Iskry na pasie i lądowanie bez podwozia. Co stało się z legendarnym WB-57F NASA?

We wtorek 27 stycznia 2026 r. na lotnisku Ellington Field w Houston wydarzyło się coś, czego nie chce przeżyć żadna załoga – a co mimo wszystko bywa częścią lotniczej rzeczywistości. Badawczy samolot NASA WB-57F podchodził do lądowania, gdy okazało się, że z powodu usterki mechanicznej nie da się bezpiecznie wysunąć podwozia. Zamiast krążyć w nieskończoność i liczyć na cud, pilot musiał podjąć decyzję o manewrze, który brzmi prosto tylko w teorii: lądowaniu na kadłubie, czyli tzw. gear-up (belly landing).
...
fot. YT/KHOU

W takich sytuacjach stawka jest natychmiastowa i konkretna. Kontakt metalu z pasem przy dużej prędkości może skończyć się pożarem od iskier, uszkodzeniem zbiorników lub instalacji, a nawet utratą kontroli nad maszyną, jeśli samolot złapie nierówność albo zaczepi wystającym elementem. Tym razem zakończenie było najlepsze z możliwych: dwie osoby na pokładzie wyszły bez obrażeń, a służby ratunkowe były na miejscu w ciągu chwil.

Iskry na betonie i ogień pod kadłubem

Według informacji podawanych przez FAA i lokalne władze lotniskowe, do zdarzenia doszło około 11:25–11:30 czasu lokalnego. Wideo, które obiegło media, pokazuje WB-57F schodzącego stabilnie na ścieżkę podejścia, a następnie gwałtowny moment zetknięcia kadłuba z nawierzchnią. Pojawiają się iskry, smugi dymu i krótkie języki ognia wywołane tarciem oraz rozgrzanym metalem. Samolot ślizga się po pasie, stopniowo wytracając prędkość, a wzdłuż drogi hamowania widać gotowość wozów strażackich.

To, że materiał wideo wygląda dramatycznie, nie jest zaskoczeniem – gear-up landing niemal zawsze generuje iskry, bo podwozie nie przejmuje obciążeń i to kadłub szlifuje beton. Kluczowa jest jednak kontrola: utrzymanie kierunku, kąta przyziemienia i możliwie równego kontaktu z pasem. Każde nagłe odchylenie może spowodować obrót maszyny lub uszkodzenia pogłębiające ryzyko pożaru.

Po zatrzymaniu samolotu NASA potwierdziła, że załoga jest bezpieczna. Pas został czasowo zamknięty, by zabezpieczyć miejsce zdarzenia i usunąć maszynę z drogi operacyjnej.

Co zawiodło i kto to bada?

Na tym etapie NASA komunikuje przyczynę ogólnie jako mechanical issue – usterkę mechaniczną, która doprowadziła do lądowania bez podwozia – i zapowiada pełne postępowanie wyjaśniające. Równolegle swoje czynności prowadzi Federalna Administracja Lotnictwa, co w USA jest standardem przy incydentach lotniczych, nawet jeśli samolot należy do agencji federalnej.

W relacjach służb ratunkowych pojawia się sugestia, że problem dotyczył przedniego podwozia, ale dopiero analiza techniczna powie, czy był to pojedynczy defekt elementu np. hydrauliki, ryglowania, czujników położenia), czy usterka szersza – np. w układzie sterowania lub zasilania.

Dla inżynierów równie ważne, jak dlaczego się nie wysunęło, jest to, co stało się podczas ślizgu. Lądowanie na kadłubie potrafi uszkodzić poszycie, elementy strukturalne, przewody, a nawet czujniki i okablowanie biegnące w dolnych częściach płatowca. Ocena tego, czy maszynę da się szybko przywrócić do lotów, będzie więc osobnym etapem, niezależnym od samego ustalenia pierwotnej przyczyny awarii.

Dlaczego WB-57F jest dla NASA tak cenny?

WB-57F to nie jest zwykły samolot NASA. To wyspecjalizowana platforma badawcza, wywodząca się z wojskowej konstrukcji (rodzina Canberra/B-57), przystosowana do lotów na bardzo dużych wysokościach i przenoszenia instrumentów naukowych. W praktyce pełni rolę latającego laboratorium: pozwala zabierać czujniki wysoko ponad pogodę, smog i większość zakłóceń atmosferycznych, a jednocześnie oferuje elastyczność, której nie mają satelity – można zmienić plan lotu, wrócić, poprawić konfigurację, polecieć ponownie.

NASA opisuje WB-57 jako maszynę zdolną do pracy na pułapie rzędu 60 000 stóp, z typowym czasem misji około 6,5–7 godzin oraz możliwością zabierania znaczących ładunków badawczych. Źródła NASA różnią się w zależności od kontekstu programu (Earthdata, Airborne Science, materiały JSC), ale wspólny przekaz jest ten sam: to jeden z nielicznych samolotów, które łączą wysoki pułap z dużą nośnością pod aparaturę.

W materiałach NASA dotyczących operacji JSC podkreśla się też parametry stricte lotnicze: samolot ma dwa silniki TF-33, potrafi wykonywać misje na wysokościach 60 000+ stóp, a w reżimie przelotowym na tej wysokości osiąga około 410 węzłów true airspeed (maksymalnie około Mach 0,8). To ważne, bo w lotach badawczych liczy się nie tylko jak wysoko, ale też jak szybko i jak stabilnie można przenosić instrumenty przez zadany obszar pomiarowy.

Co WB-57 robi w praktyce? Wśród zastosowań NASA wymienia misje atmosferyczne i obserwacje Ziemi, testy instrumentów, a także wsparcie przy operacjach kosmicznych i startach rakiet. To właśnie takie platformy bywają używane do dokumentowania lotów testowych, obserwacji zjawisk na granicy atmosfery czy zbierania danych w sytuacjach, gdzie satelita nie ma dobrego kąta, albo gdzie liczy się szybka reakcja.

Co oznacza incydent dla programu badań?

Flota WB-57 jest niewielka. NASA wprost opisuje ją jako zasób operowany przez Johnson Space Center i wykorzystywany przez społeczność naukową – co automatycznie oznacza, że każde wyłączenie jednej maszyny ogranicza elastyczność planowania.

W przypadku lotnictwa badawczego przestój ma dodatkowy koszt: wiele projektów jest okienkowych. Jeśli misja jest skorelowana z pogodą, sezonem huraganowym, konkretną kampanią pomiarową lub harmonogramem testów, przesunięcie o tygodnie potrafi oznaczać utratę całego okna badawczego. A ponieważ WB-57 jest platformą specyficzną, jej zastąpienie inną maszyną (o innym pułapie, innej nośności, innej integracji aparatury) bywa albo niemożliwe, albo kosztowne i czasochłonne.

Jednocześnie warto pamiętać, że ta historia – mimo dramatycznego wideo – jest też pokazem tego, jak działa lotnicza siatka bezpieczeństwa. Gear-up landing jest procedurą znaną i ćwiczoną; lotniska mają gotowe scenariusze reagowania; a zespoły ratunkowe ustawiają się z wyprzedzeniem. Właśnie dlatego w nagraniu tak szybko widać wozy strażackie i zabezpieczenie pasa.

Co dalej?

Teraz wszystko rozgrywa się w dwóch równoległych trybach: dochodzenie w sprawie przyczyny usterki oraz ocena uszkodzeń płatowca po ślizgu na kadłubie. NASA zapowiada transparentne informowanie o ustaleniach, a FAA prowadzi własne postępowanie.

Wynik tej analizy będzie kluczowy nie tylko dla jednej maszyny, ale też dla całej floty i procedur jej utrzymania. Jeżeli przyczyną okaże się element podatny na awarię w określonych warunkach, priorytetem stanie się prewencja – zanim podobny scenariusz powtórzy się w powietrzu podczas misji, gdzie margines na awaryjne lądowanie jest mniejszy.

Na razie najważniejsze jest jedno: skończyło się na strachu, iskrach i zamkniętym pasie, a nie na ofiarach. To najlepszy możliwy finał w kategorii zdarzeń, które zwykle nie dają drugiej szansy.