Dopadło mnie to dokładnie wtedy, gdy wchodziłem do tej kawiarni. Poczułem gęsią skórkę na całym ciele, bo doskonale wiedziałem, co stanie się za chwilę. Ten wazon, te kwiaty, to światło – wszystko dokładnie takie, jak się spodziewałem. A przecież nigdy wcześniej tu nie byłem. Skąd więc mogłem znać to miejsce tak dokładnie, ze wszystkimi detalami? Po chwili to niesamowite uczucie minęło, ale nadal zastanawiałem się, co to właściwie było. Zwykłe déja vu? A może jakaś odmiana jasnowidzenia? Jak się okazuje, to pierwsze wcale nie jest takie zwykłe, a to drugie – nie takie nieprawdopodobne i nienaukowe, jak mogłoby się wydawać.

Mniej czy bardziej rzetelne badania nad zdolnościami paranormalnymi prowadzone są od dziesięcioleci. Długo nie dawały one spójnych rezultatów, dlatego wielka oficjalna nauka odrzucała je jako dziwactwo czy swoisty folklor. Znaleźli się jednak uczeni, których to nie zniechęciło. W kilku laboratoriach na świecie trwają dziś rygorystyczne eksperymenty, które mają potwierdzić jedną z  najbardziej niesamowitych zdolności ludzkiego umysłu. Pierwsze wyniki wskazują, że wielka nauka mogła się mylić – ludzie są zdolni do przewidywania tego, co się dopiero stanie. „Jest to bardzo niezwykłe zjawisko, bardziej niesamowite np. od telepatii, którą też się zajmowałem. Ale mamy podstawy twierdzić, że jest jak najbardziej realne” – powiedział mi prof. Daryl Bem, psycholog z  Cornell University i  jeden z czołowych współczesnych badaczy prekognicji, czyli przewidywania przyszłości.

Wizje, brednie, przepowiednie

Przewidywanie przyszłości samo w sobie nie jest niczym niezwykłym – każdy z nas to robi codziennie, podobnie zresztą jak znacznie prostsze od nas organizmy (nawet rośliny!). Staramy się ocenić, czy warto się z  kimś zaprzyjaźnić, czy zjedzenie tego owocu na pewno będzie dobrym pomysłem i co może się stać, gdy wejdziemy w ciemny zaułek. Tę zdolność, opierającą się na zdolności do zapamiętywania i analizowania informacji, gatunek Homo sapiens doprowadził niemal do perfekcji. W rezultacie mamy – lepiej lub gorzej działające – prognozy pogody, symulacje komputerowe czy analizy rynkowe.

Jednak droga do tego racjonalnego „jasnowidzenia” wiodła i nadal wiedzie przez mętne wody paranauki i przesądu. Ludzkość od zarania cywilizacji próbowała wróżyć dosłownie ze wszystkiego – od gwiazd po wnętrzności zwierząt – a często wręcz zupełnie z niczego. Prorocze wizje mieli szamani, aplikujący sobie środki psychoaktywne, delfickie Pytie wdychały opary, zakłócające pracę mózgu – efekt był ten sam, czyli przepowiednie na tyle nieprecyzyjne i bełkotliwe, by miały szansę czasem się sprawdzić. Gdy zaś któryś wieszcz wyprodukował wystarczająco wiele takich wizji, zawsze dało się dopasować późniejsze wydarzenia do którejś z nich – na tym polega fenomen np. Nostradamusa. I  to wystarcza, by ludzie wierzyli w skuteczność proroków. 

Wiara jest tu słowem kluczowym do dziś. Współcześni specjaliści od jasnowidzenia – tacy jak Krzysztof Jackowski, znany ze współpracy z policją – przedstawiają wiele dowodów na swą skuteczność. Nie gromadzą jednak i nie chwalą się (z oczywistych względów) tymi pokazującymi ich porażki. „W nauce mamy do czynienia z danymi, przy metodach tego typu – ze świadectwami. Dlatego nie sposób porównywać np. terapii stosowanych w medycynie klasycznej z alternatywnymi” – wyjaśnia Ken Wilber w książce „Śmiertelni nieśmiertelni”. No chyba, że wpadnie się na taki pomysł jak współcześni badacze prekognicji – prosty i zarazem elegancki.