Tyle wystarczy – kto stoi za zabójstwami, i czy rzeczywiście iluminaci, kto jest aniołem, a kto demonem, widzowie, którzy nie czytali książki, dowiedzą się z filmu. Dla historyka najważniejsze jest nie to, czy Robert Langdon powstrzyma siły zła, ale na ile rzetelna jest konstrukcja historyczna, na której Brown zbudował swą powieść. Tu pojawia się szereg pytań: czy iluminaci faktycznie działali w XVII- -wiecznej Italii, czy ich liderem był Galileusz, a jego prawą ręką Bernini? Czy wielki astronom spotkał się w czasie swego aresztu domowego z Miltonem i czy napisali wspólnie „Diagramma della Verita”? Wiadomo, że Brown lubi kreować własną wersję przeszłości i niektórym stowarzyszeniom nadaje rangę, jakiej w istocie nigdy nie miały. Tak przecież było z głośnym dziś Przeoratem Syjonu (któremu rzekomo szefował w XV wieku Leonardo da Vinci, a dwieście lat później Isaac Newton), depozytariuszem Świętego Graala, który w „Kodzie” odgrywa najważniejszą bodaj rolę. Po wydaniu tej powieści pojawiły się setki publikacji, udowadniających że formacja ta, choć naprawdę istniała, nie miała nic wspólnego z opisywaną przez amerykańskiego pisarza. Wymyśliło ją całkiem niedawno dwóch Francuzów: Pierre Plantard i Gerarde de Sede. Jak pisze znawca tematyki prof. Philip Gardiner w swej głośnej książce „Tajna wiedza zakazanych związków, stowarzyszeń i kultów”: „Dotyczące zakonu dokumenty ukrywane w Bibliotece Narodowej w Paryżu zostały uznane za fałszerstwo. (...) wszyscy podżegacze, uwikłani w tę surrealistyczną bujdę, złożyli pisemne oświadczenia, w których przyznali się do jej wymyślenia. Stwierdzili oni, że z jednej strony był to surrealistyczny żart, z drugiej natomiast egoistyczne przedsięwzięcie mające na celu uzyskanie akceptacji przez społeczeństwo”.

Najwyraźniej Brown nie zapoznał się z paryską prasą lat 50. ubiegłego wieku...

WOLNI DUCHEM, CIAŁEM TEŻ

A co wiemy o iluminatach? Erick Wilberding, profesor historii z nowojorskiego Uniwersytetu Johna Cabota, w rozmowie z „Focusem Historia” twierdzi: „Z pewnością niełatwo udowodnić ich działalność w XVII-wiecznej Italii. Owszem, w ciągu wieków pojawiały się grupy, odwołujące się w nazwie do oświecenia, iluminacji, ale kiedy indziej i gdzie indziej. Jeśli chodzi o Galileusza, to wszystkie jego pisma są nam dobrze znane i udokumentowane” – mówi Wilberding.

„Trudno wyobrazić sobie, że w watykańskich archiwach spoczywają nieznane dzieła, i to jeszcze o zakodowanej treści” – dodaje. Iluminaci to bardziej słowo-klucz niż jedna formacja – na przestrzeni wieków pojawiło się wiele ugrupowań, które w nazwie odwoływały się do oświecenia. Niektóre z nich funkcjonowały na pograniczu prawdy historycznej i legendy, co wprawdzie dziś historykom utrudnia zadanie, ale ułatwia je pisarzom pokroju Dana Browna. W czasach późnej starożytności pojęcie oświeconych stosowano wobec osób ochrzczonych przez duchownych, kontestujących postanowienia Soboru Nicejskiego w 325 roku (zgromadzenie to rozprawiło się z herezją Ariusza, który uważał, że Chrystus nie jest przedwieczny, co kłóci się z nauką Kościoła. Ta teoria była jednak rozpowszechniona i popularna wśród chrześcijan).

Tysiąc lat później na scenie dziejów pojawili się iluminaci, którzy od biedy mogą odgrywać rolę protoplastów formacji przedstawionej przez autora „Aniołów i Demonów”. Nie działali wprawdzie na terenach Italii, lecz raczej Europy Centralnej – od Szampanii po Bawarię, ale ich wpływ odcisnął się na całej Europie Zachodniej.

Chodzi o Bractwo Wolnego Ducha, którego mistrzowie wygłaszali swe gnostyckie kazania... nago, co w czasach szczytowego średniowiecza mogło się wydawać pewną przesadą. Jeśli do tego dodać dobre samopoczucie braci w kwestii duchowości (uważali, że poprzez mistyczne oświecenie osiągnęli doskonałość, więc nie obowiązują ich posty i umartwienia), niepokój ze strony papieża wydaje się zrozumiały. Tym bardziej że Kościołem wstrząsały wówczas kolejne herezje (od lollardów i waldensów po Jana Husa), a zbierająca ponure żniwo wielka zaraza wydawała się ostrzeżeniem ze strony Boga, jakoby Niebiosa miały już dość obrazoburczych teorii. Jak pisze znany amerykański historyk Barbara Tuchman w książce „A Distant Mirror, the Calamitous 14th Century”: „Członkowie Bractwa Wolnego Ducha twierdzili, że osiągnęli stan łaski bez jakiejkolwiek pomocy ze strony kapłanów czy sakramentów, co wywoływało nie tylko doktrynalne, ale także społeczne niepokoje”. Dlatego wielu braci i sióstr – tak jak autorka „Zwierciadła dusz unicestwionych” Marguerite Porete, uważana za jedną z protoplastek współczesnego feminizmu – spłonęło na stosie.

Jedźmy dalej. XVI-wieczni hiszpańscy alumbrados (znani także jako aluminados, czyli oświeceni) uprawiali politykę miłości, byli pokojowo nastawieni do świata, co zresztą średnio im się opłacało. Szalejąca w tym kraju inkwizycja nie ufała ludziom z zasady odrzucającym przemoc, skłonnym do mistyki, także żydowskiej, i przyznającym się do gnostyckich korzeni (co ciekawe, nawet twórca jezuitów Ignacy Loyola był podejrzewany o związki z alumbrados i stawał przed kościelnymi komisjami). Oświecenie alumbrados nie było jednak efektem sympatii dla nauki, ale raczej wiary w siłę Objawienia. Inna sprawa, że – co przytacza żyjący na przełomie XIX i XX wieku hiszpański historyk Mercelino Menedez y Pelayo – zarzucano im, iż uzyskują tajemną wiedzę z nieznanego źródła, dającego nadludzką inteligencję. Nurt ten, według Pelayo, dotarł na Półwysep Iberyjski z Italii.

Z kolei w XVII wieku (a więc w najbardziej interesującym nas okresie) iluminaci pojawili się we Francji, a konkretnie w Awinionie, dokąd przybyli najprawdopodobniej z andaluzyjskiej Sewilli. Swą działalność (o której tak naprawdę wiadomo niewiele) kontynuowali aż do wieku XVIII, kiedy to świat usłyszał o iluminatach bawarskich, czyli tych najsłynniejszych, rzekomo wpływających na losy ludzkości w stopniu jeszcze większym niż masoneria.

BAWARSKI ŁĄCZNIK

O iluminatach bawarskich wiemy najwięcej, ale też w stosunku do ich dzialalności pojawia się najwięcej pytań, podejrzeń i teorii. Czy rzeczywiście mieli tak wielki wpływ na losy świata, jaki często im się przypisuje? Czy wyłonili się z masonerii na znak sprzeciwu wobec rzekomej współpracy wolnomularzy z jezuitami? A może sami byli jezuicką agenturą w środowiskach tajnych stowarzyszeń? Każda z tych hipotez ma wielu zwolenników i przeciwników. Jak pisze Gardiner: „W wyobrażeniu wielu osób iluminaci są ludźmi w czerni, cichymi mistrzami, którzy, ukryci za kulisami, decydują o naszej przyszłości. Dla innych są oni bajką, chłopięcą organizacją młodzieżową, utworzoną przez sfrustrowanych masonów w XVIII wieku”. Gardiner przytacza także słowa sławnego masona de Lucheta, który w 1789 roku pisał: „Jest to olbrzymie przedsięwzięcie mające w sobie pewną dozę szaleństwa, które nie wzbudza ani paniki, ani też niepokoju, lecz gdy przejdziemy do szczegółów, kiedy uważnie przyjrzymy się jawiącym się przed naszymi oczami ukrytym zasadom, kiedy dostrzeżemy nagłą rewolucję wspierającą niewiedzę i brak umiejętności, to musimy ustalić, co jest jej przyczyną”. De Luchet nie miał wątpliwości, że iluminaci zagrażają światu.

Pewne jest jedno – iluminaci bawarscy powstali w XVII wieku w akademickim mieście Ingolstadt, a ich założycielem i głównym teoretykiem był Adam Weishaupt, człowiek, którego życie skrywa wiele niejasności.