Miał być samolotem przy szłości. Airbus A380, który wszedł na rynek w 2005 r., mógł zabrać na pokład na wet 800 pasażerów i przelecieć ponad 14 tys. km. Jednak niedawno firma Airbus poinformowała o zakończeniu produkcji tego giganta. Wyparły go z rynku mniejsze i bardziej oszczędne maszyny średniego zasięgu takie jak Airbus A321neo czy Boeing 737 Max. To one dziś dominują w powietrzu, ale czy tak będzie w przyszłości?

Tego nie wie nikt. Linie lotnicze czekają na propozycje producentów, ci zaś skupiają się na śledzeniu nowych trendów. Jedno jest pewne – transport lotniczy czekają głębokie zmiany.

Dlaczego? Główne przyczyny są dwie. Z jednej strony latanie nigdy wcześniej nie było tak popularne. W chwili gdy czytacie ten artykuł, na pokładach samolotów znajduje się łącznie ponad pół miliona ludzi. Co roku przewożą one w sumie 4 mld pasażerów, a liczba ta rośnie o 5 proc. rocznie. Nic dziwnego, bo bilety lotnicze są dziś blisko o połowę tańsze niż 20 lat temu. Z drugiej strony samolot to najmniej ekologiczny środek transportu, emitujący ogromne ilości dwutlenku węgla na jednego pasażera. Lot z Warszawy do Nowego Jorku w jedną stronę to pół tony CO2. Do Sydney – ponad tona. Innymi słowy, lecąc do Australii, wytwarzamy tyle dwutlenku węgla, ile powinien wynosić nasz całkowity roczny limit. Lotnictwo powoduje też zanieczyszczenia powietrza i zużywa mnóstwo kerozyny, produkowanej z ropy naftowej.

PROŚCIEJ I OSZCZĘDNIEJ

Sposobów na wyjście z tego kryzysu jest kilka. Najprostsze z nich nie wymagają innowacji technicznych, a jedynie organizacyjnych. Samoloty do dziś latają korytarzami powietrznymi, które wytyczono dawno temu, gdy każda maszyna musiała być w zasięgu stacji radarowych. To powoduje jednak, że nadkładają drogi i zużywają więcej paliwa.

Jednak dziś, w dobie łączności satelitarnej, samoloty mogą już latać bardziej swobodnie, co zwiększa także bezpieczeństwo. Takie rozwiązania wdraża m.in. organizacja Eurocontrol nadzorująca ruch lotniczy nad Starym Kontynentem. W ten sposób można zmniejszyć emisję CO2 o 150 tys. ton rocznie na terenie Europy. I choć wydaje się, że to sporo, mówimy zaledwie o ułamku procenta tego, co każdego roku dostaje się do atmosfery z winy samolotów.

Potrzebne są więc dalej idące zmiany. Producenci nieustannie pracują nad zwiększeniem wydajności silników lotniczych, która rośnie o 1 proc. rocznie. Materiały, z których wytwarzane są kadłuby, stają się coraz lżejsze.

Dłuższe skrzydła dają większą siłę nośną, co przekłada się na dalsze oszczędności. Czasami oczywiście powoduje to pewne komplikacje, tak jak w przypadku nowego Boeinga 777X. Ma on wejść do produkcji w tym roku, a jego skrzydła będą miały rozpiętość aż 71 m w czasie lotu. Na ziemi ich końcówki będą się zaginać ku górze, by samolot mógł się zmieścić na standardowych lotniskach.

LEPSZE PALIWA, ELEKTRYCZNE WSPOMAGANIE

Warto jednak pamiętać, że nowy samolot to dla linii lotniczej inwestycja na dziesięciolecia. W jaki sposób można sprawić, by dziś użytkowane maszyny stały się bardziej ekologiczne?

Odpowiedzią jest nowa generacja paliw, nad którą naukowcy i inżynierowie pracują od ponad dekady. Joris Melkert z Uniwersytetu Technologicznego Delft opracował metodę produkcji kerozyny nie z ropy naftowej, lecz z gazu ziemnego. Inne rozwiązania to biopaliwa. Dziś samoloty mogą latać na mieszankach zawierających do 50 proc. tych alternatywnych środków napędowych.