Pszczoły widzą nadfiolet, gady – podczerwień, ale nie mamy się czego wstydzić. Budowa oka pozwala przeciętnemu człowiekowi rozróżnić około miliona kolorów i odcieni. Rzadko które zwięrzę (poza naszymi najbliższymi krewnymi, czyli ssakami naczelnymi) może się równać pod tym względem z Homo sapiens. A jednak większość ludzi postrzega świat znacznie mniej kolorowo, a już z pewnością nie umie nazwać tych wszystkich barw.

Dlaczego? Naukowcy nie są pewni – nadal nie wiemy dokładnie, jak kolor powstaje w mózgu i jakie przemiany biochemiczne do tego prowadzą. Ale z badań wyłaniają się zależności, których do niedawna nikt nie podejrzewał. Chociażby odpowiedź na odwieczne pytanie – dlaczego mężczyźni widzą mniej kolorów niż kobiety?

Bałagan w archiwum X

Kłótnie o to, która płeć jest lepsza w tej dziedzinie, wydają się uniwersalne i całkowicie niezależne od kultury, w której się wychowujemy. Muszę zmartwić męską część czytelników – wygląda na to, że statystycznie to one mają przewagę. Po części jest to skutek uwarunkowań ewolucyjnych. Nasi praprzodkowie spędzali sporo czasu na polowaniach – przy wypatrywaniu zwierzyny nie są istotne subtelności palety barw. Co innego, gdy trzeba zbierać owoce, jagody, korzenie – a więc robić to, co nasze praprzodkinie. Lepsza percepcja kolorów jest więc zapewne po prostu zakodowana w żeńskim DNA.

Dowodzi tego fakt, że większość genów odpowiedzialnych za rozpoznawanie barw (w tym te kodujące barwniki występujące we wrażliwych na kolory komórkach siatkówki – czopkach) znajduje się na chromosomie X. Przedstawiciele płci męskiej mają tylko jeden taki chromosom, podczas gdy kobiety dysponują jego dwiema kopiami. Dlatego wszelkie mutacje związane z rozpoznawaniem barw dużo częściej ujawniają się u panów. Szacuje się, że nawet 8 proc. mężczyzn dotkniętych jest takimi zaburzeniami. Szacuje się, gdyż większość z nich żyje i umiera, nie mając pojęcia o swojej ułomności. Czasami tylko przypadek sprawia, że dowiadujemy się o tym, że dwa kolory o różnych nazwach, które uznajemy za niemal identyczne, przez znakomitą większość populacji postrzegane są jako zupełnie odmienne.

Ślepotę barw jako pierwszy opisał pod koniec XVIII w. angielski uczony John Dalton. Mylił on zieleń z czerwienią oraz kolor niebieski z różowym. Dzisiaj wiemy, że cierpiał na deuteranopię – jego oczy pozbawione były „zielonych” czopków, odpowiedzialnych za percepcję barw w środkowym zakresie widma. Dla deuteranopika różnice między czerwienią, żółcią i zielenią są czystą abstrakcją. Podobnie zresztą jak różnice między fioletem, purpurą, niebieskim i lawendowym. Bardzo podobnie widzą świat protanopicy – pozbawieni czopków „czerwonych”. W ich wypadku na problemy z rozróżnianiem barw nakłada się także ogólne ich przyćmienie, utrudniające np. odróżnienie czerwieni od czerni. Protanopik za kierownicą może być dosyć niebezpieczny – czerwone światła widzi, jakby były zgaszone.

Te dwie formy dichromatyzmu dotykają głównie mężczyzn. Trzecia – tritanopia, czyli brak czopków „niebieskich” – pojawia się równie często u kobiet i mężczyzn. Gen kodujący niebieski pigment światłoczuły znajduje się na chromosomie 7., jego dziedziczenie nie jest więc sprzężone z płcią. Tritanopicy nie potrafią odróżnić żółci od niebieskiego.

Dichromatyzm to drastyczna forma wad wzroku – nieco łagodniejsze są analogiczne anomalie trichromatyczne. U protanomalików, deuteranomalików i tritanomalików czopki wszystkich trzech rodzajów istnieją, ale percepcja poszczególnych barw jest w różnym stopniu upośledzona.
 

Owoce i seks

Trichromatyzm, czyli umiejętność rozpoznawania kolorów w trzech kanałach barwnych, pojawił się u naszych praprzodków ponad 20 mln lat temu. Jego powstanie było m.in. konsekwencją porzucenia nocnego trybu życia – w ciemności kolory widać słabo lub wcale. Drugi powód to przestawienie się na dietę roślinną. Presja selekcyjna była bezlitosna dla osobników mających kłopoty z odróżnieniem owoców jadalnych od trujących. „Dobre oko” ułatwiało też znalezienie atrakcyjnego partnera seksualnego. Blisko 70 proc. bodźców, jakie odbiera nasz mózg, trafia do niego za pośrednictwem oczu.

Kiedy tęcza ma 10 barw


Aby przypieczętować wyższość kobiet na polu rozpoznawania barw, warto wspomnieć jeszcze o tetrachromatyzmie. Otóż dzięki dwóm chromosomom X i dwóm kompletom genów niektóre kobiety widzą więcej barw niż inni. Wystarczy, że zamiast zestawu identycznych kopii, na jednym z chromosomów znajdzie się zmutowana wersja genu, powodująca powstanie czopków odbierających nieco inny kolor niż czerwony, zielony lub niebieski.

Opisano alternatywne warianty czopków czerwonych i zielonych – geny kodujące zawarte w nich białka światłoczułe leżą bardzo blisko siebie i w czasie rekombinacji genetycznej, poprzedzającej powstanie komórek jajowych, często dochodzi do ich mutacji. Za sprawą zjawiska zwanego inaktywacją chromosomu X, niektóre komórki uruchamiają ekspresję białek z jednej kopii, inne zaś z drugiej. W efekcie w oku tetrachromatyczki znajdują się cztery rodzaje czopków.

Oko wyposażone w taką aparaturę każdy z kolorów rozbiera na cztery, a nie tak jak u większości ludzi na trzy składowe – liczba kombinacji wzrasta więc do kolejnej potęgi. Zakładając, że rozdzielczość każdego z rodzajów czopków to około stu możliwych odcieni, tetrachromatyczki są w stanie rozpoznać efektywnie 100 mln barw. Podobno tęcza oglądana takim okiem ma dziesięć kolorów – a widzi ją w ten sposób od 2 do 3 proc. kobiet. Mężczyźni mogą o czymś takim co najwyżej pomarzyć.