Marka Nubia wypuściła właśnie na rynek robota-zwierzaka iMoochi, który najpierw skradł serca odwiedzających targi MWC 2026, a teraz trafia do oficjalnej sprzedaży. To urocza, interaktywna maskotka stworzona z myślą o pełnieniu funkcji emocjonalnego towarzysza pracy i rozrywki.
Emocje wypisane na twarzy i własny, unikalny język
Zamiast przypominać kolejnego zimnego, plastikowego asystenta głosowego w stylu inteligentnego głośnika, iMoochi stawia na maksymalną przytulność. Jego obudowę pokrywa miłe w dotyku, miękkie futerko z trwałym, silikonowym pyszczkiem. Największą uwagę przyciągają jednak oczy – to dwa zaawansowane ekrany OLED ukryte za powłoką czujników, które automatycznie dostosowują jasność do oświetlenia w pokoju. Robocik potrafi pokazać na nich całą gamę ekspresyjnych emocji: od absolutnej radości, przez ciekawość, aż po komiczne oburzenie.

Żeby uniknąć efektu tzw. doliny niesamowitości, inżynierowie z Nubii połączyli siły z profesjonalnymi aktorami głosowymi. Efekt? iMoochi nie wygłasza regułek z Wikipedii, tylko porozumiewa się własnym, urokliwym językiem pełnym mruczenia, cichego chichotu i zwierzęcych odgłosów. Fakt, że Nubia podjęła współpracę z lektorami bardzo mnie cieszy. Na pewno o wiele łatwiej (i taniej) byłoby sięgnąć po głosy generowane przez AI, a tu firma zdecydowała się jednak na człowieka. To dobrze.
Sztuczna inteligencja, która naprawdę Cię poznaje
To, co czyni z iMoochi prawdziwego cyfrowego pupila, skrywa się w jego wnętrzu. Robot posiada wbudowany model AI analizujący nie tylko treść wypowiadanych do niego słów, ale też kontekst emocjonalny naszego głosu. Dzięki rozpoznawaniu indywidualnego wzorca głosu stworek wie, kto jest jego głównym właścicielem, i z czasem buduje z nim unikalną relację oraz historię interakcji.
Na pokładzie umieszczono masę nowoczesnych rozwiązań. Mamy więc specjalne sensory, które reagują na dotyk i ruch. Kiedy głaszczemy stworka po głowie, plecach, nosie i łapkach, on to wyczuwa. Tak samo jak przytulanie czy nawet potrząsanie. To wydaje się detalem, ale może być bardzo potrzebne. Co prawda producent nie precyzuje, co się dokładnie dzieje, gdy dotyk właściciela jest zbyt agresywny czy nastawiony na celową krzywdę, jednak spodziewam się, że robocik też na to odpowiednio reaguje. To z kolei może uczyć dziecko obchodzenia się z innymi istotami i delikatności.

iMoochi reaguje również na głos. Kierunkowe mikrofony sprawiają, że robocik fizycznie odwraca głowę, macha ogonem lub przytakuje w stronę, z której do niego mówimy. To wszystko brzmi bardzo ciekawie, ale najbardziej podoba mi się funkcja własnego trybu dnia. Stworek symuluje naturalny rytm dobowy – potrafi sam z siebie ziewać, domagać się uwagi, reagować na zmiany temperatury w pokoju czy inicjować zabawę, kiedy zbyt długo zasiedzimy się przy biurku. W ten sposób znajdzie swoje zastosowanie także na biurku dorosłej osoby, która ma problem ze zbyt długim siedzeniem przy komputerze bez przerw.
Łączność bez granic i garderoba z bonusami
Pod maską iMoochi skrywa moduły Wi-Fi, łączność 4G (dzięki czemu można zabrać go na spacer poza dom) oraz NFC, co pozwala mu nawiązywać interakcje z innymi egzemplarzami iMoochi, gdy spotkają się w świecie realnym. Bateria wytrzymuje od 8 do 10 godzin ciągłego użytkowania, potem trzeba „położyć go spać”. Wszystko synchronizuje się z dedykowaną aplikacją iMoochi Life, gdzie sprawdzisz nastrój pupila czy czas spędzony na wspólnej zabawie.
W zestawie oprócz samego robota (dostępnego w kolorze brązowym, różowym i białym) znajdziemy m.in. grzebyk do czesania futerka, opaskę na oczy do spania oraz oficjalny „akt urodzenia”. Nubia przygotowała też interaktywne ubranka, które po założeniu odblokowują nowe animacje na ekranach OLED.

Wszystko to w cenie około tysiąca złotych, a w zestawie jest również stacja ładująca i to nie taka zwykła, bo w kształcie puszystej chmurki. Cóż, patrząc na to, jak czasem sama siedzę przy komputerze przez długie godziny, zapominając nawet o tym, by czasem rozprostować kości, to zdecydowanie mogłabym postawić iMoochi na swoim biurku. Nubia podeszła bowiem do tego bardzo przyjemnie – żadnego generowania czy chodzącej encyklopedii, po prostu interakcje, które każą nam oderwać się od monotonii i ekranu, by trochę pogłaskać puchatą kulkę i uśmiechnąć się do niej.
