Tsunami w Japonii z 2011 roku zabrało do morza kilka milionów ton śmieci. Fragmenty statków, zniszczone stacje dokujące, fragmenty drewna, lodówki, telewizory i tony plastiku przemierzały Pacyfik przez miesiące albo lata. Śmieci pojawiające się na plażach od Hawajów po Alaskę stały się symbolem tragedii u wybrzeży Japonii. Jak się okazuje, są też nośnikami życia. Dosłownie.

Do tej pory naukowcy doliczyli się niemal 300 gatunków z Japonii, które dotarły do wybrzeży USA wraz ze śmieciami. Naukowcy, którzy opublikowali ten fenomen w magazynie Science,  mówią, że to pierwszy odnotowany w historii przypadek, kiedy gatunki występujące u wybrzeży przepłynęły ocean.

- Nie spodziewałem się, że większość z tych organizmów  może przeżyć tak długo na otwartym oceanie – mówi Greg Ruiz współautor atykułu i biolog z Centrum Badań Środowiska w Maryland. Warunki panujące na otwartym oceanie uchodzą za nieprzyjazne dla gatunków żyjących u wybrzeży.

Mimo to, od 2012 roku do ubiegłej wiosny Ruiz i jego współpracownicy doliczyli się 289 gatunków bezkręgowców i ryb, które przepłynęły z Japonii do USA. Naukowcy trafili na gatunki małż, rozgwiazd, glist i meduz. Żadne z nich wcześniej nie dotarło do wybrzeży Stanów. Ruiz twierdzi, że po prostu do niedawna nie miały takich możliwości.

- Obecnie tony plastiku w połączeniu z tsunami lub tornadem mogą służyć za doskonały środek transportu dla tych zwierząt – mówi Ruiz.

Możemy mieć pewność, że nie jest to odosobniony przypadek. Rocznie trafia do mórz i oceanów ponad 10 milionów ton śmieci. W połączeniu z rosnącą liczbą tsunami i huraganów możemy być niemal pewni, że wkrótce podobny scenariusz się powtórzy.

Zjawisko jest ogromnym zagrożeniem, dla lokalnych ekosystemów, a szczególnie dla gatunków endemicznych. Jeżeli obawy się potwierdzą, na zachodnim wybrzeżu USA skutki pojawią się już za kilka lat.

Źródło: livescience.com