Kiedyś subkultury pełniły ważną rolę w życiu młodych ludzi, określały ich światopoglądowo, były wyraziste ideologicznie. Ale te podziały się zatarły, nawet aktywni jeszcze niedawno hiphopowcy rozmyli się w kolorowym tłumie. „Nie ma już żadnej masowej subkultury młodzieżowej” – mówi socjolog Marcin Sińczuch z Uniwersytetu Warszawskiego.  Dziennikarz Chris Anderson jako pierwszy zauważył, że w dobie technologii informacyjnych masowy rynek kultury został zastąpiony przez mozaikę kulturowych nisz. Odpowiada za to oczywiście internet. W wirtualnym świecie każdy może znaleźć coś dla siebie, a szeroka oferta różnicuje gusta. Tak w opozycji do mainstreamu tworzą się nisze jednoczące ludzi o naprawdę nietypowych zainteresowaniach. Oto kilka przykładów.

Normcore’owcy

Robią wszystko, by nie wyglądać dziwnie. Wkładają wiele wysiłku w to, aby nie odróżniać się od reszty społeczeństwa. Jednak dla świadomych mody studentów artystycznych kierunków założenie polaru i szerokich dżinsów urasta do roli manifestu. To bardzo efemeryczna subkultura i trudno dociec, czy na szerszą skalę istniała zanim w 2014 r. pojawiły się o niej doniesienia w mediach. Te same media w 2015 r. ogłosiły śmierć fenomenu, jednak na razie funkcjonuje on w najlepsze, choć możliwe, że tylko ironicznie.

Futrzaki

Wspólnota ludzi przebierających się za antropomorficzne zwierzęta rodem z kreskówek. „W wielkim skrócie to fani zwierzęcych postaci o ludzkich cechach i osobowości” – piszą o sobie członkowie grupy Warsaw Furries, których spacery w futrzanych kombinezonach (fursuitach) odbywają się co jakiś czas w plenerze – ku zachwytowi dzieciaków i konsternacji starszych. Kto nie może sobie pozwolić na strój (bo to wydatek rzędu tysiąca złotych), zadowala się pisaniem opowiadań oraz rysunkami własnego futrzanego alter ego. Choć futrzaki nie chcą, by ich pasję wiązano z fetyszyzmem, wiele wspomnianych obrazków występuje w wersji erotycznej. Może chodzi o to, że futrzakowa subkultura przyciąga fanów w okresie dojrzewania?

Rzeźniczki

To nowy trend i mało o nim wiadomo. Wygląda na to, że dziewczyny postanowiły pokazać, że zawód rzeźnika nie jest zarezerwowany dla mężczyzn – i robią to w stylu glamour. Na typowo instagramowych fotografiach z filtrem młode kobiety pozują z tasakami, wołowymi sercami, półtuszami, flakami i innymi częściami zwierząt. Chyba chodzi tu o osobisty kontakt z jedzeniem na pierwotnych etapach jego powstawania: własnoręczne sprawianie zwierzęcia powoduje, że proces odżywiania staje się nieco mniej odrealniony niż w przypadku zakupów w supermarkecie. Jest w tym też rodzaj reakcji na wegańskie przechwałki, jakie podbijały Instagram u jego początków: tofucznic i czipsów z jarmużu.

Haulersi

To dość wyspecjalizowana grupa vlogerów, którzy swoje filmowe kanały zapełniają tzw. zakupowymi haulami (haul to po angielsku „łup”). Zakupowy haul polega na tym, aby opowiedzieć przed kamerą, co kupiło się danego dnia – mogą to być kosmetyki, ubrania, dosłownie wszystko. Brzmi nudno i tak jest w istocie. Mimo to najpopularniejsi haulerzy zdobyli nawet 10 mln subskrybentów (dla porównania oficjalny kanał NASA ma ich 838 tys.), a dla fanów stanowią konsumenckie wyrocznie – są zatem atrakcyjnym nośnikiem reklamowym dla wszystkich firm, które eksplorują marketingowy potencjał nowych mediów. Ich wariację stanowi grupa, która na oczach widzów odpakowuje nowe produkty z pudełek. Tak, ludzie z jakiegoś powodu kochają ich oglądać.

Steampunkowcy

Kultura steampunk zakłada, że postęp ludzkości doszedł mniej więcej do etapu, w którym jest dzisiaj – tyle że odbyło się to bez udziału ropy naftowej i związanych z tym następstw. W steampunkowym świecie istnieją komputery i tym podobne udogodnienia, jednak są napędzane węglem i parą. Bez ropy nie ma też plastiku, a więc wzornictwo opiera się na lakierowanym drewnie, skórze, naturalnych tkaninach i kutych metalach. Moda zatrzymała się na początku XX wieku. Steampunkowcy z wielkim pietyzmem zamieniają nowoczesne komputery czy telefony w cudeńka wyglądające jak skrzyżowanie dawnej maszyny do pisania z jakimś zapomnianym wynalazkiem. Zasadnicza różnica między nimi a odkrywcami czasów belle époque jest taka, że tamci patrzyli w przyszłość, a steampunkowcy zafiksowali się na przeszłości. Są jeszcze dieselpunkowcy: oni uznają ropę (choć plastiku już nie), lubują się w marzeniach o antygrawitacji i kroczących czołgach.

Bronies

Kucykarze, lepiej znani pod angielską nazwą „bronies”, to fanatyczni miłośnicy serialu dla dziewczynek „My Little Pony” o grupie magicznych wielkookich kucyków. Kucykarze już dawno przestali być fanami serialu, ba, często nigdy nie byli nawet dziewczynkami! Swoje hobby traktują bardzo poważnie, zrzeszają się na rozmaitych forach, ale też spotykają na żywo podczas zjazdów fanowskich, na których goszczą aktorów udzielających kucykom głosu (wielki zlot odbędzie się w czerwcu w Elblągu). W przeciwieństwie do futrzaków, raczej nie przebierają się za swoich bohaterów, choć zdarza im się przyjmować kucykowe alter ego zwane ponysoną. „Punktem wyjścia do stworzenia ponysony jest próba odwzorowania człowieka jako kucyka z serialu. Taki zabieg artystyczny nazywa się ponyfikacją” – czytamy na stronie My Little Fandom Polska.