Z tego, co pan mówi, wynika, że „Komu bije dzwon” jest w pewnym stopniu historią pana przeżyć?– No, tak mówią ludzie! Wszyscy mówią. I prawdopodobnie on miał mówić nawet brygadzie u nas... Skąd on wziął tego Jordana? Ja tego słowa to nigdy nie usłyszałem od niego – wyznał w 1969 roku w jednym z radiowych wywiadów Antoni Chrost, uczestnik wojny domowej w Hiszpanii, uwiecznionej na kartach powieści wielkiego amerykańskiego pisarza.

POD SKRZYDŁAMI MAŁEGO STALINA

Antoni Chrost rodzi się w 1910 r. w rodzinie robotniczej w Wielkopolsce, w ówczesnym zaborze pruskim. Jest 11 lat młodszy od Ernesta Hemingwaya. W 1921 r. wraz z rodzicami emigruje do Francji. Pracuje zawodowo jako elektromonter, później jako górnik. W atmosferze wielkiego kryzysu, biedy i strachu przed bezrobociem daje się przekonać agitatorom mówiącym, że kapitalizm się przeżył.

Chrost najpierw działa w młodzieżówce komunistycznej, a do Francuskiej Partii Komunistycznej wstępuje w 1933 roku. Jest to bodaj najbardziej ortodoksyjna ze wszystkich partii komunistycznych w Europie Zachodniej. Od stalinizmu odejdzie dopiero w latach 70. Ówczesnym pierwszym sekretarzem jest ograniczony doktryner Maurice Thorez. Równie dogmatycznym komunistą okazuje się André Marty, niegdyś palacz w kotłowni na okręcie floty śródziemnomorskiej. Przypomina małego Stalina: podejrzliwy, mściwy, nie-ufny. Później odegra dużą rolę w formowaniu Brygad Międzynarodowych w Hiszpanii, ale też zostawi w tym kraju swój krwawy ślad. W „Komu bije dzwon” Marty zostanie sportretowany przez Hemingwaya jako złowieszczy Komisarz Massard.

We wczesnych latach 30. Hiszpanią targają ogromne spory ideologiczne. Demokracja nie zdążyła się zakorzenić, lewica i prawica wzajemnie się nienawidzą. Na to wszystko nakładają się podziały między zwolennikami centralizmu i autonomistami z Katalonii oraz Kraju Basków. W lutym 1936 roku wybory wygrywa Front Ludowy: socjaliści, komuniści, republikanie. Prawica wzywa do obywatelskiego nieposłuszeństwa, przepowiada kolejną rewolucję bolszewicką. W atmosferze paniki kapitał zagraniczny odpływa z Hiszpanii. Część struktur państwa ulega załamaniu, obydwie strony rozpętują terror uliczny wobec przeciwników.

17 lipca radiostacja Ceuta w hiszpańskim Maroku nadaje sygnał: „Nad całą Hiszpanią niebo jest bezchmurne”. To zakodowany sygnał do puczu. Wojsko wychodzi na ulice i wsparte bojówkami faszystowskimi próbuje przejąć władzę. Jednak bunt armii natrafia na zorganizowany opór milicji robotniczych. Po 48 godzinach wahania rząd republikański wydaje wreszcie zgodę na wydanie broni milicjom republikańskim.

Puczystów natychmiast wspierają hitlerowskie Niemcy i faszystowskie Włochy. Tymczasem kraje demokracji zachodnich – wbrew nadziejom – nie udzielają pomocy republice. Czy przesądziły o tym brutalne ekscesy jej zwolenników? Czy polityka nieinterwencji była zwykłą głupotą? Premier Francji Léon Blum (socjalista) powie później, że nieudzielenie pomocy Hiszpanii to największy błąd jego życia.

Ruszają natomiast ochotnicy. Intelektu-aliści krajów zachodnich, entuzjaści rewolucji, trochę robotników, trochę awanturników i rozrabiaków. Ilu ludzi, tyle przypadków. Wśród nich przyjeżdża także Ernest Hemingway, 37-letni pisarz, który zyskał już popularność na zachodniej półkuli, nie tylko w swoim kraju. Po upadku republiki napisze bestsellerową powieść „Komu bije dzwon”, osnutą wokół akcji wysadzenia mostu podczas operacji zaczepnej republikanów w prowincji Segovia.

Główny bohater powieści, znany pod pseudonimem Robert Jordan, jest amerykańskim intelektualistą, pracownikiem uniwersyteckim, autorem pracy naukowej o Hiszpanii. Jednocześnie ma duszę awanturnika, idealisty i romantyka. Wiadomo, że Hemingway tworząc tę postać inspirował się częściowo samym sobą, częściowo zaś Robertem Merrimanem, dowódcą Batalionu Lincolna XV Brygady Międzynarodowej. Jednak ani Hemingway, ani Merriman nie mieli doświadczenia w dziedzinie akcji dywersyjnych prowadzonych na tyłach przeciwnika. Do tego konieczne było uzyskanie wiedzy z pierwszej ręki.

W „GRUPIE 36”

- I on (Hemingway) mnie pyta, czy ja nigdy nie czytałem książek. Ja mówię nie. Nowele francuskie, różne takie, to tak. No to pyta: „Co będziecie robić?”– Pociąg wysadzać – odpowiadam – wspominał po latach Chrost w wywiadzie radiowym.  

Chrost przyjeżdża do Hiszpanii jako jeden z pierwszych Polaków. Znajdzie się w grupie 36 polskich ochotników tworzących oddział im. Jarosława Dąbrowskiego. Ruch jest (na razie) całkiem spontaniczny i oddolny. Składa się bez wyjątku z obywateli francuskich, w większości narodowości polskiej. Do historii przejdą jako „Grupa 36”. Najdramatyczniejszą dla Europy dekadę 1936–1945 przeżyje sześciu z nich.