Karolina Kopocz: Należysz do osób płaczliwych?

Katarzyna Tarmas: Nie. Płaczę bardzo rzadko. Ostatnio kiedy musiałam uśpić psa.

K.K.: Dlaczego niektórzy prawie w ogóle nie płaczą, a innym wystarczy romantyczny film i kanapa?

K.T.: Psychoterapeuta Jeffrey A. Kottler mówi, że każdy ma w sobie rezerwuar emocji. Ich poziom nie jest stały, zależy od doświadczeń czy stanu hormonalnego. W momentach kryzysu, szoku czy dezorientacji system się przepełnia. I wtedy płyną łzy. Wielkość tego rezerwuaru jest różna dla różnych ludzi – dlatego niektórzy płaczą rzadko, a inni częściej. Niemniej płacz jest konieczny. Zdaniem Kottlera hamowanie go może prowadzić do zaburzeń psychicznych.

K.K.: Tylko ludzie płaczą?

K.T.: Wszystkie zwierzęta lądowe – płazy, gady, ptaki i ssaki – produkują łzy. Dzięki nim powierzchnia oczu jest ciągle wilgotna. Powstanie aparatu łzowego było częścią ewolucji ryb w płazy. Tyle że żadne ze znanych nam zwierząt nie płacze łzami emocjonalnymi. Zwierzęta wyją, jęczą, zawodzą, ale zdolność okazywania uczuć za pomocą łez posiadł jedynie człowiek. Hipotezy, że emocjonalnie płaczą także słonie, nie potwierdziły się.

K.K.: Małe dzieci wykorzystują płacz, aby „powiedzieć” rodzicom o swoich potrzebach. Czy łzy emocjonalne to forma komunikacji?

K.T.: Ewolucjoniści uważają, że jesteśmy pod tym względem szczególnym gatunkiem w świecie zwierząt. Nasze potomstwo potrzebuje wielu lat, by się usamodzielnić. Dlatego wśród ludzi wykształciły się mechanizmy, które pozwalają dzieciom przywiązać do siebie rodziców. Jednym z nich jest płacz. W początkowej fazie życia, nim nauczymy się mówić, jest on narzędziem komunikacji, sygnalizuje głód, ból czy strach. Płacz ma też funkcję biologiczną, pokazuje, że serce i płuca pracują prawidłowo. Co ciekawe, łzy towarzyszące niemowlęcemu płaczowi pojawiają się dopiero około drugiego miesiąca życia. Dopiero wtedy rozwijają się połączenia nerwowe i gruczoły łzowe odpowiedzialne za ich produkcję.

K.K.: Czy łzy zawsze smakują tak samo?

K.T.: Nie, bo różnią się od siebie składem chemicznym. Najczęściej pojawia się w nich woda, śluz, glukoza i białka, a także dużo soli, potas, mangan i mocznik. Ale łzy emocjonalne zawierają nawet o 25 proc. więcej białek niż łzy podstawowe, które sprawiają, że nasze oczy są ciągle nawilżone, czy łzy odruchowe – pojawiające się, gdy drażni nas dym z ogniska lub gdy kroimy cebulę. Wykazał to William Frey, biochemik z University of Minnesota, który porównał skład łez ludzi krojących cebulę ze łzami osób oglądających melodramat. Analiza składu chemicznego wykazała, że łzy będące efektem wywołanych przez film emocji zawierały nie tylko więcej białek, ale również więcej toksyn. Były też bogatsze o hormony: ACTH (zwany hormonem stresu) i prolaktynę.

K.K.: Prolaktyna odpowiada za laktację i płodność. Jakie jest jej powiązanie ze łzami?

K.T.: Rzeczywiście, wyższy poziom tego hormonu mają ciężarne i matki karmiące. Gdy tylko mama usłyszy płacz swojego dziecka, automatycznie uruchamiana jest produkcja mleka. Dowiedziono, że różnice w poziomie prolaktyny odpowiadają za to, że kobiety i mężczyźni płaczą inaczej. Do 13. roku życia jej poziom jest równy u obu płci, później rośnie on u dziewcząt, które jednocześnie stają się bardziej płaczliwe. Z kolei za niski poziom testosteronu może wywoływać tzw. syndrom suchego oka. Aby płakać, potrzebne są więc i męskie, i żeńskie hormony, wbrew temu, co się potocznie uważa.

K.K.: Wróćmy do tego, co komunikujemy, płacząc. Przecież znaczenie łez zmienia się w miarę jak dorastamy.

K.T.: Kiedy uczymy się mówić, płaczemy rzadziej. Wyładowanie frustracji czy pragnienie zmiany pieluchy – to najczęstsze powody płaczu dziecka, które skończyło rok. Nastolatek staje się płaczliwy, bo nie radzi sobie z przejściem w dorosłość. Łzy wynikają z bezsilności. Im jesteśmy dojrzalsi, tym głębszy staje się płacz, a jego przyczyny bardziej skomplikowane: współodczuwanie, samotność, strata lub radość, poruszenie duchowe.

Łzy zawsze pozostają narzędziem zabiegania o pomoc otoczenia. Ale wraz z wiekiem stajemy się mniej otwarci. Uważnie wybieramy, przed kim i gdzie płaczemy. Aż 75 proc. ankietowanych płacze, gdy jest w domu, z czego 37 proc. robi to w samotności. Najczęściej płaczemy między godziną dziewiętnastą a dwudziestą drugą. To z kolei powiązane jest z faktem, że wtedy wracamy z pracy i pozbywamy się napięcia, które narastało podczas całego dnia.

K.K.: Potwierdza to opinię, że płacz oczyszcza.

K.T.: Niektórzy badacze mówią, że płacz oczyszcza układ nerwowy i jak się okazuje – uśmierza ból! Wspomniany już William Frey udowodnił, że gdy płaczemy, w mózgu uwalniają się naturalne substancje opiatowe. A opiaty działają przede wszystkim przeciwbólowo.

Co ciekawe, o oczyszczającej funkcji łez mówił już Hipokrates. Sądził, że łzy związane są z humorami – czterema sokami ludzkiego organizmu. Należą do nich krew, żółć, śluz i czarna żółć. Brak równowagi między nimi mógł doprowadzić do chorób i poważnych zaburzeń. Trzeba było wyrównać ich poziom poprzez upuszczenie krwi, lewatywę, wymioty lub właśnie płacz.

Zygmunt Freud też uważał, że łzy oczyszczają – ale układ nerwowy. Wraz z Josephem Breuerem opracowali metodę psychoanalityczną, która opierała się m.in. na płaczu. Hipnotyzowali pacjenta i zachęcali do przypomnienia sobie traumatycznych wydarzeń. Następnie chorzy opisywali, co w danym momencie czuli – jednocześnie uświadamiając sobie własne emocje. Gdy uczucia stają się uświadomione, zaczynamy lepiej sobie z nimi radzić. Płacz pozwala „wylać” ból, lęki.

K.K.: Poza komunikacyjną i oczyszczającą jakie jeszcze funkcje pełni płacz?

K.T.: Nie zapominajmy, że łzami można świetnie manipulować. Mało kto jest w stanie przejść obok łez obojętnie. Badania pokazują, że dużo częściej i lepiej manipulują płaczem kobiety.

Mężczyznom od dziecka wpaja się, że nie wypada płakać. A kobietom przyzwala się na takie zachowania! Dlatego nie wstydzą się łez. Kiedy płaczą, łzy płyną im po policzkach, szlochają, zawodzą. Mężczyzna pozwala sobie najczęściej tylko na zaczerwienione lub mokre oczy. Obliczono, że przeciętnie wybuch jego płaczu trwa dwie minuty, podczas gdy jej – aż sześć!

K.K.: Jak odróżnić, czy ktoś płacze szczerze, czy próbuje nami manipulować?

K.T.: Jeżeli nie znamy dobrze tej osoby, mogłaby pomóc jedynie analiza jej łez. Okazuje się, że łzy powstające w sposób spontaniczny różnią się składem chemicznym od tych wymuszonych, nastawionych na efekt. Podczas ich produkcji uaktywnia się również inna część mózgu.

Aktorka i piosenkarka Lindsay Lohan rozszlochała się w sądzie w 2010 roku, gdy została skazana na 90 dni więzienia za prowadzenie samochodu pod wpływem narkotyków. Kobiety nie tylko częściej płaczą publicznie, ale także - jak pokazują badania - częściej i skuteczniej manipulują płaczem. (Fot. East News)

 

K.K.: W swojej książce analizujesz płacz polityków, m.in. Renaty Beger, Beaty Sawickiej czy Radosława Sikorskiego. Czy kobiety w polityce płaczą częściej?

K.T.: Nie. Udało mi się znaleźć po trzy przypadki płaczu kobiecego i męskiego. Polityka jest dziedziną, która do niedawna zarezerwowana była dla mężczyzn. Nadal obowiązują w niej męskie zasady gry. Kobiety w polityce najczęściej wpisują się w ten stereotyp, ubierają się i zachowują jak mężczyźni. Wyjątek stanowi płacz. Kiedy płaczą, są stuprocentowymi kobietami. Szlochają, zawodzą, nie hamują się, pokazują się jako ofiary. Mężczyźni politycy płaczą z „męskich” powodów, takich jak duma, lojalność, honor.

K.K.: Czy ten płacz się opłaca?

K.T.: Wydaje się, że z wizerunkowego punktu widzenia najbardziej opłacił się Beacie Sawickiej, która na pamiętnej konferencji prasowej publicznie przyznała się do zauroczenia Tomkiem, agentem CBA. Postawiła się w roli ofiary, skrzywdzonej kobiety. Całkowicie odciągnęło to uwagę od sedna sprawy – afery łapówkarskiej, w której brała udział. Można snuć domniemania, czy jej płacz był szczery, czy manipulacyjny. Koniec końców liczy się jednak efekt.

K.K.: Nancy Pelosi, kongresmenka z USA, znana była z tego, że lubiła sobie publicznie popłakać. Przysparzało jej to popularności w sondażach. Czy w USA politycy świadomiej wykorzystują płacz?

K.T.: Zdecydowanie tak. Płakała Pelosi, niejednokrotnie płakał Bill Clinton. Politycy wiedzą, że płacz jest skutecznym narzędziem budowania wizerunku, jeżeli nie korzystamy z niego zbyt często. Płacz, jak w przypadku Sawickiej, może wyprowadzić z kryzysu, ale pod warunkiem, że się go nie nadużywa.

K.K.: Czy my, Polacy, jesteśmy płaczliwym narodem?

K.T.: Podobnie jak nasz klimat – raczej umiarkowanym (śmiech). Anglicy, Skandynawowie i Niemcy pozwalają sobie na łzy rzadko. Uważani są przez to za oziębłych. Z kolei Włosi, Hiszpanie, mieszkańcy Ameryki Południowej i Żydzi płaczą często, także publicznie. Łzy w ich odczuciu pokazują pasję i zaangażowanie.

K.K.: Powody, dla których płaczemy: śmierć bliskich, wzruszenie, są jednak wspólne?

K.T.: Zazwyczaj tak, ale są wyjątki. W niektórych krajach na pogrzebach ludzie płaczą, ale już na stypach się śmieją. Wspominają radosne momenty z życia zmarłego. W Indiach i Indonezji śmierć jest uważana za „zmianę ubrania”, przejście. Na Bali urządza się uroczysty pogrzeb dopiero dwa lata po śmierci. Ten okres ma pozwolić rodzinie na uporanie się z silnymi emocjami. Na pogrzebie łzy na policzkach są źle widziane.

K.K.: W książce opisujesz plemię Bosavi z Nowej Gwinei, którego przedstawiciele podpalają sobie ramiona w trakcie tańca, aby wywołać płacz.

K.T.: Każda kultura ma swoją drogę do uwolnienia negatywnych emocji. My czytamy wzruszające powieści, w Nowej Gwinei stosuje się ogień. W plemieniu Toraja w Indonezji uważa się z kolei, że płacz może być przyczyną groźnych chorób, a nawet śmierci. Łzy są tam na co dzień zakazane. Wyjątek stanowi śmierć bliskiego lub bezpłodność.

K.K.: Czy płacz może zaszkodzić?

K.T.: Zbyt długi i częsty może zmęczyć, wręcz wycieńczyć i powodować stany depresyjne. Mówimy jednak o sytuacjach, kiedy staje się konwulsyjny. Jest nawet jednostka chorobowa zwana płaczem patologicznym. Dotknięci nią nie są w stanie przestać płakać. Wybuchają w najmniej spodziewanym momencie.

K.K.: Czyli płaczmy z umiarem?

K.T.: Powiedziałabym, płaczmy naturalnie. Nie powstrzymujmy się, ale również nie nakręcajmy. Nie zapominajmy, że łzy mają olbrzymią moc. Nie odcinajmy się od niej. Nauczmy się z niej jednak odpowiednio korzystać.

Tenisista Rafael Nadal nie krył łez wzruszenia po zwycięstwie w turnieju French Open w tym roku.(Fot. East News)

Warto wiedzieć:

  • Wytwarzamy od 1 do 2 mikrolitrów łez na minutę. Dzięki temu oczy są ciągle nawilżone.
  • Płacz oczyszcza układ nerwowy i uśmierza ból! Gdy płaczemy, w mózgu uwalniają się naturalne substancje opiatowe.
  • Przeciętnie wybuch płaczu u mężczyzny trwa dwie minuty, u kobiety – sześć minut. 

Płacz od miliona lat

Badania nad płaczem podjęto dopiero w drugiej połowie XX w. Dość późno, biorąc pod uwagę, że płacz towarzyszy człowiekowi praktycznie od zawsze. Prehistoryczni ludzie żyli w warunkach ciągłego zagrożenia. Potrzebowali siebie nawzajem, bo tylko grupa dawała bezpieczeństwo. Nim wykształcił się język, używali pozawerbalnych narzędzi komunikowania, między innymi płaczu. Amerykański badacz Paul MacLean stworzył teorię, według której ludzki mózg składa się z trzech obszarów wykształconych w toku ewolucji. Są to: najstarszy mózg gadzi, mózg paleossaków i najmłodsza kora nowa. MacLean twierdził, że płacz wykształcił się około 1,4 miliona lat temu. Wówczas zmiany zachodzące w mózgu pozwoliły człowiekowi na wynalezienie ognia. W reakcji na iskry i dym lecący z ogniska wykształciły się łzy. Życie zaczęło się toczyć wokół paleniska. Wspólnie gotowano, ogrzewano się, leczono rany, a także kremowano zmarłych. Z czasem odruchowe łzy nabrały nowej symboliki.

Katarzyna Tarmas - Ukończyła politologię i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Do napisania książki „Łzy czyste, rzęsiste” zainspirowało ją zainteresowanie komunikacją niewerbalną polityków.