To co, że wszystko, co wymyślił Sardari, to blef. Ale za to jakże skuteczny! Nie byłby zresztą możliwy, gdyby nie to, że ten urodzony w 1914 r. w Teheranie syn alkoholika i siostrzenicy króla Nasera al-Din Shaha (1848– –1896) z dynastii Kadżarów potrafił zwietrzyć okazję i miał do tego tyle oleju w głowie, by z niej skorzystać. Studia prawnicze w Genewie i dyplomatyczna praktyka tylko mu w tym pomogły.

Kiedy w 1940 r. Niemcy zaatakowały Francję, Sardari był już irańskim posłem w Paryżu. Francuski znał oczywiście perfekcyjnie, po angielsku mówił jak dżentelmen, po niemiecku – z arystokratycznym akcentem. Był pożądanym znajomym, jego przyjęcia cieszyły się sporą sławą. Nie stronił od trunków, uwielbiały go kobiety. W czasie okupacji Sardari dbał o kontakty z nazistami i członkami utworzonego na południu rządu Vichy. To właśnie te kontakty miały okazać się bezcenne...

KONSUL BEZ KRAJU

W 1935 roku Reza Szach Pahlawi historyczną nazwę Persja zamienił na Iran – kraj Ariów. Złośliwi twierdzą, że uczynił to ku radości Hitlera. Nazistowska propaganda podkreślała, że Irańczycy to Ariowie, czyli Aryjczycy, pokrewni Germanom. Obydwa państwa łączyły znakomite stosunki gospodarcze oraz obawy przed brytyjskimi i rosyjskimi wpływami na Bliskim Wschodzie. Kiedy w Europie rozgorzała wojna, „kraj Ariów” ogłosił swoją neutralność, tak by nie drażnić żadnej ze stron konfliktu, których interesy stykały się także na terytorium Iranu.

Tymczasem we Francji irańscy Żydzi szybko odczuli skutki „rozwiązywania kwestii żydowskiej” – dyskryminację, zagrożenie wywózkami. Prosili konsula Sardariego o pomoc, powołując się przy tym na przykład Żydów afgańskich i gruzińskich, cieszących się specjalnym statusem i nietraktowanych przez nazistów jak Żydzi europejscy. Dyplomata pomagał, jak mógł, ale nie trwało to długo. 25 sierpnia 1941 roku do Iranu wkroczyli alianci, cesarz emigrował, nowy rząd wypowiedział Niemcom wojnę. W irańskim przedstawicielstwie przy 5 Rue Fortuny w Paryżu pozostał wprawdzie konsul Sardari, ale wkrótce utracił status dyplomaty. Stał się wrogiem. W lutym 1942 roku nakazano mu zamknąć przedstawicielstwo, zwolnić pracowników i udać się do Vichy. Nie wyjechał. Zachował niewielki majątek. U boku miał ukochaną żonę, chińską śpiewaczkę Czin-Czin, i garstkę przyjaciół. Miał też w sejfie 500–1000 pustych paszportów. Wydawał je od ręki irańskim Żydom, Karaimom, całym rodzinom; również tureckim, bułgarskim... Szukał sposobu na ratowanie tych ludzi. Wymyślił więc, że musi stworzyć coś, co antropologów wprawi w zakłopotanie.