Co byś zrobił, gdybyś miał wszystkie pieniądze świata? Nie krępuj się, powiedz. Przecież chcesz je mieć. Nic cię tak nie elektryzuje, jak pieniądze. Wiesz ile zarabia najbogatszy człowiek świata, Jeff Bezos? Pewnie wiesz, ale Ci przymnę. Bezos zarabia około czterech milionów dolarów na minutę - tyle zysków przynoszą jego wszystkie interesy. 

Jeff Bezos ma 150 miliardów dolarów

Ile to jest? Mniej więcej sześćset tysięcy milionów złotych. Czyli, mniej więcej, sześćset tysięcy stumetrowych mieszkań w Warszawie. W Warszawie oczywiście nie ma sześciuset tysięcy stumetrowych mieszkań, ale ten majątek jest niemożliwy, z której strony na niego nie spojrzeć. Dla Bezosa wydać sto tysięcy złotych to jak dla ciebie wydać złotówkę. Tak przynajmniej, znów szacunkowo, obliczył Business Insider. Już samo czytanie tych zdań sprawia, że zalewa cię fala serotoniny, prawda? Poczuj jak płynie przez twoje ciało, poddaj się jej. Oczywiście, te 150 miliardów to nie jest gotówka na koncie Bezosa. To cały jego szacowany kapitał, wartość firm, nieruchomości, akcji, surowców. Oczywiście, to nawet większe bogactwo. Gotówka na koncie traci wartość strasznie szybko, wiesz o tym, jeśli jakąkolwiek masz. Nawet najlepiej oprocentowane konta oszczędnościowe mają gorszy procent od wskaźnika inflacji. Pieniądze topnieją powoli, ale nieodwołalnie, jak lodowce, a kapitał pracuje, mnoży się, pączkuje, żyje, pleni się. Co więcej, jest dużo słabiej opodatkowany. Ale o tym zaraz. 

 

Co zrobiłbyś, gdybyś miał tyle pieniędzy? Głowa pewnie puchnie ci od wyobrażeń. O Jezusie, czego ty byś nie zrobił. Spełniłbyś pewnie wszystkie swoje marzenia, które są zapewne banalne i podobne do wszystkich innych marzeń wszystkich innych ludzi; nie gniewaj się na mnie, nie wywyższam się, moje są tak samo powszechne. Zwiedzić świat. Zabezpieczyć się (przed czym, tak naprawdę? Steve Jobs zmarł na raka trzustki, w wieku, który dziś określa się mianem młodego). Kupić dom, parę mieszkań. Samochód - pewnie jakiś tak, jestem akurat na bakier z motoryzacją, ale Ty pewnie nie, jasne, fajnie jest mieć dobre auto. Co jeszcze? Parę insygniów, aby wszyscy widzieli. Pieniądz jest tożsamy z miejscem w strukturze społecznej, a ta potrzebuje swoich emblematów. Nie po to się po niej wdrapujesz, żeby nikt tego nie widział. To plemienne, bardzo zwierzęce. Biżuteria, zegarki, ubrania drogich marek, Prada, Tom Ford, Gucci, Balenciaga, co tam jeszcze możesz sobie wyobrazić. Nie krytykuję cię, sam trochę to lubię, na wyżej wymienione marki może mnie nie stać, a nawet gdyby było, to byłoby mi szkoda na nie pieniędzy, no ale. Znam to miłe, ciepłe pulsowanie w gadzim mózgu, wyobrażam sobie, o ile byłoby silniejsze, gdyby było stać mnie na wszystko. 

 

Pieniądze to oczywiście fikcja. Umowa między ludźmi, która miała usprawnić przepływ dóbr, zlikwidować ograniczenia tkwiące w handlu wymiennym. Banknoty to tylko kawałki papieru z nadrukowanymi twarzami martwych ludzi. Cyfry na koncie. Tak samo jak kruszce, mają wartość tylko dzięki umowie między ludźmi. Umowa ma siłę dzięki stratyfikacji społecznej, strukturze. Ta umowa, to inaczej kultura. We wszystkich wymyślonych przez człowieka końcach świata i apokalipsach, pierwsze, co upada z krachem, to zasadność owej umowy. Pieniądze stają się fikcją, jak wszystko inne - prawa, narodowości, działanie społeczeństwa. Kataklizm może mieć różne przyczyny w owych fantazjach - efekt jest zawsze ten sam. Pieniądze, wraz z całą siatką społecznych zależności, regulacji i obowiązków, stają się bezwartościowe. To właśnie było pytanie, które na legendarnym już, zamkniętym spotkaniu, zadali myślicielowi i cybernetykowi Douglasowi Rushkoffowi multimilionerzy z Doliny Krzemowej - w jaki sposób utrzymamy lojalność swoich ochroniarzy i pracowników, gdy pieniądze po apokalipsie stracą wartość? Czy możemy ich szantażować dostępem do zapasów? Wszczepić im jakieś chipy? Rushkoff zbaraniał, myślał, że będzie mówił o czymś zupełnie innym. Okazało się, że apokaliptyczne bojaźnie dotyczą również multimilionerów. Tak naprawdę, owo pytanie miało swoje drugie dno. Tak naprawdę, milionerzy pytali, o coś, co można nazwać "życiem po śmierci" pieniędzy. Czy w kapitale jest coś, co może przeżyć jego upadek?  Czy w pieniądzach jest jakakolwiek wartość, którą można uratować, nawet wtedy, gdy z powierzchni Ziemi zniknie prawie wszystko, co można za nie kupić? 

 

No właśnie - ostatnimi czasy apokalipsa nabrała nowych, realnych kształtów

Zimnowojenne lęki przed nuklearną anihilacją zastąpiło namacalne widmo ekologicznej katastrofy, jak się zdaje, nieuchronnej; jedyne, na co mamy wpływ, to stopień naszego przygotowania do tejże, i jej ewentualne natężenie. Coraz więcej pojawia się głosów, że jednym z głównych trucicieli są najbogatsi. Ich ogromne domy, bezustanne latanie prywatnymi samolotami, ich przepych i zbytek pochłania ogromne ilości energii, generuje mnóstwo dwutlenku węgla. Zależność oczywiście nie jest tak prosta - bogaci emitują prawie cały dwutlenek węgla tego świata, bo w ich rękach są prawie wszystkie środki produkcji. Środki produkcji oznaczają gospodarkę, gospodarka - cywilizację i społeczeństwo, w kształcie, jakim znamy, i jaki chyba nam się podoba. Najbogatsi emitują cały dwutlenek węgla tego świata, bo w ich rękach jest świat. 

 

Kapitalizm działa dzięki wpisanej w jego najgłębszą tkankę niespełnionej obietnicy o bogactwie. Tobie też może się udać - szepcze ta najpopularniejsza ze świeckich religii. Kiedyś ludzie z niższych warstw społeczeństwa turlali się przez swoją nieciekawą egzystencję kuszeni obietnicą raju po śmierci. Ta obietnica utrzymywała w ryzach społeczny porządek. Dzisiaj tą obietnicą jest szansa na to, że kiedyś ci się polepszy, że w końcu wygrasz. Dzięki fartowi, dzięki ukrytym talentom, w końcu dzięki hazardowi - nawet tak niewinnemu, jak totolotek. Dzięki tej obietnicy w ogóle możemy funkcjonować jako społeczeństwo oparte na wolnym handlu - ale co ciekawe, ta obietnica ma swój rewers, to odpowiednio dawkowana niechęć dla bogatych, wściekłość tych coraz biedniejszych i coraz bardziej zakredytowanych, skierowana w tych, których życie staje się gorsze dzięki ich machinacjom. To bogaci spowodowali i spowodują wszystkie zapaście gospodarcze, przez swoje skąpstwo i nieostrożność. To bogaci powstrzymali, już w latach 70tych i 80tych, wysiłki które mogły doprowadzić do zatrzymania skutków globalnego ocieplenia, i wciąż to robią. To bogaci ukuli wygodną dla siebie ekonomiczną teorię skapywania - na ich powiększającym się bogactwie zyskają wszyscy. To bogaci trzymają pieniądze w rajach podatkowych, zwodząc nas fałszywą filantropią. 

 

Bogaci zakładają czapki-niewidki

Bogaci nie oddają swojego tak łatwo, i można to zrozumieć. To zwierzęcy atawizm. Człowiek jest przecież tym, co ma. Gadzi mózg każe patrzeć na wszystkie posiadane rzeczy jak na absolutnie niezbędne. "Ile jeszcze pieniędzy ci trzeba, abyś czuł się bezpiecznie?" - to pytanie słyszy główny bohater filmu "Wszystkie pieniądze świata", J. Paul Getty, grany przez Christophera Plummera. "Więcej" - odpowiada skąpy multimilioner, który żałował groszy na okup swojego wnuka. Nie wszyscy bogaci ludzie są tak zdemoralizowani i nieludzcy jak Getty. Ale czy na pewno w każdym z nich nie ma trochę Gettyego? W proces bogacenia nieodparcie wpisany jest paniczny lęk przed utratą. To znowu gadzi mózg, tym razem przerażony przemijaniem. 

 

Bogaci czynią swój majątek niewidzialnym, ukrywają go, zakładają na niego prawne czapki-niewidki. W Stanach Zjednoczonych coraz głośniej mówi się o większym opodatkowaniu najbogatszych, niezbędnym, aby powstrzymać rosnącą dziurę budżetową. Mówi o tym chociażby bardzo popularna kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez, chcąca w ten sposób sfinansować tzw. Green New Deal - rozległy, infrastrukturalny program, mający zarówno pobudzić ekonomię, jak i zredukować emisje CO2. Bill Gates, bogacz wyjątkowy, który zadeklarował się, że razem z innym nad-bogaczem, Warrenem Buffetem, odda połowę swojego kapitału na cele charytatywne, zwrócił uwagę Cortez na ważną rzecz. Nie ma sensu opodatkowywać dochodów najbogatszych - pensji, dywidend. Nikt nie ma wypłaty rzędu 50 mln dolarów rocznie, nawet Jeff Bezos. Najbogatsi i tak płacą około 30 - procentowy podatek, zwiększenie go nawet o 10 procent nic nie da. Trzeba opodatkować zyski z kapitału. Tutaj najbogatszych Amerykanów obowiązuje preferencyjny, 20-procentowy podatek. Zyski z kapitału 1% najbogatszych amerykanów wyniosły 584 miliardy dolarów. Co można zrobić z 58 miliardami dolarów rocznie? 

 

Na przykład wybudować elektrownie atomowe. Nie emitujące C02, oparte na bezpiecznych, chłodzonych ciekłym metalem reaktorach, mogące być zasilane zmagazynowanym już, "zużytym" uranem. Takie reaktory opracowała właśnie jedna z należących do Billa Gatesa firm - jeśli wierzyć hagiograficznemu serialowi na Netflix, opisującemu Gatesa jako współczesnego męża opatrznościowego, wykorzystującego kapitał po to, aby mierzyć się z problemami uznanymi przez ogół za nierozwiązywalne. Ale Gates pokazuje też inny model dzielenia się, polegający na inteligentnej filantropii i inwestowaniu w technologie mające polepszyć model życia w krajach rozwijających się, jak twierdzi dokument, zaledwie powyżej progu opłacalności. Oczywiście, drugiego najbogatszego człowieka na świecie stać na to, aby zamówić na swój temat bałwochwalczy serialik. Ale z drugiej strony, kto ma być akuszerem niezbędnych technologicznych zmian, jeśli nie ci, w których rękach pozostaje kapitał? 

 

Co bym zrobił, gdybym miał wszystkie pieniądze świata?

Nie mam zielonego pojęcia. Czy czułbym się bezpiecznie? Nie sądzę. Mam w głowie kwotę, którą bym się najadł, która zaspokoiłaby moje potrzeby, ale z niepokojem przypominam sobie, że już dawno zarobiłem kwotę, którą uważałem, że najadłbym się dziesięć lat temu. W przyszłości może być podobnie. Oby. Moje życie, chociaż raczej skromne, jest jednak wygodne i dobre, i rządzi się, tak jak świat, logiką nieustającego wzrostu. Tego musi być więcej, więcej i więcej, bo jeśli nagle być mniej, wtedy, jak cała światowa gospodarka, wejdę na ścieżkę atrofii. Wtedy zacznę spadać w dół, a upadek będzie bardzo szybki. Iluzje rozpadną się w try miga, wszystko straci wartość, nastąpi koniec świata. Tak, dwutlenek węgla. Tak, fantomowe fortuny. Tak, nierówności społeczne. Tak, świat, który sam się zjada przez własną chciwość. Co bym zrobił, gdybym miał wszystkie pieniądze świata? Na pewno nie byłbym tacy jak ci wstrętni bogaci. Na pewno oddałbym więcej. Na pewno postarałbym się uratować świat, i nie kręciłbym o tym serialików dla Netflixa, jak Bill Gates. Ale na razie - mówię szczerze - przydałby się nowy iPhone, bo w tym, który mam, bateria trzyma dwie, trzy godziny. A w kwietniu będę musiał zapłacić cholerny podatek, ale myślę o tym już teraz, w październiku.