Aluminiowa legenda wraca w nowej odsłonie. Przecieki pokazują, czego brakowało przez lata

W rowerowym świecie są przecieki, które żyją jeden dzień, i takie, które natychmiast odpalają wyobraźnię. Właśnie tak wygląda sytuacja z domniemanym następcą kultowej szosowej aluminiowej ramy, w sieci pojawiły się obrazy oraz dane sugerujące, że nowa generacja jest już na ostatniej prostej.
...
Cannondale LAB71 SuperX

To ważne nie tylko dla fanów jednej serii. Jeśli ten projekt okaże się prawdziwy, może być sygnałem, że segment ambitnych szosówek z aluminium przestaje być traktowany jak przystanek w drodze do karbonu i znów zaczyna być pełnoprawnym wyborem dla osób, które chcą jeździć szybko, ale też praktycznie.

Co zdradzają obrazy: sylwetka, której brakowało

Najmocniejszy komunikat jest czysto wizualny: powrót do klasycznej linii, bez charakterystycznie opuszczonych tylnych widełek i z bardziej tradycyjną, poziomą górną rurą. To nie jest kosmetyka, taka sylwetka dla wielu osób była częścią tożsamości dawnych wyścigowych aluminiaków i po prostu budzi emocje.

W przeciekach przewija się też wątek pełnego wewnętrznego prowadzenia przewodów oraz kokpitu zintegrowanego stylistycznie z karbonowymi konstrukcjami tej samej marki. Innymi słowy: klasyczny wygląd ramy, ale bez wrażenia, że ktoś zatrzymał się technologicznie pięć lat temu.

Warto jednak uczciwie rozdzielić materiał: część obrazów wygląda jak render, z detalami, które mogą sugerować sztuczne generowanie, ale pojawia się także fotografia studyjna tańszej konfiguracji, która sprawia wrażenie znacznie bardziej wiarygodnej.

Powrót do pragmatyzmu: gwint, okrągła sztyca i standardy, które da się lubić

Jeśli w przeciekach jest coś naprawdę znaczącego dla zwykłego użytkownika, to lista decyzji, które brzmią jak ukłon w stronę serwisu i długowieczności. Mowa m.in. o klasycznym gwintowanym suporcie w standardzie BSA oraz okrągłej sztycy (prawdopodobnie 27,2 mm) z tradycyjnym zaciskiem. To są detale, które w praktyce oznaczają mniej nerwów w warsztacie i łatwiejsze dopasowanie części po latach.

Do tego dochodzi tylne mocowanie typu UDH, czyli standard, który otwiera drzwi do nowszych przerzutek montowanych bezpośrednio i ułatwia życie po przypadkowym kontakcie haka z asfaltem. W segmencie rowerów, które często trafiają na treningi, do dojazdów i na kryteria, taka kompatybilność jest naprawdę logiczna.

Ciekawostką jest też deklarowany prześwit pod opony do 32 mm. To już nie jest nisza ani fanaberia: współczesna szosa coraz częściej idzie w kierunku szerszej gumy, bo to realnie poprawia komfort i trzymanie w zakrętach, bez dramatycznej straty szybkości na normalnych nawierzchniach.

Rower Cannondale Scalpel /Fot. Cannondale

Wersje i ceny: aluminium wraca, ale tanio nie będzie

Z tego, co krąży w sieci, podstawowa wersja ma być oparta o mechaniczne Shimano 105 i startować w okolicach 2499 dolarów. Wyżej ma pojawić się konfiguracja na SRAM Rival AXS w pobliżu 3999 dolarów, a na szczycie – limitowana wersja z 1x i SRAM Force AXS (wspominane jest też 13-biegowe XPLR) nawet około 7499 dolarów. Mówi się również o możliwości kupna samego framesetu.

Jeśli te widełki cenowe się potwierdzą, to mówimy o trzech bardzo wyraźnych poziomach: bazowa konfiguracja z mechanicznym Shimano 105 ma startować od ok. 2499 USD, czyli w przeliczeniu około 9 040 zł; wersja na SRAM Rival AXS krąży w okolicach 3999 USD, czyli około 14 470 zł; a topowa, limitowana odmiana (w przeciekach przewija się układ 1x i wyżej pozycjonowany napęd SRAM) ma dobijać do 7499 USD, co daje około 27 130 zł.

Kiedy premiera i jak blisko jest produkcji?

W dyskusjach przewija się termin premiery w marcu 2026. Sam fakt, że w obiegu jest fotografia studyjna gotowego roweru w konkretnej konfiguracji, sugeruje, że projekt jest bardziej dopięty niż typowe plotki o prototypach. Jednocześnie pojawia się drobny znak zapytania: na jednym z obrazów widać naklejkę homologacyjną UCI, ale w najnowszym publicznie dostępnym wykazie homologacji z 12 grudnia 2025 model nie figuruje. To nie przekreśla premiery (listy aktualizują się cyklicznie), ale przypomina, że do oficjalnego komunikatu trzeba zachować chłodną głowę.

Najciekawsze jest to, że ten przeciek dotyka bardzo konkretnej tęsknoty rynku: za rowerem, który jest szybki, ale nie wymaga doktoratu z integracji kabli, i za ramą, którą da się serwisować bez loterii standardów. Gwintowany suport, okrągła sztyca, sensowny prześwit na opony – to brzmi jak rower do realnej jazdy, nie do oglądania w konfiguratorze.

Jeśli marka rzeczywiście pójdzie w stronę klasycznej sylwetki, to może się okazać, że największą przewagą będzie coś zupełnie niemierzalnego: charakter. Aluminiowe szosy z tej rodziny przez lata budowały reputację narzędzi, które prowadzą się ostro, reagują natychmiast i zachęcają do depnięcia, nawet jeśli tego dnia miało być spokojnie.

Pozostaje tylko jedno ryzyko: cena. Aluminium ma sens wtedy, gdy oprócz emocji daje też argument ekonomiczny albo użytkowy. Jeśli widełki cenowe w górnych wersjach rzeczywiście dobiją do poziomów, gdzie zaczyna się bardzo mocny karbon, to walka będzie już nie o serca, tylko o kalkulatory. Z drugiej strony – może właśnie o to chodzi: zrobić aluminiaka, który nie udaje budżetówki, tylko jest świadomym wyborem.