Czy rzeczywiście  tak jest? W „Social Psychological and Personality Science” ukazał się niedawno artykuł, w którym grupa niemieckich i amerykańskich psychologów twierdzi, że niefortunnie nadane imiona nie ułatwiają ich posiadaczom relacji międzyludzkich. Jako źródło danych naukowcy wykorzystali popularny serwis randkowy, w którym wyszukali użytkowników noszących imiona postrzegane w Niemczech pozytywnie i użytkowników o imionach budzących negatywne skojarzenia. Wśród tych drugich znalazło się sporo imion zapożyczonych z kultury anglo-amerykańskiej, takich jak Kevin czy Angelina, które w powszechnym mniemaniu nadawane są w rodzinach o niskim statusie społecznym. O tym, jak silne są stereotypy, wiedzą nie tylko psychologowie, a ich spostrzeżenia wynikłe z analizy serwisu randkowego tylko to potwierdziły – profile osób noszących negatywnie postrzegane imiona okazały się znacznie rzadziej odwiedzane od profili osób o imionach, które kojarzą się z osobami dobrze sytuowanymi i wykształconymi. Alexandrowi łatwiej więc znaleźć dziewczynę, Kevin może zostać sam w domu na zawsze. Imiona wzięli niedawno na warsztat także naukowcy z University of Melbourne i New York University Stern School of Business, którzy jednak troszkę inaczej na nie spojrzeli, bo nie przez pryzmat społeczny, lecz brzmienia. W „Journal of Experimental Social Psychology” przekonują, że ten, kto ma łatwe do wymówienia imię, szybciej znajdzie pracę i zrobi karierę, a jako polityk ma większe szanse w wyborach. Oczywiście rodzice powinni dwa razy się zastanowić przed nadaniem dziecku imienia, lecz bez obaw, nawet z niefortunnie wybranym imieniem można sobie w życiu poradzić. Na pocieszenie autorzy słynnej książki „Freakonomia. Świat od podszewki” przytaczają historię braci z Nowego Jorku – Winnera i Losera Lane'ów. Winner (Zwycięzca) skończył jako złodziej, natomiast Loser (Przegrany) ma się dobrze i zrobił karierę w policji.