Skąd wzięła się ta nagła fascynacja szerokimi szortami do kolan, klapkami, wysłużonymi t-shirtami i włosami rozjaśnionymi słońcem oraz morską solą?
Z wybiegów mody luksusowej na ulice miast
Surferska estetyka to nie tylko domena mediów społecznościowych, w tym sezonie z impetem wdarła się na pokazy największych domów mody. Miu Miu zaprezentowało satynowe szorty kąpielowe, u Driesa Van Notena pojawiły się ich połyskujące, ozdobne wersje, a marki takie jak Balenciaga, Bottega Veneta czy Chloé masowo promowały na wybiegach tradycyjne klapki.

Zwieńczeniem tej tendencji był pokaz męskiej kolekcji Louis Vuitton w Paryżu. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych domów mody luksusowej wybudował w centrum stolicy Francji sztuczną falę o wysokości ośmiu metrów, która stanowiła tło dla osób modelujących, które wcale nie przybyły prezentować pianek, lecz pięknie skrojoną odzież, czasem szorty, luźne koszule, a nawet deski surfingowe. Wszystko w ramach wyjątkowego spektaklu Pharella Williamsa i sygnowane kultowym logo Louis Vuitton.

Trend natychmiast przechwyciły popularne sieciówki oraz rynek wtórny. Uniqlo ogłosiło, że najlepiej sprzedającym się modelem spodenek tego lata są właśnie długie szorty w stylu surfera, a w brytyjskim Asosie natychmiast pojawiła się w ofercie niebieska czapka z wyhaftowanym napisem instruktor surfingu. Dane z platform odzieżowych również kreują obraz, który nie pozostawia złudzeń; na Vinted wyszukiwania szortów surfingowych wzrosły o 132% w porównaniu z ubiegłym rokiem, a na eBayu fraza “szorty Quiksilver” odnotowała skok o 338%, zaś “klapki O’Neill” aż o 686%.
Świat zwariował na punkcie surferów. Co na to sami surferzy?
Dziennikarka Morwenna Ferrier z the Guardian, udała się do Newquay w Kornwalii – brytyjskiej stolicy surfingu – aby sprawdzić, jak na ten modowy szał reagują prawdziwi surferzy. W miejscu, gdzie kultura surfingu od dziesięcioleci kształtuje codzienność, zdobycie odpowiedniego wyglądu jest niezwykle proste w lokalnym sklepie charytatywnym, z produktami z drugiej ręki można kupić używaną deskę za 50 funtów i szorty za mniej niż pięć.
Jednak jak w przypadku każdego viralowego trendu kulturowego, istnieje ryzyko otarcia się o śmieszność i przebieranki. Prawdziwi surferzy z Newquay podchodzą do tej mody z mieszanką rozbawienia i dystansu.
Ludziom się wydaje, że muszą się ubierać w określony sposób, aby zostać zaakceptowanym – zauważa Delphine Gwilliam-O’Connor, 28-letnia artystka i surferka. – Surferom nie przeszkadza to, że ktoś kopiuje ich wygląd. Chodzi raczej o sztuczną postawę, którą niektórzy próbują do tego dokleić. Sama surfuję, ale nie ubieram się jak typowa “surferk”. Po prostu noszę wygodne ubrania.
Ben “Skindog” Skinner, wybitny brytyjski surfer i rzemieślnik produkujący deski, zwraca uwagę na pewną ironię, w końcu w Wielkiej Brytanii warunki rzadko pozwalają na pływanie w samych szortach. To nie jest wyspa znana z palm i upałów (a przynajmniej nie była) i surfować rzeczywiście się da, lecz żeby było ciepło, to najczęściej i tak trzeba się ubierać w pianki – zupełnie jak nad Bałtykiem, jeżeli już się ktoś zdecyduje. Rzeczywistość surfingu bywa daleka od urokliwych kadrów z Instagrama, bo to przede wszystkim ciężka praca, wciskanie się w zimną, mokrą od piasku piankę i zmaganie z żywiołem.
Nostalgia lat 90. i 2000. Skądś już znamy taki szał
Każdy kto się wychowywał na przełomie lat 90. i 2000 może mieć teraz deja vu. Sport z deską, luźny ubiór, chęć bycia osobą, której wydaje się nie dotyczyć wyścig szczurów. To wszystko już miało miejsce, ale wtedy w centrum uwagi był ubiór “na skate’a”. Dzisiaj już raczej znormalizowany styl, wchłonięty przez wszystkie marki, który się ujawnia to tu, to tam.

Popularność estetyki surferskiej wynika również z głębszej potrzeby społecznej. W świecie zdominowanym przez technologię, powiadomienia i pracę przed ekranem komputera, styl związany z przebywaniem na świeżym powietrzu, wiatrem i oceanem symbolizuje wolność oraz bezstroskę. Kupując surferskie ubrania, konsumenci nie kupują jedynie dyscypliny sportowej, lecz też mają nadzieję zasmakować trochę wyidealizowanej fantazji, część myśli, że kupują marzenie o spokojniejszym i bardziej autentycznym stylu życia.

Jednakże stylu życia nie tak się tak po prostu kupić, wręcz właśnie kupowanie u dużych marek jest wbrew logice i nie uwzględnia najważniejszego, czyli po prostu tego, żeby się trzymać co w duszy gra. Lokalna społeczność w Newquay nie ma żalu do wielkich projektantów. Większość prawdziwych surferów i tak ubiera się w rzeczy z drugiej ręki (np. z Vinted) lub znoszone t-shirty, starając się unikać kupowania propozycji wielkich domów. Kultura surfingowa wciąż zachowała swojego punkrockowego ducha i autentyczność, której po prostu nie da się podrobić.
Źródło: theguardian
