Superdowcipny (na Facebooku), superpiękny (na Instagramie). Internet zabija męskość

Czarujący w SMS-ach, elokwentny na Facebooku, zdobywczy w grze wideo. W rzeczywistości – społeczny kaleka. Świat należy dziś do kobiet, mężczyźni uciekają przed kryzysem tożsamości w świat wirtualny – ostrzega psycholog Philip Zimbardo.

On: posągowo przystojny, elegancki, władczy, honorowy, opanowany, ale także uczuciowy, taki, który do kobiety mówi: „Mdlej, jesteś do tego stworzona”. On: w samych slipach, z głową nad sedesem, zdziwiony, że obudził się obok kury, tygrysa i niemowlęcia w pokoju hotelowym. To wzorce męskości uchwycone przez Hollywood. Ten pierwszy to Clark Gable w filmie „Przeminęło z wiatrem” albo Humphrey Bogart w „Casablance”, ten drugi z kolei to zbiorowy bohater hitu „Kac Vegas”. Współczesny mężczyzna: życiowo niezaradny, nieporadny w relacjach z kobietami, wieczny chłopiec. Na przeciwstawnym biegunie młoda kobieta – w kulturze masowej to ona uosabia dziś rozsądek, umiar i dojrzałość. Mamy do czynienia z hollywoodzką bajką czy może diagnozą społeczną?

„Dzisiejsi faceci ponoszą porażki na płaszczyźnie edukacyjnej, społecznej i seksualnej” – piszą psycholog Philip Zimbardo i Nikita Coulombe w ukazującej się właśnie w Polsce książce „Gdzie ci faceci?”. „Fundament relacji kobieta–mężczyzna w ciągu kilkudziesięciu lat zmienił się zasadniczo, co być może dla mężczyzn jest trudniejsze” – komentuje Zofia Milska-Wrzosińska, psychoterapeutka i szefowa Laboratorium Psychoedukacji. Niezależność ekonomiczna, zmiany obyczajowe, kobieca antykoncepcja okazały się, w opinii psycholog, wyzwaniem dla współczesnych mężczyzn.

 

Niesamodzielni, słabo wykształceni

Kobiety – nadal walczące o zrównanie płac, o reprezentację na kluczowych publicznych stanowiskach – wykonały rewolucyjny skok edukacyjny i społeczny. Takie cechy jak chęć działania w grupie i stowarzyszania się połączone z ambicją – od wieków nierealizowaną – przełożyły się na inteligencję społeczną: kiedy wreszcie kobieta wyszła z domu, uczyniła świat przyjaznym sobie miejscem. Mężczyźni, działający bardziej konkurencyjnie i skłonni do rywalizacji, nadal jeszcze wygrywają najbardziej agresywne starcia ekonomiczne, ale w innych sytuacjach społecznych często radzą sobie gorzej niż kobiety. W skali globalnej to właśnie młodzi mężczyźni wypadają dziś za burtę. Autorzy raportu „Sytuacja socjalna młodych ludzi w Europie” podają, że to chłopcy między 18. a 29. rokiem życia częściej niż dziewczęta mieszkają dziś z rodzicami: wśród mężczyzn do 24. roku życia odsetek ten wynosi 70 proc., w grupie do 29. roku życia – około 30 proc. (dla kobiet – 25 proc.).

Wyłania się więc obraz młodego mężczyzny, który zamiast wyruszać na podbój świata, nie opuszcza gniazda: z pralnią, kieszonkowym i stołówką u mamy. A może w tych szklarniowych warunkach, pozbawiony trosk związanych z walką o byt, młody mężczyzna podbija świat wiedzy? Przeciwnie.Wg badań trzystopniową edukację ukończyło średnio 10 proc. więcej kobiet niż mężczyzn. Płeć brzydką częściej gnębi też plaga otyłości.  Otyłość i nadwaga, niewłaściwa dieta i mało ruchu przekładają się na alarmujący spadek płodności. Badacze szacują, że przeciętny współczesny mężczyzna ma o jedną trzecią mniej plemników niż jego rówieśnik kilkadziesiąt lat temu. Towarzyszą temu coraz częstsze dysfunkcje erekcji: według raportu z 2013 r. Departamentu Urologii Uniwersytetu Vita-Salute San Rafaelle w Mediolanie, opisującego badania przeprowadzone na grupie 400 Włochów, dotykają one już 26 proc. mężczyzn przed 40. rokiem życia, a niemal połowa młodych respondentów doświadcza zaburzeń wzwodu.

 

Dzisiejsi młodzi mężczyźni borykają się więc z niesprawnością seksualną na poziomie, który w latach 40. dotyczył najstarszej grupy wiekowej.

Zimbardo i Coulombe wśród przyczyn kryzysu męskości wymieniają: wzrastającą liczbę domów bez ojców, zmonopolizowanie edukacji dzieci przez kobiety, czyli brak męskich wzorców w szkole (wedle raportu Eurostatu 80 proc. absolwentów pedagogiki to kobiety). Efekt? Poczucie niedopasowania. I tu wkracza technologia. Młody mężczyzna realizuje się dziś w komputerze. W technoświecie nigdy nie poniesie bowiem kompletnej porażki. W grze wideo zdobędzie imperium. Na portalach randkowych wygra zainteresowanie haremu kobiet. Na Instagramie uwiedzie zastępy fanów.

Cyfrowa izolacja

„Jane McGonigal, dyrektorka działu badań i rozwoju gier w Institute for the Future w Palo Alto w Kalifornii, szacuje, że przeciętna młoda osoba spędzi na graniu 10 tys. godzin, nim osiągnie wiek 21 lat” – piszą Zimbardo i Coulombe. I podają statystykę: ludzie spędzają trzy miliardy godzin tygodniowo na grach wideo. Dziewczynki grają średnio pięć godzin tygodniowo, chłopcy – trzynaście. Polski nastolatek wpisuje się w ten pejzaż. W badaniu CBOS „Młodzież 2013”  51 proc. uczniów wyznało, że życie bez internetu byłoby puste. Przeciętnie polski uczeń spędza online trzy godziny dziennie. Światowe rekordy pod tym względem bije Korea Południowa.

„Wrażenie jest szokujące” – opowiada Suki Medencevic, hollywoodzki operator, który nakręcił reportaż o mistrzostwach w kultowej grze „League of Legends” w Seulu. Stadion wypełnia po brzegi 40-tysięczny tłum graczy śledzących rozgrywkę na monitorach. „Wizyta w Seulu przypomina podróż do wirtualnego świata” – opowiada Medencevic. „Wszędzie młodzi ludzie, w większości chłopcy, przyklejeni do komputerów”. Koreańskie PC Bongs to przestrzeń publiczna z ok. 100 boksami komputerowymi, gdzie nastolatki spędzają większość wolnego czasu, uciekając z małych mieszkań, w których żyją z rodzicami i dziadkami. „Ale nie ma między tymi chłopcami w boksach żadnej interakcji. Żadnej! Kiedy przestają grać, zachowują się dziwacznie. Są nieporadni, nieśmiali, małomówni. Nie potrafią się odnaleźć w sytuacji społecznej, izolują się w cyberfantazji. Restauracje w Seulu wypełnione są nastolatkami, ale nikt ze sobą nie rozmawia, wszyscy przyklejeni są do telefonu, na którym grają, piszą. To pokolenie bez głosu” – mówi Medencevic.

Tymczasem, jak podkreśla Sherry Turkle, analityczka kultury i założycielka Initiative on Technology and Self przy MIT: „Wykorzystujemy rozmowy między sobą, by nauczyć się, jak rozmawiać ze sobą samym. A więc ucieczka od rozmowy może mieć znaczenie, ponieważ może upośledzić naszą zdolność do autorefleksji. Dla dorastających dzieci umiejętność ta jest podstawą rozwoju”.

Schowani za SMS-emŚwiat technologii staje się dziś również areną męskich podbojów romantycznych. Telefoniczna swatka, bijąca rekordy popularności aplikacja Tinder używana jest przez kilkadziesiąt milionów osób na świecie. Każdego dnia tinderowicze przeglądają na ekranie swoich telefonów miliardy wirtualnych profilów, robiąc miliony dopasowań. Aplikacja, w której jedyne kryterium oceny atrakcyjności jest wizualne – szybkie „lajkowanie” lub odrzucanie zdjęcia – została stworzona jako wirtualny harem dla mężczyzn (kobiety reagują na inne aspekty atrakcyjności erotycznej). Czy ten gigantyczny e-biznes przygotowuje młodych ludzi do budowania relacji, czy przeciwnie: skazuje na romantyczne inwalidztwo w realnym świecie?

„Człowiek jest z natury jednostką relacyjną: jako niemowlę bez troski otoczenia nie przeżyłby, więc jest tak zaprogramowany, by wchodzić w relacje” – wyjaśnia Milska-Wrzosińska. „Prędzej czy później przychodzi pora, kiedy człowiek chce się związać. Trudno się jednak tego nauczyć w internecie”. Dotychczas młodzi ludzie w wieku 13–18 lat ćwiczyli rozpoznawanie wzajemnych emocji, chłopcy obmyślali tak-tykę zapoznawczą, niepewni, jak druga strona na to odpowie. Uczyli się podejmować i znosić ryzyko związane z relacjami międzyludzkimi. Proces pozwalał na tzw. mentalizację, czyli za-interesowanie myślami i emocjami drugiego człowieka. „Jestem jednak przekonana, że pewne aspekty naszej psychiki są trwałe. Młodzi chłopcy mogą randkować w aplikacjach, ale partnerkę na życie poznać w całkiem innym miejscu, zresztą związki internetowe jak już zaczną rozwijać się w realnym świecie, odrywają się od wirtualnych reguł” – uważa optymistycznie psycholog.

To także technologia pozwala dziś mężczyznom komunikować trudne treści bez osobistej konfrontacji. „Po sześciu latach wspólnego mieszkania dowiedziałam się, że Paweł mnie rzuca, z Facebooka” – opowiada 31-letnia Marta. „Byłam w pracy, weszłam na Facebooka i zobaczyłam, że zmienił właśnie swój status z »zaręczonego« na »wolny«. Chwilę potem wyrzucił mnie z grona znajomych. Dwa tygodnie wcześniej wróciliśmy z wakacji w Brazylii”. Czy wirtualny świat to jedynie narzędzie tchórzów czy też powstaje nowy kodeks zachowania? „Jeśli komuś łatwiej skończyć związek bez osobistej konfrontacji, zawsze znajdzie sposób: zmieni numer telefonu, wystawi walizki, wyprowadzi bez słowa siebie albo kogoś” – sądzi psycholog Zofia Milska-Wrzosińska.

 

Technologia pozwala mężczyznom na ucieczkę przed ryzykiem związanym z relacjami, na schronienie przed spontanicznością. „Nowe trudności, na które napotykają chłopcy w zmieniającym się, niepewnym świecie sprawiają, że wielu z nich wybiera wycofanie się w bezpieczne miejsce, gdzie mają kontrolę nad rezultatami własnych działań, nie muszą się obawiać odrzucenia i gdzie ich umiejętności są doceniane. Dla wielu chłopców i mężczyzn takim bezpiecznym miejscem są gry wideo i pornografia” – piszą Philip Zimbardo i Nikita Coulombe. „Na dźwięk SMS-a dostawałam gęsiej skórki” – 50-letnia Agata wspomina swoją relację z restauratorem z Nowego Jorku. „Przylatywał i z lotniska już esemesował do pracowników. Byliśmy w Afryce na safari, wkoło lwy, tygrysy, a on pisał SMS-y. Pisał także do mnie, nigdy nie rozmawialiśmy przez telefon. W zasadzie cała nasza relacja odbyła się w mailach i SMS-ach. Seks, kłótnie, rozstania, zejścia. Epistolarna for-ma, z początku tak szarmancka, dziś wydaje mi się jego mentalną masturbacją. Unikał spontanicznej ludzkiej konfrontacji. Tekst umożliwiał manipulację, kreował się w nim na romantyka, którym w rzeczywistości wcale nie był”. „Coraz więcej moich kolegów w Stanach nie dzwoni do mnie” – przyznaje Suki Medencevic. „Esemesują, a wiadomości stają się coraz krótsze. Kontakt z kolei – coraz mniej osobowy. Przez telefon od razu wiem, w jakim nastroju jest ten drugi człowiek. Dziś wszyscy chowają się za SMS-em”.

Świat wirtualny daje możliwość zbudowania obrony psychologicznej, opartej na ucieczce. „Zawsze jednak mężczyźni nieradzący sobie znajdowali świat alternatywny. Ktoś pasjami ustawiał bitwy ołowianych żołnierzyków, ktoś zaczytywał się w książkach science fiction wyłącznie duńskich autorów, trwale lub chwilowo izolując się od świata, w którym przegrywał. Dziś świetnym medium do wycofania się jest natomiast internet” – uważa  Milska-Wrzosińska.

Smutni i samotni

Czy świat wirtualny, do którego chłopcy i mężczyźni tak chętnie uciekają, to raj? Przeciwnie. Korea Południowa jest trzecia na świecie w rankingu samobójstw. W badaniu 27 rozwiniętych krajów OECD, przeprowadzonym w 2014 roku przez koreańskie Ministerstwo Zdrowia, koreańscy nastolatkowie okazali się najbardziej nieszczęśliwi na świecie. Za jedną z głównych przyczyn tego stanu rzeczy podali swoje uzależnienie od internetu. Jak w dobie dominującej technologii przywrócić młodemu mężczyźnie jego męskość: śmiałość, aktywność i zdrowie?

To zadanie dla całego społeczeństwa. Początkiem niech będzie rozmowa. Zadzwoń, nie esemesuj. Spotkaj się, nie czatuj na Facebooku. A kobieta? Niech zacznie od tego, że facet nie musi być supermenem: od tych oczekiwań on ucieka w świat cyberiluzji mocy. Gdy technologia karmi naszą narcystyczną egokulturę, warto zdać sobie sprawę, że jest OK nie zawsze być OK: superdowcipnym (na Facebooku), superpięknym (na Instagramie), superfajnym (w esemesach).