Dziadek był zdesperowany. Jego ukochany dwuletni wnuk JB poważnie zachorował. Nie poruszał się prawidłowo, nie raczkował jak inne dzieciaki. Lekarz postawił bolesną diagnozę: dystrofia mięśniowa Duchenne’a. To choroba genetyczna, objawiająca się stopniowym zanikiem mięśni. Już przed 12. rokiem życia jej ofiary poruszają się wyłącznie na wózku. Potem zaczynają zanikać mięśnie serca i przepony. Pojawiają się kłopoty z oddychaniem. Chorzy rzadko żyją dłużej niż 30 lat.

Na szczęście właśnie pojawiły się szanse na znalezienie leku na tę straszną chorobę. Dziadek JB Jeff Harvey, zainwestował bowiem w badania prof. Fredericka Sachsa z Uniwersytetu w Buffalo (USA). Ten uczony w roku 1983 był współodkrywcą drobnych kanalików w komórkach. Zazwyczaj są one zamknięte. Jeśli jednak komórka rozciągnie się lub wykrzywi, otwierają się i wpuszczają do wnętrza jony wapnia. U chorych na dystrofię mięśniową Duchenne’a, w wyniku rozmaitych zmian, kanaliki pozostają otwarte cały czas. Jony wapniowe zalewają komórki, a organizm, jak mawia prof. Sachs, „trawi swoje mięśnie od środka”. Uczony od dawna próbował znaleźć substancję chemiczną, która pozwoli na zamknięcie psujących się kanalików. Swą uwagę skierował na jady zwierzęce – w tym przypadku jad pająka, ptasznika chilijskiego (Grammostola spatulata).

Po pierwsze: szkodzić

Jady, które zwierzęta wytworzyły, by szybko obezwładniać i zabijać ofiary lub odstraszać drapieżniki, przeszły dziesiątki, a czasem i setki milionów lat ewolucji. To wystarczająca ilość czasu, by zweryfikować, czy działają i je usprawnić. Większość substancji chemicznych obecnych w jadzie pozostaje dość stabilna. Nie rozpada się od razu, lecz po dostaniu się do ciała ofiary wędruje po jej organizmie aż do miejsca akcji. Tam uderza precyzyjnie i często bez efektów ubocznych. A tego potrzebują lekarze.

Oczywiście jady – przeciwnie niż leki – po pierwsze muszą szkodzić. W uproszczeniu ich działanie dzieli się na neurotoksyczne i hemolityczne. To pierwsze zakłóca przepływ impulsów nerwowych. Może wywołać paraliż, silny ból lub przeciwnie – znieczulenie ofiary. Jady hemolityczne uszkadzają zaś naczynia krwionośne, wywołując rozległe krwotoki wewnętrzne.

Ten prosty podział nie wyczerpuje pomysłowości zwierzęcych trucizn. – Większość jadów zawiera setki składników, których funkcja fizjologiczna często jest nieznana – mówi „Sekretom Nauki” prof. Sachs. Weźmy choćby czarną mambę – jedno z najbardziej niebezpiecznych zwierząt świata. Jad tego węża zabija człowieka w 20 minut. Liczne składniki działają jednocześnie na wielu frontach. Ukąszony przez węża odczuwa senność, traci świadomość, ma kłopoty z oddychaniem, konwulsje i zaburzenia pracy serca. Do tego dochodzi obniżenie ciśnienia krwi, brak koordynacji ruchów, ślinotok, paraliż kończyn, wymioty, gorączka i ostre bóle brzucha.

Z kolei drapieżne morskie ślimaki zwane stożkami (Conus) atakują lub bronią się, wyrzucając jadowitą strzałkę. W skład toksycznego koktajlu, jaki za jej pomocą wstrzykują ofiarom, wchodzą głównie neurotoksyny. Człowiek zaatakowany przez stożka może puchnąć, odczuwać intensywny ból i nudności. Niekiedy pojawia się także paraliż mięśni, zaburzenia widzenia i układu oddechowego, co może prowadzić do uduszenia się. Niektóre gatunki stożków wstrzykują, dla odmiany, szybko działające środki przeciwbólowe.

Inny postrach ludzi, skorpion z gatunku Leiurus quinquestriatus, już samym swoim użądleniem wywołuje przeraźliwy ból. Jego jad powoduje zaburzenia pracy serca i układu oddechowego. Jad żararaki – brazylijskiego gatunku grzechotnika – obniża ciśnienie krwi do takiego poziomu, że ofiara ginie. Toksyna pająka czarnej wdowy wywołuje bolesne skurcze mięśni w całym ciele. Takie przykłady można mnożyć. Są przecież jeszcze liczne jadowite meduzy, ukwiały, wije, owady i ryby. Toksyczne właściwości mają niektóre żaby, jaszczurki, ssaki, a nawet pojedyncze ptaki.

Po drugie: leczyć

Medycyna tradycyjna już dawno wykorzystywała lecznicze własności nawet najbardziej toksycznych jadów. Nowocześni lekarze dopiero niedawno docenili zalety trucizn. Złą reputację jadów przełamało odkrycie z lat 60. XX wieku. John Vane, farmakolog z Wielkiej Brytanii, próbował wówczas zrozumieć, jak organizm człowieka reguluje ciśnienie krwi.