Dariusz Klimczak: Jakie były pierwsze słowa, które pan usłyszał po wylądowaniu w Dęblinie?
Imrich Gablech: 
„Jezus Maria! Skąd się tu wzięliście?”. Odpowiedziałem: „Ze Słowacji”. „Jezus Maria. Nic nie wiedzieliśmy” – wszyscy byli naszym przylotem bardzo zaskoczeni.

D.K.: Nie było żadnej obrony?
I.G.: Żadnej. Jedynie raz, w okolicy Babiej Góry, odezwała się obrona przeciwlotnicza. Zaczęła strzelać. Ale lecieliśmy za wysoko.

D.K.:  Co działo się po wylądowaniu?
I.G.:  Zabrali nas z lotniska, dali obiad, kolację. O wpół do 7 wieczorem odwieźli na dworzec na pociąg pośpieszny do Warszawy. Tu zawieźli nas do budynku Ministerstwa Obrony. Jeszcze tego samego dnia wieczorem przyjechał do nas minister obrony z żoną.

D.K.: Po co?
I.G.: Przywitał się. Pytał, jak się czujemy.

D.K.: I już?
I.G.: I już.

D.K.: Co się w tym czasie działo?
I.G.: Nic. Czekaliśmy. Po tygodniu przenieśli nas do Hotelu Polskiego przy ul. Długiej 29. Tam mieszkaliśmy do końca czerwca. A 1 lipca przewieźli nas z powrotem do Dęblina, gdzie zaczęliśmy latać jako instruktorzy.

D.K.: Nie musieliście niczego tłumaczyć?
I.G.: To pewne, że polski kontrwywiad z początku traktował nas jak szpiegów. Dlatego przez pierwsze trzy tygodnie siedzieliśmy w Warszawie. Prześwietlali nas, ale doszli najwyraźniej do wniosku, że to, co mówimy, jest prawdą. A mówiliśmy, że nie zgadzaliśmy się z niemiecką okupacją Czechosłowacji i dlatego uciekliśmy. Po trzech tygodniach podpisaliśmy umowy jako kontraktowi pracownicy.

D.K.: Ilu was przyleciało?
I.G.:  Ośmiu. W czterech samolotach. Było czterech pilotów oraz cztery osoby obsługi: strzelec, mechanik, zbrojmistrz i radiotelegrafista. Wszyscy byliśmy Słowakami.

D.K.: Kiedy zaczęliście myśleć o tym, by uciec?
I.G.: Tak na poważnie to w marcu 1939 roku, po zajęciu Czechosłowacji przez wojska Hitlera [16 marca Niemcy utworzyli Protektorat Czech i Moraw; 2 dni wcześniej powstała proniemiecka Republika Słowacka; przyp. red.]. Nie zgadzaliśmy się z tym, co się stało. Wychowano nas w duchu czechosłowackim, a nie czeskim czy słowackim. Tymczasem Słowacy podpisali zgodę z Hitlerem i to mnie jako Słowaka strasznie bolało. Jestem wolnym człowiekiem i wiedziałem, że nie chcę służyć Hitlerowi. Podobnie myśleli koledzy.