Jakuck jest położony w północno- wschodniej Syberii, nad rzeką Leną. Panuje tu długa zima. Już w początkach października przydaje się kożuch – temperatura w dzień spada do zera stopni, a w nocy – do minus dziesięciu.

Nikt w jakuckich wioskach nie używa rosyjskiej nazwy „Jakuck” ani nawet jakuckiej „Dżokuuskaj”. Stolicę wszyscy nazywają kuorat – „miasto” – i każdy wie, o które miejsce chodzi. Pomylić się trudno, bo innego takiego miasta w Jakucji nie ma. Jest co prawda Nieriungri, ale Jakuci nie uważają go za swoje, bo mieszkają tam głównie Słowianie. Można wspomnieć o Mirnym, lecz tak naprawdę jest osadą kopaczy diamentów zagubioną w tajdze. Jest też kilka rozległych wsi o statusie miast, są to jednak tylko drewniane osiedla, niektóre hen za kołem polarnym. Często nie prowadzi do nich żadna stała droga i z trudem naliczyć w nich można więcej niż kilka czy kilkanaście tysięcy mieszkańców. Na określenie kuorat zasługuje tylko Jakuck. Tak mówią nad Indygirką w Ojmiakonie, nad Morzem Łaptiewów i nad Wilujem. Nic dziwnego zatem, że w jakuckim istnieje czasownik kuorattaa, który znaczy tyle, co „jechać do miasta”. Do Jakucka oczywiście.

Ludzie, pluskwy i karaluchy

Nasze miejsce w Jakucku leży wysoko: na ósmym piętrze nowego wieżowca przy ulicy Lermontowa. Okna małego pokoju wychodzą na wschód, widać z nich blokowiska między ulicami Piotrowskiego i Kalandariszwilego, a dalej Lenę, której bieg powtarzają główne ulice miasta: Lenina, Jarosławskiego, Ordżonikidzego i pobliska Lermontowa. Okna kuchni i dużego pokoju wyglądają na zachód i na razie można oglądać z nich plac zabaw w dole, a u góry łańcuch wzgórz i niebo. Wszystko to mocno skadrowane przez dwa dziesięciopiętrowce. Na razie, bo naprzeciw powstaje trzeci wieżowiec, którego kolejne piętra zasłaniają już widok tak, że nieboskłon lada tydzień oprze się na ostatniej kondygnacji. (...) A po drugiej stronie Lermontowa ciągnie się szereg dieriewiaszek, drewnianych piętrowych baraków pod eternitem z toaletami na dworze. Za jedną kilka lat temu przewrócił się płotek oddzielający dom od chodnika. Teraz obok już czwarty dzień rozkłada się potrącony pies. Tuż pod oknami mieszkańców parteru.

– Prostitie, mieszkam obok. Może go zakopiemy? – zdybałem jednego.

– A gdzie ty mieszkasz?

– Tu. Na ósmym.

– I z tej wysokości ci przeszkadza? – odparł szczerze zdziwiony. (…)

Wystarczy spojrzeć za okno, by się przekonać, że to miesiąc domu: temperatura spadła poniżej zera i mieszkańcy Jakucka biorą się do uszczelniania. Stare okno w bloku najlepiej zabić na głucho, a jeżeli jest duże, można zastawić materacem. Drewniane drzwi w stuletnim domku na osiedlu Załog koniecznie trzeba obić filcem, nada się też wiekowy płaszcz. Okna na poczcie i w sklepie dobrze jest uszczelnić pakułami bądź watą. Ciepłe gniazda w rozdzielniach rur ciepłowniczych moszczą już sobie myszy i nieliczni bomże, którzy cudem przeżyli poprzednią zimę. Przygotowują się też studenci w akademikach, kierowcy w samochodach i susły Spermophilus parryii w norkach na pastwiskach za miastem. Pluskwy wciskają się głębiej w fotele i za kołnierze swoich gospodarzy.