Jak upadał western? Kiedy pokochaliśmy dokumenty? To zestawienie pokazuje 100 lat filmu

Sto lat to dla kina ogromnie dużo – w tym czasie zmienia się wszystko, od techniki, przez podejście do widzów i twórców, aż po miejsce filmów w kulturze. Co chcemy widzieć na ekranach? Z czym się utożsamiamy, co wybieramy? To widać w zestawieniu.

Bo McCready z The Madison Metropolitan School District umieścił niedawno w sieci fascynujące zestawienie trendów światowej kinematografii. Na przestrzeni dekad można prześledzić wzrost i spadek popularności wielu z nich, a jeśli dodamy do tego tło historyczne – robi się jeszcze ciekawiej.

Kategorie, wedle których filmy zostały podzielone, McCready zapożyczył z serwisu internetowego IMDb. Z pewnością nie wszyscy zgodzą się z przypisywaniem niektórym tytułom właśnie takich metek, ale zamiast kłócić się o szczegóły postaramy się spojrzeć na całość.

Na samym szczycie popularności, także jeśli chodzi procent wszystkich filmów w danym okresie, króluje komedia i romans, kolejna jest akcja i kryminał. Fascynująca jest droga ku zapomnieniu westernu oraz gwałtowny wzrost popularności dokumentu w ostatnich dekadach. Nic z tego nie jest przypadkowe. Przyjrzyjmy się zatem niektórym najciekawszym rozdziałom.

1. Akcja i kino wojenne

Pierwsze dwie dekady XX wieku to czas gdy tego typu kino było na dalszym planie. Pierwszy skok popularności według statystyk McReady’ego widać w połowie lat 20-tych, głównie za sprawą premiery filmu „Generał” Bustera Keatona. Sam twórca powie czterdzieści lat później, że z żadnego innego swojego filmu nie był tak dumny. Niema komedia opowiadająca o prawdziwym epizodzie amerykańskiej wojny domowej miała gigantyczny budżet i choć w swoich czasach nie zyskała największego uznania – dziś uważana jest za jeden z najważniejszych amerykańskich filmów. Kolejnym hitem tamtych lat jest „Czarny Pirat”.

 

Następne lata to czas wielkiego kryzysu gospodarczego, który doprowadzi do bankructwa zarówno wielkie firmy jak i małych przedsiębiorców, wiele osób pozbawi pracy, majątku, a nawet dachu nad głową. Branża filmowa także go odczuje, a kino akcji odnotuje spadek. W czasie drugiej wojny światowej utrzyma się na w miarę równym poziomie i do dawnej świetności zacznie wracać dopiero w latach 70-tych. Pomoże mu w tym z pewnością rosnąca popularność kina sztuk walki i Bruce’a Lee oraz kolejne części przygód Jamesa Bonda.

Dekady lat 80-tych i 90-tych to złoty wiek dla takich gwiazd jak Arnold Schwarzenegger czy Sylvester Stallone, czas wypożyczalni VHS, gier video i absolutnie kultowego kina akcji spod znaku „Rambo”, „Commando” czy „Die Hard”. XXI wiek przyniesie gatunkowi powrót na stabilny poziom, głównie za sprawą komiksowych adaptacji, jednak pozycji z czasów mistrzów akcji nie uda się odzyskać.

Warto pamiętać, że rozwój amerykańskiego kina akcji pokrywa się pierwszą wojną w Iraku oraz czasem Zimnej Wojny. Pamiętając, że już pierwsi superbohaterowie tworzeni byli w latach 30-tych by zbierać dotacje i poparcie dla armii możemy wysnuć wniosek, że kino akcji dobrze rozwija się w niespokojnych czasach. W końcu wtedy łatwiej jest na ekranie wskazywać „tych złych” (słusznie bądź nie).

Kino wojenne to nie to samo co filmy akcji, co bardzo mocno widać także i w tym zestawieniu. To od początku nisza przemysłu filmowego. Ma jednak swoje mocne punkty popularności, które nieprzypadkowo zgrywają się z historią. W 1943 roku aż 13% filmów produkowano właśnie na ten temat. Na świecie szalał koszmar drugiej wojny światowej, a kinematografia nie pozostawała obojętna wobec tych dramatów. Aż do lat 70-tych będzie to istotny gatunek na celuloidowej mapie.

 

2. Komedia, romans, musical

Dwa pierwsze z tej trójki to niekwestionowana para królewska gatunków, jeśli chodzi o ilość. Zdecydowanie przez ostatnie sto lat panowało ogromne zapotrzebowanie na takie filmy, a twórcy nie pozostawali na to głusi. Lata wojenne obfitowały w komedie, czasy kryzysu także. Można spekulować, że w obliczu tragedii dnia codziennego ludzie z radością sięgali do sali kinowej jak do portalu marzeń (chyba nic tego tak dobrze nie pokazuje jak wzruszające „Kino Paradiso” Giuseppe Tornatore z 1988 roku). Romans podobnie, jako gatunek dający nadzieję na wielką miłość, która potrafi przeciwstawić się największym przeciwnościom, dzielnie trzyma się wysokich not zarówno w czasach kryzysu jak i prosperity.

Musical filmowy przeżyje rozkwit w latach 30-tych. Roztańczone, szalone, pełne jazzu i emocji filmy stopniowo będą jednak odchodzić wraz z kolejnymi dekadami, choć nie zabraknie głośnych arcydzieł jak choćby “Deszczowa Piosenka”. Późniejsze kamienie milowe gatunku, takie jak „Hair” czy „Rocky Horror Picture Show” pojawią się w niespokojnych latach 70-tych gdy ścierały się normy kulturowe konserwatywnego pokolenia mającego za sobą II wojnę światową i konflikt z Korei z młodzieżową kontrkulturą stającą naprzeciw wojnie w Wietnamie.

W XXI wieku musical mocno zaznaczy swoją obecność oscarowym „La La Land”, który sam w sobie jest hołdem złożonym tej formie. Nie jest to jednak nowa jakość, a sentymentalna podróż do dawnego kina, wycieczka napędzana nostalgią. To zdecydowanie za mało by musical znów stał się potężną siła gatunkową ekranu.

 

3. Western, horror, thriller – wschodzący i znikający

Opowieści o kowbojach swój najlepszy czas miały w pierwszej połowie omawianego stulecia. Twarde opowieści z wyraźnym podziałem na dobro i zło oraz jasnym kodeksem zasad przy jednoczesnej sporej dawce akcji umacniały w Amerykanach nowoczesną tożsamość (u rdzennych raczej niespecjalnie) i wiarę w siłę prawa i porządku. Takie mocno zarysowane wzory kulturowe doskonale przydadzą się zarówno w trudnych czasach kryzysu jak i wojny. Walczący z bandytami kowboj będzie duchowym patronem niejednego ruszającego na wojnę rekruta. Po wojnie ilość westernów w kinematografii znacznie spadnie, by w latach 70-tych powrócić pod postacią jeszcze twardszych, brudniejszych i już niekoniecznie tak oczywistych.

Western drugiej połowy XX wieku to opowieść o zmierzchu: kończącym się świecie dawnych zasad, kodeksów etycznych i ról społecznych. Odchodzą rewolwerowcy, wolność prerii i honorowe pojedynki, nadchodzi nowe. Nieprzypadkowo dzieje się to w latach 60-tych i 70-tych, czasach kontrkultury i rewolucji seksualnej. Wraz z odchodzeniem w przeszłość tradycyjnych modeli ról społecznych i seksualnych western też zdaje się odjeżdżać w stronę zachodzącego słońca. Te dwie dekady wydadzą kilka prawdziwych arcydzieł gatunku i choć później także pojawi się kilka naprawdę doskonałych propozycji („Deadman”, „True Grit”, serial „Deadwood”), western pozostanie pieśnią przeszłości.

Thriller przeżywa odwrotną ewolucję. Już w latach 30-tych Fritz Lang tworzy wywołujący do dziś dreszcze „M – Morderca”, gdzie główną rolę zagra przerażająco plastyczny Peter Lorre. To jednak czas, gdy filmy tego typu pozostają w odwodzie. Ich czas nadejdzie po wojnie wraz z latami 70-tymi. Rosnące zainteresowanie środowisk akademickich psychologią, psychoanalizą i psychiatrią odbije się mocno także na wyobraźni twórców kina takich jak Roman Polański czy mistrzowie włoskiego giallo (oznaczającego po włosku “żółty” i nawiązujące do okładek kryminalnych powieści w tym kolorze). Już w latach 50-tych mistrzem napięcia stanie się Alfred Hitchcock, który jak nikt inny wyczuje niezdrową ciekawość widza do rozwiązywania kryminalnych zagadek.

Jednak najlepsze dopiero przed nami. Dreszczowce takie jak „Psychoza”, „Lokator” „Wstręt”, „Profondo Rosso”, „Ptak o kryształowym upierzeniu” otwierają drzwi do kina wręcz psychiatrycznego. W latach 70-tych w USA pojawia się pojęcie „seryjny morderca” i związany z tym nurt naukowych badań. Postaci określane tym mianem w kolejnych latach znajdą się w soczewce zainteresowania popkultury całego świata, a wraz z nimi zacznie powstawać coraz więcej thrillerów.

 

Horror to gatunek wywodzący się bezpośrednio z dawnych baśni i legend. Oczywiście w kinematografii także był od samego jej początku, pierwsza ekranizacja „Frankensteina” została stworzona przez Edison Studios w 1910 roku. W 1922 roku świat zobaczył jedne z pierwszych (i może do dziś najstraszniejsze) obliczy wampira – „Nosferatu” Friedriecha Wilhelma Murnaua. Europejska groza filmowa będzie flirtować z ekspresjonistyczną sztuką, a „Gabinet Doktora Caligari”, „Golem” oraz „Czarownice” z lat 20-tych to żyjące obrazy koszmarów rodem z najmroczniejszych snów Edvarda Muncha. W USA natomiast powstaje inna groza, jaśniejsza i bliższa popularnym powieściom niż gotyckiej noweli, ale równie ciekawa. Universal Studios od lat 30-tych będą straszyć widzów cudownymi rolami Beli Lugosiego, Lona Chaney’a i Borisa Karloffa. Groza filmowa odnotuje znaczny spadek popularności w czasie wojny oraz dekadzie tuż po zakończeniu konfliktów, co jest zupełnie zrozumiałe. W obliczu tylu trudnych do objęcia rozumem tragedii tego czasu nie dziwi fakt, że widzowie nie mieli ochoty bać się jeszcze w kinie. Poza tym pamiętając zbrodnie popełniane przez żywych zwyczajnych ludzi kto będzie się jeszcze bał wampirów?

Podobnie jak z thrillerem powrót nastąpi wraz z dekadami lat 60-tych i 70-tych. Także tutaj zainteresowania psychiatrią i psychologią dadzą o sobie znać wraz z kontrkulturowymi wtrętami. Szczególnie te ostatnie staną się podwalinami wybitnych dzieł gatunku: „Dziecka Rosemary”, „Egzorcysty” oraz „Omenu”. Pod koniec lat 70-tych USA odkryje włoskie thrillery i rozkocha się w nich bez reszty. Giallo po amerykańsku zmieni się jednak w coś znacznie ostrzejszego – slashery czyli podgatunek horroru gdzie głównym bohaterem de facto jest morderca z coraz większą finezją wykańczający rzesze nastolatków, studentów i niefortunnych autostopowiczów. Podobnie, jak w kinie akcji istotne będzie tu wejście na rynek kaset VHS i instytucji wypożyczalni.

Rozwinie to rynek kina klasy B, na którym wychowa się wiele twórców, między innymi Quentin Tarantino i Robert Rodriguez. Horror XXI wieku rozkochał się w micie zombie oraz zagrożeniu globalnej epidemii. W ostatnich latach natomiast skierował się w stronę ludzkich zmysłów. „Birdbox” oraz „Ciche miejsce” to przykłady horrorów, gdzie najbardziej ma przerazić nas utrata jednego ze zmysłów (niezależnie od tego czy nie wolno nam słuchać, mówić, czy patrzeć – wykorzystanie zmysłu zsyła zagładę). Horrory rosną pod względem popularności, co można wiązać z platformami streamingowymi, które stały się następną inkarnacją wypożyczalni video – świątyniami dla miłośników gatunkowego kina.

 

4. Fantasy, SF oraz dokument

Kinowe baśnie doskonale miały się w czasach przedwojennych. Kino pozwoliło zrealizować marzenia, które niedostępne były dla teatru. Już George Melies w XIX wieku za pomocą montażu tworzył obrazy rodem z baśni, koszmarów i sennych rojeń, które nigdy nie mogłyby się wydarzyć. W zestawieniu McCready’ego widać jednak silny spadek w czasach kryzysu oraz wojny. Podobnie jak z horrorem: gdy życie staje się nie do zniesienia częściej szukamy ukojenia w komedii i miłości romantycznej, a fantazje odkładamy na później. Bardzo istotne dla kina tego typu będzie rozwinięcie się kinowej animacji oraz pochodu przez historię studia Walta Disney’a. Jego fantastyczne animowane opowieści wypełnione piosenkami pozwolą już od lat 30-tych do dziś utrzymać się temu gatunkowi na powierzchni.

Science fiction to także gatunek, dla którego kino okazało się upragnionym medium. Choć już „Podróż na Księżyc” z 1902 przełamie bariery okołoziemskie to czasu powojenne dadzą prawdziwy wysyp podróży w kosmos i zachwytów nad nauką. To zresztą nie przypadek, bo po II wojnie światowej w USA zapanowało podejście do nauki jako czegoś co pozwoli stworzyć nowy lepszy świat i wyeliminować zagrożenia, które mogły doprowadzić do tragedii lat 40-tych.

Lata 60-te przyniosą serial telewizyjny „Star Trek”, w 70-tych zadebiutują „Gwiezdne wojny”, a już od lat 40-tych na półkach księgarni i kiosków USA królować będą komiksy z podróżami międzygwiezdnymi i wizjami lepszego jutra. Co ciekawe ten hura-optymizm nie zawsze będzie tak oczywisty. Wiele wybitnych dzieł gatunku takich jak „Dzień, w którym zatrzymała się ziemia” (1951), „Odyseja Kosmiczna 2001” (1968) czy „Łowca Androidów” (1982) zawierają wiele ostrzeżeń dla ludzkości. Science fiction to kino nadziei i przestrogi. Nic w tym dziwnego, rozwijająca się technologia budziła w twórcach mnóstwo pytań, które dzisiaj stają się jeszcze bardziej aktualne.

 

Filmy dokumentalne od zawsze miały swoje grono odbiorców, jednak wykres McCready’ego pokazuje potężny wzrost ich popularności w ostatnich dwóch dekadach. Łączy się to z jednej strony z popularnością tematycznych kanałów telewizyjnych, które potrafią wyasygnować coraz większe budżety na naprawdę dobre produkcje, a z drugiej… zgadliście – internet. Filmy dokumentalne to jedne z najchętniej oglądanych pozycji serwisów streamingowych, internetowych wypożyczalni, internauci kochają te także kopiować, piracić, wrzucać fragmenty na swoje konta.

Dokument bywa argumentem w dyskusji na forum, czy źródłem cytowanym w ramach hipertekstu bloga lub strony. Format stał się szalenie popularny także dzięki temu, że jest doskonałym medium towarzyszącym. Podobnie jak radia, chętnie słuchamy dokumentów oglądając je „jednym okiem” podczas wykonywania innych obowiązków.

Źródło: BoMcCready
 

Więcej:kino