Z racji, że chiński gigant ma w arsenale ogromną ilość sprzętów przeznaczonych do kuchni, ma co łączyć. Co prawda idea, że jedno urządzenie może pełnić rolę nawet kilkudziesięciu kuchennych sprzętów, wydaje mi się dość abstrakcyjna, ale właśnie takie obietnice składa nam Xiaomi Smart Cooking Robot.
Wygląda trochę jak Thermomix, ale automatyzacji jest więcej
Filmy z gatunku science fiction uparcie chciały nas przekonać, że automatyzacja w kuchni będzie wiązała się z wpuszczeniem tam robota humanoidalnego. Może kiedyś faktycznie do tego dojdzie, ale na razie mamy „zwyczajne” maszyny stojące na blacie. Xiaomi Smart Cooking Robot bardziej przypomina duży garnek osadzony na eleganckiej podstawie z ekranem dotykowym, co dla mnie akurat jest jego ogromną zaletą, zwłaszcza że pod dość skromną powierzchownością kryje się naprawdę sporo możliwości.

Wewnątrz znalazł się system grzania indukcyjnego 3D, który odpowiada za przygotowywanie potraw, a także silnik pozwalający mieszać, ugniatać, mielić czy rozdrabniać składniki. Całość wspiera autorski algorytm CookingIoT, który automatycznie dobiera temperaturę, czas gotowania i prędkość mieszania do konkretnego przepisu. Okej, na razie brzmi to jak Thermomix, a przecież Xiaomi chętnie rzuca tutaj wielkimi obietnicami, wedle których ich robot zastępuje 35 różnych funkcji kuchennych. Przesada? Niekoniecznie.

Urządzenie może działać jak multicooker, ryżowar, wolnowar, czajnik elektryczny, zupa-maker czy kuchenka indukcyjna. Potrafi także mielić mięso, wyrabiać ciasto, fermentować produkty, rozdrabniać przyprawy, miksować kremy i przygotowywać sosy. Xiaomi twierdzi nawet, że robot jest w stanie naśladować ruchy wykonywane podczas smażenia w woku czy delikatnego ubijania śmietany. Sercem całego systemu jest wysokowydajny silnik oferujący zakres pracy od 40 do nawet 12 000 obrotów na minutę. To właśnie dzięki niemu urządzenie może zarówno powoli mieszać gulasz, jak i błyskawicznie mielić twardsze składniki na drobny proszek.
Xiaomi Smart Cooking Robot nie jest zwykłym sprzętem AGD. To raczej coś pomiędzy robotem kuchennym a cyfrowym asystentem
Na pokładzie znalazł się 8-calowy ekran dotykowy prowadzący użytkownika krok po kroku przez cały proces przygotowania potraw. System obsługuje ponad 200 przepisów i wyświetla dokładne ilości składników, przypraw oraz kolejne etapy pracy. W wielu przypadkach zadanie użytkownika sprowadza się do wrzucenia odpowiednich produktów do misy, a resztą zajmuje się urządzenie. To podejście może budzić – całkiem słusznie – mieszane uczucia. Dla jednych gotowanie jest przyjemnym rytuałem i sposobem na relaks. Dla innych stanowi po prostu kolejny obowiązek wpisany pomiędzy pracę, zakupy i odbieranie dzieci ze szkoły. Właśnie ta druga grupa wydaje się głównym odbiorcą podobnych urządzeń.

Wydaje mi się, że to jeden z tych sprzętów, które zmieniają życie dopiero wtedy, kiedy się z nich korzysta. Na papierze cała ta automatyzacja brzmi trochę absurdalnie i na wyrost, a potem nagle znika nam z blatu kilka sprzętów, w szafkach jest więcej miejsca, a czasu w ciągu dnia jakoś dziwnie przybyło. Nawet jeśli ktoś lubi eksperymentować, to wcale nie musi trzymać się od tego urządzenia z daleka, bo nawet podczas spontanicznego gotowania trzeba coś zmielić, ubić śmietanę czy wyrobić ciasto. Po co więc się męczyć z kilkoma różnymi sprzętami (często używanymi raz do roku), skoro wszystko jest w jednym? Dla mnie to całkiem praktyczne.
Nie da się też nie zauważyć, że takie sprzęty nie są wymysłem firm, tylko realną odpowiedzią na to, jak wygląda współcześnie nasze życie. Mamy mało czasu, mieszkania są coraz mniejsze, a jednocześnie mamy znacznie większą wiedzę na temat zdrowia i odżywiania niż kiedyś. Dlatego takie sprzęty mogą mieć sens. Nie przygotują lepszego obiadu niż człowiek (dobra, czasem to zrobią), ale dadzą mu czas, by zajął się czymś innym. Może swoim hobby, którego nie tknął od miesięcy, może zabawą ze zwierzakiem, a może zwyczajnym odpoczynkiem przy filmie. A skoro mogą to zrobić bez zagracania kuchni, to także świetna sprawa.
