Z jednej strony brzmi to jak totalny gadżetyzm dla ludzi, którzy nie potrafią rozstać się z Netfliksem nawet podczas mycia zębów. Z drugiej – wizja posiadania dużego, mobilnego ekranu, który bez kabli jeździ za mną po całym domu, ma w sobie coś z radosnej, futurystycznej wygody i już podczas pisania znalazłam dla niego kilka potencjalnych zastosowań.
Ekran, który idzie za tobą do kuchni
Dopisek Max w nazwie nie jest tylko dla dekoracji, a zmiana jest widoczna gołym okiem. Koreańczycy porzucili dotychczasowe 27 cali na rzecz pełnoprawnego, 32-calowego dotykowego panelu 4K (60 Hz) i to nie byle jakiego, bo na pokładzie zamontowano procesor Alpha 8 AI Gen3, który na bieżąco optymalizuje obraz i dźwięk, dopasowując jasność matrycy do oświetlenia w pokoju. Mamy tu też pełne wsparcie dla Dolby Vision i Dolby Atmos, co przy bocznych głośnikach z technologią AI Sound Pro ma zapewniać całkiem sensowną przestrzeń dźwiękową.
Największy urok StanbyME 2 Max tkwi jednak w jego konstrukcji. Ekran można w prosty sposób odpiąć od wysokiego, jeżdżącego stojaka podłogowego i postawić bezpośrednio na stole czy blacie kuchennym, korzystając z dedykowanej, montowanej jednym kliknięciem nóżki. Pilot? Ma magnetyczny zatrzask, więc przyczepia się go bezpośrednio do obudowy – idealne dla tych, którzy wiecznie szukają go między poduszkami na kanapie.

Urządzenie działa pod kontrolą dobrze znanego systemu webOS, co oznacza dostęp do wszystkich liczących się aplikacji streamingowych. LG dorzuciło też platformę LG Gallery+ z bazą ponad 5000 dzieł sztuki, funkcję rysowania Let’s Draw, wbudowane gry planszowe (od szachów po chińczyka) oraz tryb Mood Maker, który zmienia telewizor w designerski zegarek, stację pogodową czy cyfrową ramkę na zdjęcia. Całość dopełnia wbudowana bateria pozwalająca na 4,5 godziny bezprzewodowej pracy (wzrost o półtorej godziny w porównaniu do starszych wersji), a do jej ładowania wystarczy zwykły kabel USB-C lub powerbank.
Wszystko po to, by patrząc na opis człowiek faktycznie widział w tym potencjał. Bo sam jeżdżący telewizor brzmi fajnie, ale zapewne po paru dniach i tak zatrzymałby się w jednym miejscu, bo nie chciałoby nam się już go przesuwać. Tutaj LG dodało znacznie więcej. StanbyME 2 Max może być centrum codziennych interakcji – być wielką „kartką” dla dzieci, planszą do chińczyka albo ozdobą ściany.
Imponujący gadżet czy absurdalnie drogi luksus?
Nikogo raczej nie zdziwi fakt, że cena nie należy do niskich, choć szczerze mówiąc, spodziewałam się wyższej. LG wyceniło model StanbyME 2 Max na 1299 dolarów, co w prostym przeliczeniu daje niemal 5000 złotych (a doliczając nasze podatki, w Polsce ta kwota na pewno wzrośnie).
Tu pojawia się moje klasyczne „ale”. Za 5000 złotych bez problemu kupicie dziś potężny, 65-calowy telewizor OLED o niebo lepszej jakości obrazu albo topowego iPada Pro, który pod względem mobilności bije ten jeżdżący mebel na głowę. Jasne, na tablecie nie obejrzycie filmu w kuchni tak wygodnie jak na 32-calowym panelu, ale czy ta jedna wygoda jest warta wydania małej fortuny?

Niezależnie od tego, czy uważacie ten pomysł za genialny, czy za szczyt lenistwa, jedno trzeba LG oddać – uparcie i konsekwentnie redefiniują to, jak korzystamy z domowych multimediów. Era impulsywnego kupowania sprzętów RTV powoli hamuje, szukamy urządzeń wielofunkcyjnych, które wtopią się w nasze wnętrza i dopasują do dynamicznego dnia. StanbyME 2 Max robi to idealnie. Nawet jeśli przez większość czasu będzie służył po prostu jako bardzo drogi, cyfrowy pomocnik do wyświetlania przepisów na naleśniki w kuchni.
Pozostaje jednak pytanie, czy LG StanbyME 2 Max trafi do Polski? Oficjalne zapowiedzi mówią o stopniowym wdrażaniu na kolejne rynki. Biorąc pod uwagę, że poprzednie generacje bez problemu dało się kupić w naszych elektromarketach, nowa, 32-calowa wersja zapewne też u nas wyląduje.
