Ciąża to nie choroba, mówią lekarze. Niby tak. Nie trzeba jednak być w ciąży, żeby wiedzieć, że to czas gęsty od emocji, nie zawsze pozytywnych. O ciąży i porodzie pozornie wszyscy wiedzą wszystko, ale wiedzę internetowo- koleżeńską niełatwo dopasować do własnej sytuacji. Próbując to zrobić, kobieta może liczyć na siebie, Google lub szkołę rodzenia. Albo na coś więcej. „Więcej” nosi nazwę coachingu prenatalnego i bywa tak różne, jak różne są kobiety.

 

Być bardziej w ciąży

WAŻNY JEST KONTAKT Z OSOBAMI W PODOBNEJ SYTUACJI ŻYCIOWEJ

„Trafiłam na warsztaty coachingowe, bo zrodziło się we mnie pragnienie przynależności. Byłam dumna, że jestem w ciąży i mam swoje miejsce w społeczności” – wspomina Katarzyna Chorosz, mama Cyryla, doula, uczestniczka warsztatów „Czas oczekiwania”. „To jest tak, że nie chcesz rozmawiać o niczym innym, tylko o ciąży. Chcesz wyjść z domu i pójść, ale dokąd? No tam, gdzie są dziewczyny z brzuchami”.

Znalezienie się wśród ludzi będących na tym samym etapie życia jest jedną z podstawowych potrzeb, jakie zaspokajają zajęcia coachingowe przed porodem. Kobieta nie poznaje swojego ciała, nie nadąża za emocjami, nie ma wpływu na szalejące hormony. Na horyzoncie majaczy jeszcze wielka niewiadoma – poród.

Terapeutyczny bywa już sam kontakt z osobami w podobnej sytuacji. Kobiety zatem przede wszystkim rozmawiają. O uczuciach, oczekiwaniach, o relacji z partnerem, o przyszłości i przeszłości. Nie zawsze zresztą najlepsze są słowa – rysują, malują, wycinają, uczą się spontaniczności. „Te rysunki to było dla mnie porozumienie z moją psychiką, powrót do dzieciństwa” – opowiada Katarzyna. „Zajęcia pomagają nie tylko przetrwać dziewięć miesięcy, ale i przeżyć je w sposób świadomy i sensowny”.

„Wydawało mi się – przyznaje Kaja Kozłowska, life coach z Centrum Life Coaching Polska – że najważniejsze jest przygotowanie do tego, co ma nastąpić po ciąży. Ale okazało się, że również potrzeby ciąży są bardzo silne. Połowa zajęć dla przyszłych mam, które prowadzę, dotyczy więc potrzeb związanych z ciążą, druga część tego, co ma nastąpić potem”. Kobiety przychodzą na zajęcia coachingowe na różnych etapach ciąży.

„Zwykle trafiają do mnie kobiety po 20. tygodniu, ale pracowałam kiedyś z dziewczyną, która dopiero co dowiedziała się o ciąży. W ogóle nie było widać brzucha. To były zupełnie inne problemy: mdłości, brak odnalezienia się w tym dyskomforcie” – mówi Iza Sztandera, doradca macierzyński z Maminiec.eu. Coachingowe szkoły rodzenia, konsultacje z doulą, przygotowanie do przyjęcia dziecka to domena trzeciego trymestru.

Na indywidualne sesje i zajęcia pomagające odnaleźć się w ciąży najlepszy jest ten moment, w którym kobieta czuje się po prostu gotowa do takiej pracy. Coachingowe spotkania i warsztaty nie próbują zastępować psychoterapii. Paniczny strach przed porodem, depresja, silne lęki to wskazania do wizyty u terapeuty. Coaching może być jednak bezcenny dla tych, które chcą stanąć ze sobą oko w oko: poprawić jakość swojego życia z wielkim brzuchem, zrozumieć siebie i podejmować świadome decyzje.

W ciąży istnieje pewien przymus sprawiania wrażenia szczęśliwej kobiety. W końcu to stan błogosławiony. Niestety, nie dla wszystkich. „Kobietę w ciąży pod względem psychicznym można porównać do jajka bez skorupki” – przyznaje Katarzyna Chorosz. „Ludzie z kłopotami do nas raczej nie trafiają – opowiada Kaja Kozłowska – a przynajmniej nie po rozwiązanie problemów tu przychodzą. Chcą się przygotować do zmiany. Kobiety często mówią, że ponieważ są na zwolnieniu, mogą się wreszcie zająć sobą. Jedna pani, która była w ciąży z drugim dzieckiem, mówiła: Wpadłam w pierwsze macierzyństwo jak warzywo do gotującej się zupy i chcę teraz zrobić inaczej”.

 

Ciąża i reszta świata

DŁUGOTRWAŁE STARANIA O DZIECKO DLA WIELU STAJĄ SIĘ OBSESJĄ

Bywa i tak, że coaching przydaje się przed ciążą, a nawet… zamiast niej. Nieuświadomione lęki, nieprzepracowane emocje, głęboki żal, blokujące płodność i utrudniające poczęcie to domena fertility coaching.

Agnieszka Grobelna z Pokoju Marzeń prowadzi zajęcia dla kobiet i par uczących się żyć z niepłodnością. „Trafiają do mnie ludzie, którzy z medycznego punktu widzenia nie mają przeciwwskazań do poczęcia. Przypuszczalnie w grę wchodzi więc problem psychiczny: na poziomie świadomym chcę być mamą, na poziomie nieświadomym to blokuję. Jeśli ktoś stara się 3–5 lat i postrzega ten proces jako walkę z lekarzami, ze sobą, z tabletkami, to generuje stres. Jeśli walczę, nie mam czasu na rozmnażanie. Ciało jest w ciągłym napięciu i ogranicza funkcjonowanie niektórych układów, również rozrodczego” – tłumaczy.

Długotrwałe starania o dziecko dla wielu stają się obsesją. Celem wsparcia coachingowego nie jest wyłącznie ciąża, ale również nauczenie się życia z niepłodnością, poprawa jakości życia, często znalezienie alternatywnego celu i obudzenie kreatywności w dziedzinie niezwiązanej z ciążą.

„Przez ponad dziesięć lat starałam się o dziecko, mam za sobą cztery poronienia. Żaden lekarz, widząc sterty wyników, znając moją sytuację, nie spytał: jak się pani czuje?” – dodaje Agnieszka Grobelna.

Bywa, że kobiety żywią głęboki żal do siebie, do partnera, do rodziców, do Boga, mają wrażenie, że straciły kontrolę nad swoim życiem. No bo jak to, łykam tabletki, chodzę po lekarzach, nakręcam się, więc dlaczego tego dziecka nie ma? Zajęcia pomagają się zmierzyć z często nieuświadomionymi lękami i emocjami.

Do Pokoju Marzeń przychodziła kobieta, która nie będąc jeszcze w ciąży, nie malowała paznokci, bojąc się, że zaszkodzi dziecku. „Chciałabym, by każda para doczekała się dziecka, ale wiem, że to nie zależy ode mnie. Coaching pomaga w sposób świadomy wpływać na swoją płodność i tworzyć jak najlepsze warunki do poczęcia. Ale najbardziej się cieszę, jak kobiety mówią: mimo że nie mam dziecka, czuję się o wiele lepiej” – mówi Grobelna.

 

Bliżej mety

COACHING ZMIENIŁ SPOSÓB PRZYGOTOWAŃ DO PORODU

Wspólnym mianownikiem pracy z rodzicami in spe jest realistyczne przyjrzenie się swojej sytuacji – emocjonalnej, fizycznej, społecznej, psychicznej – oraz chęć przygotowania się na nieznane, które ma nastąpić w dłuższej (fertility coaching) lub krótszej (9 miesięcy) perspektywie. Coaching nie wymyślił przygotowania do porodu, ale je zmienił.

„Coachingowa szkoła rodzenia w porównaniu z klasyczną jest wzbogacona o elementy poszerzające świadomość przyszłych rodziców co do ich planów, potrzeb i decyzji” – opowiada Wioletta Przenniak-Cołta z Coachingowej Szkoły Rodzenia Miś Kuleczka. „To są niesamowicie intymne sprawy” – dodaje Iza Sztandera. „W szkole rodzenia słowo macica jeszcze jakoś przejdzie, ale jak się mówi o łożysku, połogu, wydzielinach połogowych, to mężczyźni czasem bledną. A kobiety są tego ciekawe, bo chcą mieć konkretne informacje”.

Kobiety, które są w ciąży z pierwszym dzieckiem, czekają na nieznane. Nie wiedzą, co im da macierzyństwo, nie są w stanie przewidzieć swoich reakcji. To one są najczęstszymi uczestniczkami warsztatów czy sesji. Mamy, które już rodziły, mają w głowie pewną historię. Najczęściej chcą przepracować pierwszy poród, bo coś im w nim nie pasowało.

Zdaniem Sztandery zajęcia mają przede wszystkim wspierać kobiety w podejmowaniu decyzji: „Dziewczyny mówią: bo moja mama, bo moja siostra, bo koleżanka... Te jednostkowe sytuacje przekładają się na to, co kobieta myśli. I czeka na coś, co może nigdy nie nastąpić”. Czasem pomaga sformalizowanie swoich oczekiwań, czyli stworzenie planu porodu, dotyczącego kwestii znieczulenia, obecności bliskich, kontaktu skóra do skóry, przecięcia pępowiny itp. Spisanie go wymaga jednak wewnętrznego przekonania, że wiem, jak chcę rodzić, i ogromnej elastyczności, jeśli ten plan się zawali.

Coaching nie polega na przekonywaniu do porodu naturalnego, ale pomaga odkryć w kobiecie siły do podejmowania samodzielnych decyzji i odnalezienia się w całkowicie nieznanej roli. „Oczywiście, że najlepiej jest rodzić naturalnie, ale nie chciałabym walczyć z wyborem kobiety. Czy lepiej, żeby urodziła przez cesarskie cięcie i była szczęśliwą mamą, czy jednak naturalnie, licząc się z tym, że to dla niej przymus? Przedstawiam plusy i minusy, ona podejmuje decyzję. Ufam kobiecie i podążam za nią i jej potrzebami” – mówi Iza Sztandera.

 

Mężczyzna w ciąży

LUDZIE SZUKAJĄ SZKOŁY RODZENIA, KTÓRA PRZYGOTOWUJE DO ROLI PARTNERA BĘDĄCEGO RODZICEM

Pozostaje pytanie, czy w coachingu ciążowym jest miejsce dla mężczyzny. „Tak!” – zapewnia Katarzyna Chorosz. „Dzięki takim zajęciom może on choć trochę zrozumieć, dlaczego jego żona tak się zmieniła i ciosa mu kołki na głowie, skoro on się zachowuje tak jak do tej pory. Było dobrze, to dlaczego teraz jest źle? Coaching pomaga dostrzec to, o czym nie bardzo pamięta służba zdrowia: że w ciąży – chociaż inaczej – jest też mężczyzna”.

Kaja Kozłowska zwraca uwagę, że grupy złożone z samych mam prowadzi się inaczej. „Kiedy pojawiają się mężczyźni, pojawia się fajny aspekt wsparcia. Pamiętam tatę, który na warsztatach zaczął mówić o swoim oczekiwaniu na dziecko. Połowa grupy miała łzy w oczach, a żona po raz pierwszy się dowiedziała, o czym on myśli, czego się obawia” – mówi Kozłowska.

Jeszcze trudniejszy niż ciąża bywa poród. Nieprzygotowani emocjonalnie mężczyźni nie rozpoznają swojej żony w krzyczącej kobiecie, która na dodatek nie da się dotknąć. Czują się wykluczeni. „Wiele par dopiero u nas podejmuje rozmowę na temat odczuć związanych z porodem, badając potrzeby partnera, ale też zaglądając w głąb siebie” – mówi Wioletta Przenniak-Cołta.

„Przyzwolenie na uczciwe omówienie rodzinnego porodu, swoich ról, fizjologicznych aspektów sytuacji i rozważenie swojej przewidywanej reakcji, a także danie sobie przyzwolenia na zmianę podjętej decyzji już w ostatniej chwili, to tak naprawdę test dojrzałości partnerów. Zresztą ludzie szukają takiej szkoły rodzenia, która przygotowuje nie tylko do roli rodzica, ale też do roli partnera będącego rodzicem”. 

 

Dobry początek

DOŚĆ ŁATWO NAUCZYĆ SIĘ OBSŁUGI NOWORODKA, TRUDNIEJ TWORZY SIĘ WIĘZI

Coaching prenatalny ma jeden podstawowy cel: zapewnienie dobrego startu. Jeśli poród jest w odczuciu kobiety i jej partnera sukcesem, a nie traumą, macierzyństwo i ojcostwo dobrze się zaczynają. A przecież i tak nikt nie obiecuje, że będzie łatwo. Stosunkowo łatwo jest nauczyć się obsługi noworodka, dużo trudniej tworzy się więzi, rozpoznaje emocje, udziela wsparcia.

Po wyjściu ze szpitala rodzice z dzieckiem znikają z systemu opieki, a właśnie wtedy tej opieki potrzebują najbardziej. „Pamiętam swój poród, a zaraz po nim lęk pierwszego przewijania, trudności karmienia i milion dobrych rad od wszystkich. Coachingowe elementy pozwalają doświadczyć w naszej szkole emocji, sytuacji, które normalnie zdarzyłyby się dopiero w domu, po narodzinach. Czasem pary mierzą się nagle z niespodziewaną reakcją na daną sytuację i lękiem o dziecko, a przecież mają do czynienia na razie tylko z lalką! Dzięki temu już na etapie szkoły rodzenia definiujemy obszary wymagające uważności i delikatności” – mówi Wioletta Przenniak-Cołta.

„Ktoś mi powiedział – mówi Iza Sztandera, że są kobiety, z którymi na starość nie da się porozmawiać o tym, co jadły na śniadanie, natomiast na hasło poród opowiadają historie ze szczegółami”. Świadome i sensowne przeżycie ciąży i porodu nie tylko pomaga dziecku, ale też pozwala uniknąć koszmarów w późniejszym wieku. Chyba warto.