na świecie bawełny wykorzystywana jest do produkcji dżinsu, istnieje szansa, że trochę bawełny w waszych dżinsach (lub innej posiadanej przez was rzeczy) może pochodzić z Uzbekistanu. Z całej tej bawełny tka się przędzę i łączy w miliardy metrów materiału. (Niektóre dżinsy, szczególnie w ostatnich latach, jako że stają się coraz węższe i bardziej rozciągliwe, zwłaszcza te kobiece, zawierają także włókna syntetyczne, takie jak elastan).

Poza wodą zużytą do nawadniania upraw bawełny podczas produkcji dżinsu wykorzystuje się jeszcze więcej wody: jedna para spodni (wytworzona konwencjonalnymi metodami) może pochłonąć nawet ponad dziesięć tysięcy litrów wody, głównie podczas farbowania i wykańczania. Przędzę farbuje się nawet w dwunastu kąpielach, aby nabrała tradycyjnego, dżinsowego, niebieskiego odcienia. Jeśli woda wykorzystana w tym procesie przedostanie się do środowiska, może doprowadzić do zanieczyszczenia wód.

Istnieje ponadto wiele innych zabiegów wykończeniowych w fazie barwienia, które mogą wymagać prania. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku wpływowi ludzie branży modowej uznali, że dżins nie powinien dłużej wyglądać jak dżins, i wymyślili spieranie i wybarwianie kwasem. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale spieranie dżinsu czasami odbywa się w pralce z kamieniami (pumeksem), co zwiększa jego ślad węglowy: kamienie trzeba wydobyć z popiołu wulkanicznego i przewieźć do fabryki, poza tym niszczą maszyny i sprawiają, że materiał jest mniej wytrzymały. Niektóre firmy wykorzystują substancje chemiczne do imitowania efektu kamieni. Aby wybarwić spodnie kwasem, namacza się pumeks w wybielaczu przed wrzuceniem go do pralki z dżinsami – kolejny jakże dobry i mądry pomysł.

Większość wody wykorzystywanej do farbowania i wykańczania dżinsu nie podlega recyklingowi, tylko wraca do środowiska, gdzie może zanieczyszczać zasoby wody pitnej lub szkodzić zwierzętom wodnym. Jeśli pracownicy zakładu włókienniczego są narażeni na kontakt z jakimiś chemikaliami – co może mieć miejsce, jeśli nie są stosowane dostateczne środki bezpieczeństwa, na przykład odpowiednia wentylacja – mogą mieć problemy ze zdrowiem. Wody rzek przepływających przez Xintang, dżinsową stolicę Chin, zabarwiły się na ciemnoniebiesko z powodu ścieków zrzucanych z fabryk, co według Greenpeace’u spowodowało u mieszkańców miasta dolegliwości skórne (swędzenie i ropienie skóry). Wraz ze światowym wzrostem zapotrzebowania na wodę coraz istotniejsze dla rolnictwa i branży modowej będzie wymyślenie, jak poprawić jej wykorzystanie. Jeśli nic nie zmienimy w sposobie, w jaki zużywamy wodę, do 2030 roku globalne zapotrzebowanie może przekroczyć nasze zasoby o mniej więcej czterdzieści procent. Obecnie ludzie szybko zużywają wody gruntowe, nie wiedząc, kiedy mogą się one wyczerpać, zwłaszcza w tych najsuchszych miejscach. Według oceny danych z misji graCe przeprowadzonej przez NASA , w latach 2003–2013 opróżniono ponad jedną trzecią objętości największych warstw wodonośnych na terenie Stanów Zjednoczonych; ubytek ten do dziś nie został uzupełniony.

Recykling dżinsu też może być wyzwaniem, a to ze względu na akcesoria, jakich używamy do stylizacji naszych dżinsów. Miedziane nity i zamki błyskawiczne mogą być trudne do usunięcia w procesie utylizacji lub wręcz niemożliwe do odzyskania; tworzą ogromną ilość odpadów metalowych wartych w przybliżeniu sto dziesięć milionów dolarów rocznie. Gdy przeczytacie dalej o żegludze towarowej, zobaczycie, że pozyskanie bawełny, na przykład z Teksasu, gdzie jest uprawiana, i wysłanie jej do Indonezji, gdzie będzie przetworzona w przędzę, a następnie do Bangladeszu, gdzie robi się z niej dżins, a potem z powrotem do Stanów Zjednoczonych na sprzedaż, wiąże się z ogromnymi kosztami.

Istnieją sposoby na zmniejszenie zużycia wody podczas produkcji dżinsów; wiele firm zdaje sobie z tego sprawę i pracuje nad tym. Levi’s wdrożył program Water<Less, który działa tak, jak myślicie, że działa, i dzięki któremu zaoszczędzono, według obliczeń firmy, blisko dwa miliony metrów sześciennych wody i uzdatniono kolejne dwieście tysięcy. W 2017 roku Levi’s wyprodukował ponad połowę swoich dżinsów z użyciem techniki Water<Less, którą firma podzieliła się z innymi w branży.

(...) 

Niestety, duża część oddziaływania ubrań na środowisko jest pokłosiem tego, jak je nosimy i używamy, o czym opowiem w dalszej części tego rozdziału. Najważniejszą kwestią jest pranie ubrań oraz to, że moglibyśmy prać nasze dżinsy rzadziej, a nie na przykład po każdym ich włożeniu. Gdybyśmy wrzucali je do pralki po piątym założeniu, według firmy Levi’s „zrobiłoby to widoczną różnicę”. Levi’s twierdzi również, że korzystne jest też wieszanie dżinsów na zewnątrz, na słońcu, jeśli nie są bardzo brudne, ale cóż, ja mieszkam w Nowym Jorku. Robię, co mogę.

-----

Tatiana Schlossberg (ur. 1990) – amerykańska dziennikarka i reporterka zajmująca się tematami związanymi z nauką i środowiskiem. Pisała między innymi do „The Washington Post”, „The Atlantic”, „Vanity Fair”, „The Boston Globe”, „Bloomberg” czy „Yale Environment 360”. Jej debiut, Ukryta konsumpcja, został w 2020 roku nagrodzony Rachel Carson Environment Book Award. Schlossberg jest córką Caroline Kennedy, byłej ambasador USA w Japonii, i wnuczką prezydenta Johna F. Kennedy’ego.

Książka "Ukryta konsumpcja" w Polsce ukazała się w przekładzie Anny Halbersztat.