O Jakubie Franku z Janem Doktorem rozmawia Tomasz Diatłowicki

 

Kim był człowiek, który ogłosił Rzeczpospolitą prawdziwą Ziemią Obiecaną Żydów i w niej chciał zbudować swoje mesjańskie królestwo?

Przede wszystkim uważał siebie i był uważany przez swych stronników za Mesjasza. Za trzecie z kolei wcielenie mesjańskie po Sabataju Cwi, który w połowie XVIII w. ogłosił się Mesjaszem i Baruchja Russo, który (ponieważ urodził się dokładnie 9 miesięcy po śmierci Sabataja) został uznany za jego wcielenie. Jakub Frank to dziwna postać z pogranicza kulturowego. Sam uważał się za sefardyjczyka. Podobno matka mówiła mu: „Nie jedź do Polski, bo tam chleba białego nie ma, a ludzie są fałszywi”. Miała oczywiście na myśli Żydów aszkenazyjskich. Wprawdzie urodził się w granicach Rzeczypospolitej, ale razem z rodzicami oskarżonymi o herezję sabataistyczną mając zaledwie rok został zmuszony do ucieczki na Wołoszczyznę. Frank nie znał jidysz i w swojej obecności nie pozwalał mówić w tym języku, tylko po polsku. Tak więc to właśnie polski stał się językiem frankistów. Swoje nauki adresował głównie do polskich Żydów, którzy żyli w otoczeniu katolickim. Po ożenku pojechał do Salonik i został wtajemniczony w zastrzeżoną dla wąskiej elity doktrynę swoich poprzedników: Sabataja Cwi i Baruchji Russo. Potem miał objawienie, w którym niebiosa obdarzyły go mesjańskim posłannictwem..

Przypomnijmy, kim był Sabatai Cwi.

Sabatai Cwi ogłosił się Mesjaszem w 1648 r. Nam ta data kojarzy się z powstaniem Chmielnickiego, ale była ona datą mesjańską już w średniowieczu. Powstanie Chmielnickiego ze swoimi rzeziami i pogromami zdawało się potwierdzać przepowiednie, że oto właśnie nadszedł czas „bólów porodowych” Mesjasza. Zbawienie miały poprzedzać katastrofy i nieszczęścia. I właśnie kiedy zaczęły nadchodzić wieści o poczynaniach Chmielnickiego, Sabatai Cwi ogłosił się w Smyrnie Mesjaszem. Z jakim odzewem spotkało się wystąpienie Sabataja niech świadczy to, że król Jan Kazimierz słał specjalne uniwersały zakazujące Żydom organizowania pochodów zwolenników Sabataja Cwi wokół swoich miast. Szczególnie zaniepokojeni tym byli biskupi. Obawiali się, że może przyjść żydowski Mejasz, który dokona na nich zemsty.

Jest taki żart: „Jak rozpoznać fałszywego Mesjasza? Po tym, że przyszedł”.

Tak, dzieje judaizmu są pełne pseudomesjaszów o bardzo różnym charakterze. Byli to wojownicy, politycy, kapłani, mistycy. Sabatai Cwi był klasycznym mistykiem, który uważał, że działania mesjańskie mają duchowy charakter i że światło objawienia jest rozproszone w różnych religiach. Zostało ono jednak zniekształcone przez instytucje, religijne prawo i przywódców religijnych. W związku z tym zmiana religii ma pozytywne znaczenie, bo wyzwala ze zestarzałych skorup. Religie zawierają prawdziwe objawienie, ale kryją w sobie tylko cząstkę prawdy. Sabataizm istnieje do dzisiaj w Turcji. To są sekciarze islamscy pochodzenia żydowskiego, którzy w dalszym ciągu kultywują swoją tradycję. Mają swój autorytet duchowy i własną stronę internetową DoenmehWest.com. Ruch sabataistyczny jest wciąż żywy, więc nie można tej historii traktować jako zamkniętej.

A jaką strategię miał Jakub Frank?

Musiał odpowiedzieć dlaczego nie udało się Cwi i Russo, i co powinien zrobić on, żeby doprowadzić do przełomu mesjańskiego. Po to w grudniu 1755 r.  przyjechał do Rzeczypospolitej. Odrzucił religijne prawo, czyli halachę i tym samym zakwestionował rację istnienia rabinicznego establishmentu żydowskiego. Przyjął interpretację Tory opartą na Zoharze [komentarzu na temat mistycznych aspektów Tory – przyp. red.] i tę tylko uznał za prawdziwą. Talmudyczną, która była podstawą autorytetu rabinów, odrzucił. Frank – jak mówił – był zwolennikiem „chodu na jawie”, czyli konieczności otwartej konfrontacji z rabinami i ortodoksami, i do tego potrzebował Kościoła. Na początku pojechał do Lwowa i udał się do kurii biskupiej. Prawdopodobnie kwestia konwersji na katolicyzm stanowiła od początku element jego planu. Poszukując w Kościele sojusznika do dalszych działań, Frank uzmysłowił sobie, że bycie w podziemiu to ślepy zaułek, w którym można tylko trwać i się degenerować. Uznał, że swoją sprawę trzeba prezentować i propagować jawnie.  Aby doprowadzić do otwartej konfrontacji z rabinami, chciał dokonać prowokacji. A żeby obronić się przed ortodoksami żydowskimi, odwołał się do Kościoła.

Dochodzi do rzeczy bezprecedensowej. Żyd prosi biskupa o rozstrzygnięcie sporu z innymi Żydami, talmudystami. Dochodzi do dwóch tzw. dysput.

Sam Frank w nich nie uczestniczy. W każdym razie mamy do czynienia z dość oczywistą prowokacją w Lanckoronie nad Zbruczem. Zjeżdżają się tam, prawdopodobnie za wiedzą Kościoła, frankiści. W nocy otwierają okna i głośno śpiewają swoje heretyckie i mesjańskie pieśni. Oburzeni Żydzi oskarżają Franka u zarządcy miasteczka. Nie o herezję, bo to szlachcica nie interesuje, ale o to, że chce Żydów wyprowadzić do Turcji. Podole jest wtedy po wojnach polsko-tureckich opustoszałe i zniszczone. Żydzi pełnili tam ważną rolę w ponownym zagospodarowywaniu tych terenów. Nie ma więc w oczach szlachcica  gorszego oskarżenia niż to, że ktoś chce zabrać mu „jego” Żydów, którzy mieli zresztą w jego dobrach świetne warunki. Doszło do aresztowania Franka i pobicia. I wtedy nie wiadomo skąd włącza się do gry biskup Dembowski. Ten twierdzi, że chodzi o herezję, a sprawy dotyczące herezji, nawet żydowskiej, leżą wyłącznie w jego kompetencji. Wydaje się, że musiał być przygotowany, bo jego interwencja była bardzo szybka. Wszystkim aresztowanym został przez kurię wydany „list żelazny”, odbierający rabinom prawo jakiegokolwiek ruchu wobec frankistów. Frankiści zostają przyprowadzeni przed oblicze biskupa i mówią, że są prześladowani za swoją wiarę, która jest bliska chrześcijaństwu, i że są za odrzuceniem Talmudu. Biskup wyczuł w tym swoją szansę: chciał przy pomocy frankistów zreformować judaizm i uczynić go bliższym chrześcijaństwu.

Jak doszło do dysputy kamienieckiej i o co w niej chodziło?

Zdaje się, że wszystko było umówione od początku. Wiadomo było, że jeśli będzie rozprawa przed konsystorzem kamienieckim (czyli inkwizycją), dotycząca zajść w Lanckoronie, to będzie też dyskutowana kwestia, która wersja wiary żydowskiej, frankistowska czy talmudyczna, będzie przez władze kościelne w Rzeczypospolitej akceptowana, a która potępiona i wyrugowana. Przy użyciu autorytetu Kościoła frankiści chcieli rozprawić się z ortodoksyjnym rabinicznym judaizmem.

Dlaczego rabini w ogóle stawili się na tej dyspucie?


Nie chcieli pójść. Kilka razy odmawiali. Dopiero groźba wysokich kar pieniężnych zmusiła ich do stawienia się przed inkwizycją. Potem odmawiali odpowiedzi na niektóre pytania. Rzeczywiste kompetencje biskupa pozwalały mu roztrzygać w tym sporze.


Mimo że spór dotyczył innej religii?

Od średniowiecza w chrześcijańskiej Europie główną instytucją i autorytetem do spraw heretyków był Kościół. To inkwizycja rozstrzygała, które księgi są heretyckie. I tak na przykład pierwsze palenie ksiąg żydowskich nastąpiło w Montpellier w 1232 r. Spalono tam, zresztą z poduszczenia talmudystów, księgi Majmonidesa. Powtórzyło  się to w Kamieńcu Podolskim. Inkwizycja orzekła, że: „Talmud potępiony być musi”. Nie nakazano jego konfiskaty, bo nawet inkwizycja takich uprawnień nie miała. To biskup za własne pieniądze dokonał zakupu egzemplarza Talmudu, który uroczyście spalono.

Jakie były zarzuty wobec Talmudu?

Że jest bluźnierczy i urąga religii chrześcijańskiej. Katolicy dowiedzieli się o jego istnieniu stosunkowo późno, bo w XIII w. Jeden z apostatów żydowskich ujawnił wówczas, że istnieje „żydowska ewangelia”. Do tej pory Żydzi byli traktowani jako zatwardziali w swej odmowie przyjęcia Jezusa jako Mesjasza. Ale uważano, że wcześniej czy później dołączą do chrześcijan. I nagle okazało się, że tak jak chrześcijanie mają ewangelie, tak Żydzi mają swój Talmud. Czyli nie pozostali na starym etapie, ale poszli w inną stronę. I to było kamieniem obrazy. Talmud był przez wieki konfiskowany, cenzurowany, a ostatnie publiczne jego spalenie odbyło się w 1757 r. w Kamieńcu Podolskim. Talmud był symbolem. A frankiści, którzy pragnęli mieć po swej stronie chrześcijan,  dali im to, czego ci chcieli.

A jak należy widzieć ruch frankistowski w kontekście rodzącego się i rozwijającego się w tym samym czasie chasydyzmu?

Chasydyzm wyłonił się z tych samych nieortodoksyjnych grup żydowskich – dzisiaj byśmy nazwali je „nowymi ruchami religijnymi”- które rodziły się w obrębie żydostwa w okresie tych lat „burzy i naporu” rozpoczętych wystąpieniem Sabataja Cwi. Frankiści przechodząc na chrześcijaństwo opuścili żydostwo. Cała reszta, która tego nie zrobiła, uformowała z czasem chasydyzm o bardzo różnych odcieniach. To było to samo środowisko, z którego wyłonił się frankizm. Zresztą do połowy XIX w. chasydów oskarżano o herezję sabataistyczną i nie były to oskarżenia całkiem bezpodstawne.

Jest taka legenda o Baal Szem Towie, uważanym za twórcę chasydyzmu, że serce mu pękło na wieść o tym, że Jakub Frank przeszedł na chrześcijaństwo.

Ale w źródłach samych chasydów ta sama legenda podana jest w innej wersji. Mianowicie: Baal Szem Tow umarł, bo serce mu pękło na wieść, że rabini wypchnęli Franka poza obręb żydostwa.

W czasie drugiej dysputy w katedrze lwowskiej frankiści oświadczyli, że Talmud domaga się do celów rytualnych krwi chrześcijańskiej. Po co to zrobili, skoro podjęli decyzją o chrzcie? Oskarżenie swoich ziomków o mord rytualny to  było przecież igranie z ogniem.

Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Trzeba pamiętać, że  frankiści nigdy potem tego oskarżenia nie powtórzyli. Bardzo prawdopodobna była też chęć zemsty. W samym Rohatyniu ortodoksi zabili kilkunastu frankistów. Odbierano też frankistom żony, majątki, bito ich. Nic dziwnego, że  po śmierci biskupa Dembowskiego frankiści uciekli na Wołoszczyznę. Później, kiedy powrócili, nastroje ortodoksyjnych Żydów wobec nich były nadal nienawistne. Wiemy z zachowanych dokumentów, że rabini zwrócili się do autorytetu religijnego Jakuba Emdena z zapytaniem: czy mogą wręczyć łapówkę rezydującemu w Warszawie nuncjuszowi papieskiemu, by zmusił heretyków do chrztu, czyli opuszczenia wspólnoty żydowskiej, do czego większość z nich bynajmniej się nie paliła. Jakub Emden powiedział, że w tak ważnej sprawie mogą. I 4 tysiące dukatów trafiło do nuncjusza. Później miało to konsekwencje, bo Jakub Emden opublikował informacje o tym w książce i wyszło na jaw, że rabini korumpowali nuncjusza papieskiego.

Kolejnym kamieniem obrazy dla Żydów ortodoksyjnych były urządzane przez frankistów orgie. Czemu służyły?

Oni nie uważali ich za grzech. Traktowali prawo religijne i ortodoksyjne instytucje za narzędzie sił demonicznych, które chcą powstrzymać zbawienie. A orgie służyły wyzwalaniu się z okowów sił demonicznych. Nie robiono tego dla przyjemności. To nie była wolna miłość. Sypiano z tym, kogo wskazał Mesjasz. Chodziło o złamanie wszystkich zakazów seksualnych zawartych w Torze, czyli kazirodztwa, homoseksualizmu itd. Wiemy o tym wszystkim dość dokładnie z ich pism. Nie mieli czego ukrywać, bo traktowali te praktyki pozytywnie.

Sam Jakub Frank trafił do aresztu na Jasnej Górze. Na 13 lat!

Wiele wskazuje  na to, że to nie był areszt tylko azyl. Frank miał tam swoje mieszkanie i własnego kucharza. Słusznie obawiał się o swoje życie. Jego wrogowie próbowali go nawet tam otruć podając mu truciznę w komunii świętej. Ważne jest to, że uczestniczył w kulcie Matki Boskiej i wciągnął go do swojej doktryny, która w końcu stała się mesjanizmem maryjnym, takim bardzo efektownym stopem polskiego katolicyzmu z sekciarskimi tradycjami żydowskimi.

Profesor Janusz Tazbir zwrócił uwagę, że w dawnej Rzeczypospolitej procesy asymilacyjne objęły różne narodowości: Niemców, Rusinów, Ormian, Litwinów, a nawet szlachtę tatarską. Natomiast Żydzi – poza jednostkowymi przypadkami – pozostali na pokusy asymilacji odporni. I dopiero w drugiej połowie XVIII w. frankiści zapoczątkowali asymilację części żydostwa.

Ale to nie byli już Żydzi. Organizacja społeczna była organizacją religijną. Nie było ważne kto jest Rusinem, a kto Tatarem, tylko jaką religię wyznaje. Frankiści poprzez chrzest zerwali z żydostwem, poza wyjątkami nie utrzymywali z nim kontaktów. Stali się polskimi patriotami, którzy zachowali swoją tożsamość żydowską i heretycką. Kiedy czyta się ich pisma, to widać, że stworzyli własną wiarę frankistowską, w której są elementy i chrześcijańskie, i  żydowskie. Kiedy wydawałem rękopisy frankistowskie, to widziałem na marginesach adnotacje pochodzące z lat 20. i 30. XIX w. Były one studiowane i traktowane poważnie przez kolejne pokolenia frankistów. Jednocześnie ci ludzie, którzy je studiowali, brali udział w kolejnych powstaniach, bywali oficerami. Na przykład gen. Franciszek Wołowski był posłem na Sejm i w 1931 r. z trybuny sejmowej chwalił się swoimi przodkami autorytetami rabinackimi. Trzeba wiedzieć, że oni nie chcieli wypierać się swojej tożsamości np. nowe nazwiska przyjmowali od nazwisk żydowskich (Szor to po hebrajsku wół, stąd Wołowski). Chcieli wyraźnie zaznaczyć, że nie zrywają z heretycką przeszłością i są z niej dumni. Bywało też często, że szlachta polska nawet znakomite rody, dawały neofitom swoje nazwiska. Frankiści cieszyli się bardzo dużym uznaniem. Robili kariery oficerskie, wielu było lekarzami, adwokatami, literatami. Szybko znaleźli się w gronie inteligencji polskiej.

 

JAN DOKTÓR, historyk, pracownik naukowy Żydowskiego Instytutu Historycznego, specjalista w dziedzinie mistycyzmu i ruchów mesjańskich w judaizmie, autor książek o Jakubie Franku.