Mnie to nie przeszkadza… – odpowiedział kanclerz Konrad Adenauer, gdy doniesiono mu, że jeden z jego najbliższych współpracowników, minister spraw zagranicznych Heinrich von Brentano, jest homoseksualistą – …dopóki nie dobiera się do mnie i nie robi tego publicznie – z typowym dla siebie sarkazmem zamknął temat.

Podobna postawa obowiązywała powszechnie w świecie wielkiej polityki. Homo- i biseksualiści pojawiali się w nim zawsze, ale niepisana umowa kazała otaczać ich życie intymne dyskrecją. Nie sposób określić, ilu ich było, bo piętnowani przez religie i karani przez państwo ukrywali swoje skłonności. Dopiero w ostatnich latach tabu zaczęło się kruszyć. Doszło do sytuacji paradoksalnej, gdyż więcej jest polityków, którzy dokonują tzw. comming outu (ujawnienia odmiennej orientacji), niż naukowców, którzy mają odwagę analizować to zjawisko. W efekcie opinia publiczna wciąż skazana jest na pogłoski i domysły.

Niemiecki tygodnik „Stern” zamieścił przed kilku laty tekst pod tytułem „Tajny klub parlamentarny”. Autorzy pisali: „We władzach miast i landów są dziesiątki polityków, tak kobiet, jak mężczyzn o skłonnościach homoseksualnych. W Bundestagu zasiada ich co najmniej dwudziestu”. Wybuchło zamieszanie, żaden socjolog czy seksuolog nie ustosunkował się do tych rewelacji, posłowie – z wyjątkiem deputowanego Partii Zielonych Volkera Becka – skwapliwie zaprzeczyli. Kto chciał, mógł więc do woli fantazjować o „tajnym klubie” czy potężnym lobby gejowskim.

Klaus Wowereit

Kandydując na burmistrza Berlina – powiedział: „jestem gejem i dobrze mi  z tym”. Wyborcy docenili szczerość i chociaż jego konkurent z partii chadeckiej wszędzie pokazywał się w towarzystwie żony, Wowereit w 2001 r. wygrał wybory. Rządzi Berlinem do dziś. Na zdjęciu po lewej burmistrza całuje anonimowy uczestnik parady gejowskiej w Zurychu (nazywanej tam Dniem Christopher Street, na pamiątkę zamieszek przy ulicy Christopher Street w Nowym Jorku w 1969 r.).


Pionierską próbę naukowej weryfikacji jego rzeczywistej siły podjął prof. Andrew Reynolds, politolog z Uniwersytetu Północnej Karoliny. W badaniach obejmujących lata 2000–2006 skupił się na parlamentarzystach i członkach rządów kilkudziesięciu państw na wszystkich kontynentach. Jak zaznacza w podsumowującym te badania raporcie, wyniki są oparte na osobistych deklaracjach ankietowanych, którzy mogli, ale nie musieli udzielać prawdziwych odpowiedzi.

HOMO-POSŁOWIE


Aż 72 proc. polityków, którzy przyznali się do skłonności homoseksualnych, przypadło na Europę Zachodnią. Nie oznacza to, że właśnie w tym regionie świata geje i lesbijki są wyjątkowo licznie reprezentowani w elitach władzy. Jest to raczej efekt otwartości i tolerancji tamtejszych społeczeństw, co zmniejsza obawy przed skutkami ujawnienia swej odmienności. W Holandii przyznało się do niej 5,3 proc. posłów, w Norwegii, Nowej Zelandii i Szwecji – ok. 3 proc.

Zdaniem prof. Reynoldsa te wyniki można uznać za najbardziej wiarygodne, gdyż politycy w wymienionych krajach nie mają powodów do mówienia nieprawdy. Inne sondaże wykazują bowiem, że dla większości wyborców (70–90 proc.) orientacja seksualna kandydatów do urzędów publicznych nie ma tam znaczenia.

Dane z Holandii i Skandynawii pokazują, że pod względem orientacji seksualnej struktura parlamentu nie różni się od przekroju społeczeństwa. Wciąż przywoływane wyniki słynnego Raportu Kinseya dowodzącego, że ok. 10 proc. dorosłych obywateli USA wykazuje skłonności homo- i biseksualne, zostały już dawno podważone przez naukowców stosujących bardziej precyzyjne metody pomiaru. Williams Institut on Sexual Orientation przeprowadził niedawno gruntowną analizę zachowań seksualnych Amerykanów. Okazało się, że osoby należące do grupy określanej jako GLBT (geje, lesbijki, biseksualiści, transseksualiści) stanowią 4,1 proc. ogółu społeczeństwa. Wskaźnik ten jest więc zbieżny z odsetkiem posłów o odmiennej orientacji w parlamentach państw, w których jej ujawnienie nie stanowi przeszkody w karierze politycznej.

Bertrand Delanoë

W 1998 r. jako senator ujawnił, że jest gejem. Nie przeszkodziło mu to w karierze – trzy lata później wygrał wybory na mera Paryża, w ubiegłym roku zwyciężył ponownie. Na zdjęciu obejmuje burmistrza Londynu Kena Livingstone’a



MORALNI HIPOKRYCI