Francisco Pizarro – drugi najsłynniejszy obok Corteza hiszpański konkwistador, zdobywca ziemi Inków, czyli górzystego terytorium, na którym leży dziś Peru – był człowiekiem chciwym. Domagał się od podbijanych ludów złota, złota i jeszcze raz złota. Nie mógł się temu nadziwić król Inków Atahualpa: „Czy wy ten metal zjadacie?” – pytał, widząc dziką żądzę w oczach Hiszpanów, wywołaną samym dźwiękiem słowa oznaczającego żółty kruszec. Hiszpanie złota nie jedli, ale gotowi byli dla niego nawet umrzeć z głodu. Długo nie mogli się przekonać do małych bulw zwanych przez Inków patata, dziko rosnących na kukurydzianych polach. Jedne patata kwitły krwiście czerwono, drugie miały kwiaty białe. Te pierwsze były dość gorzkie i nie zachęcały do jedzenia; te drugie – upieczone w żarze ogniska – tłumiły uczucie głodu, a nawet po pewnym czasie, gdy Hiszpanie już przywykli do ich smaku, dawały uczucie przyjemnego nasycenia.

Pod koniec XVI wieku patata – jak i wiele innych produktów zza oceanu – trafiły do Hiszpanii. Nie wzbudziły jednak zachwytu ani na dworze królewskim, ani w domach szlachty, ani mieszczan. Pierwszy transport bulw kupiono dla szpitala nędzarzy w Sewilli. I na tym koniec.

We Włoszech początkowo mylono je z truflami, stąd nazwa – „tartufel”. Niemcy zaś tę nazwę – jak to oni mają w zwyczaju – jeszcze zniemczyli i tak powstała dzisiejsza nazwa inkaskiej bulwy: „kartofel”. Kartoflami Niemcy karmili swoich ubogich w przytułkach oraz więźniów. Niewiele lat po tym, jak patata trafiły do Hiszpanii, znalazły się owe bulwy i w Anglii. Korsarz i łupieżca Francis Drake wraz ze swym równie krwawym kompanem Johnem Hawkinsem opanowywali morza i oceany, rugując z nich Hiszpanów. Podbijali i kolonizowali wyspy leżące w pobliżu kontynentu amerykańskiego, a także i samą Amerykę Północną. Z jednej z wypraw Hawkins przywiózł kartofle do Irlandii. W tym biednym kraju, co i rusz wstrząsanym kataklizmem głodu, kartofle szybko się przyjęły i niejeden Irlandczyk zawdzięcza im życie.

Najwyższa pora, by zajrzeć do garnków Francuzom. Niestety i oni opierali się ekspansji kartofli. Uważano je za rzecz szkodliwą, wywołującą gorączkę i inne choroby. Francuscy chłopi bali się rośliny, która owocowała pod ziemią i przez to kojarzyła się z czartowskim nasieniem.

Dopiero pomysł, który zrodził się w głowie aptekarza i agronoma Antoine’a Augustina Parmentiera, przyniósł sukces. Parmentier pracował jako pomocnik aptekarza, gdy jako 20- -latek znalazł się na froncie wojny siedmioletniej. Tak się nieszczęśliwie dla młodzika zdarzyło, że trafił do niewoli. Siedząc w niemieckim więzieniu, w fatalnych warunkach i często o głodzie, przeżył dzięki kartoflom.

Po powrocie do Francji Parmentier stał się gorącym propagatorem tej odrzucanej przez większość egzotycznej rośliny. Gdy został aptekarzem w przytułku dla inwalidów wojennych w Paryżu, słynnym Hôtel des Invalides, postarał się o to, by podstawą wyżywienia stały się kartofle. Ukoronowaniem działalności aptekarza było uczestnictwo w przyjęciu w Wersalu, na którym mógł on, tak jak i inni goście, wręczyć królowi Ludwikowi prezent. Parmentier przyniósł bukiet kwiatów swojej ukochanej rośliny. Król Ludwik XVI, słysząc wcześniej o pasji farmaceuty, przyjął bukiet z podziękowaniem. Jeden kwiat przypiął do sukni królowej Marii Antoniny, a drugi umocował w swojej butonierce. Resztę rozdano co ważniejszym zgromadzonym.

Dzięki królewskiej protekcji Antoine Augustin Parmentier otrzymał spory kawał ziemi, obsadził go kartoflami i... pilnie strzegł. W dzień plantacji kartofli pilnowali uzbrojeni strażnicy, wzbudzając wielkie zaciekawienie chłopów. W nocy straży nie było, pojawiali się natomiast chętni do podkradania sadzonek, co sprawiało ukrytą radość właścicielowi uprawy. Tak kartofle zawędrowały na francuskie pola, a później stoły.

Do nas kartofle trafiły dzięki królowi Janowi III Sobieskiemu. Przywiózł je po wiedeńskiej wyprawie. Ale nie był to łup zdobyty na Turkach jak kawa. Jabłka ziemne – jak je opisał Jędrzej Kitowicz w swej księdze „Opis obyczajów za panowania Augusta III” – dostał polski król od cesarza Leopolda I. Ten hodował przywiezione z Francji kartofle w swych wiedeńskich ogrodach.

W Polsce prawdziwą karierę zrobiły kartofle dopiero za panowania okrutnej carycy Katarzyny II. Ta bystra znawczyni słowiańskiej duszy powtórzyła chwyt Parmentiera. Nakazała pilnować pól obsadzonych kartoflami uzbrojonym sołdatom. Tyle tylko, że nie mieli oni amunicji i otrzymali rozkaz, aby przymykać oczy na kradzieże. Nocami więc nadwiślańscy chłopi wykopywali to, co w biały dzień sami sadzili na strzeżonych polach, i przenosili sadzeniaki na własne grządki. Chęć oszwabienia monarchini doprowadziła do tego, że dziś Polska jest po Chinach i Rosji trzecią w świecie potęgą kartoflaną.

Piotr Adamczewski

Dziennikarz, krytyk kulinarny. Autor książek kucharskich z ambicjami literackimi: „Wielki świat od kuchni”, „Smakosz wędrowny” czy „Krwawa historia smaku”. Zwiedził niemal cały świat, wszędzie zaglądając do kuchni. Skończył kurs sommelierów w Bordeaux. Od 17 lat prowadzi w „Polityce” rubrykę „Za stołem”. Z żoną Barbarą tworzy witrynę dla smakoszy: www.adamczewscy.pl