W szczytowym okresie swego rozwoju imperium założone przez Czyngis - chana rozciągało się od terenów dzisiejszej Polski, po Półwysep Koreański – 10 tys. km od granicy do granicy! Państwo Majów osiągnęło tak wysoki poziom rozwoju, że jego astronomowie byli w stanie wyliczyć czas obiegu Księżyca dookoła Ziemi z dokładnością do pojedynczych sekund. Związek Radziecki trząsł połową świata przez połowę XX wieku i potrafił nawet wysłać pierwszego człowieka w kosmos i sondę na Księżyc. Potężni egipscy faraonowie opanowali sztukę budowy największych piramid i kalendarium życiodajnych wylewów Nilu. Wielkie cywilizacje wielkich sukcesów.

Mimo tych osiągnięć naukowych, wojennych, gospodarczych i wieloletniej, a nawet i wielowiekowej supremacji na mapie świata, każda z tych cywilizacji rozpadła się w proch. Ślad już dziś nie pozostał po potędze starożytnej Grecji. Nie ma niepokonanego Rzymu, który władał w basenie całego Morza Śródziemnego, ani Persji, której wódz Kserkses podbijał kraj za krajem z łatwością pstryknięcia palcami. Nie ma malutkiej nubijskiej Makurii ani „1000-letniej” hitlerowskiej III Rzeszy.

Dlaczego te wielkie cywilizacje, największe potęgi swoich czasów, skończyły na śmietniku historii? Czy i dzisiejsze niezachwiane, jak się może zdawać, mocarstwa: Stany Zjednoczone, Chiny czy Rosja mogą upaść z dnia na dzień?

ZIELONE PIEKŁO JUKATANU


Krwawe niezrozumiałe rytuały, dziwaczne kostiumy i rekwizyty, scenografia tropikalnej puszczy i mordercze ludzkie bestie, wyrywające sobie żywcem serca na schodach piramid – tak kultura popularna pokazuje dzisiaj Majów. Choć krwawa i przerażająca, żadna inna upadła cywilizacja nie rozpala dzisiaj tak bardzo wyobraźni. Równocześnie upadek żadnej innej nie jest owiany równie gęstą mgłą tajemnicy.

Ta wspaniała środkowoamerykańska cywilizacja posługiwała się wysoko rozwiniętym pismem, 365-dniowym kalendarzem (ponoć dokładniejszym od współczesnego gregoriańskiego), jej astronomowie potrafili śledzić tory Księżyca i Wenus, a matematycy wprowadzili np. pojęcie algebraicznego zera. Budowniczowie piramid osiągnęli taką precyzję, że np. na kamiennych ścianach w Chichen Itza w dniu przesilenia wiosennego wschodzące słońce „porusza” do dziś cieniami kamiennych schodów tak, że tworzą one żywy spektakl wyobrażający pełznącego po stopniach węża! Iście astronomiczna precyzja inżynierów.

A jednak Majowie upadli! Cywilizacja, która trzęsła Jukatanem niczym Terminator przesłuchiwanym wrogiem, padła na kolana i znikła z powierzchni ziemi. „Dziś prawdziwych Majów już nie ma” – chciałoby się zaśpiewać za PRL-owskim bardem, bo choć ludzie z rodu Majów nadal zamieszkują niziny i góry na styku Meksyku, Belize, Gwatemali i Hondurasu, to są zwykłymi biernymi rolnikami, mającymi zaledwie nieco bardziej skośne oczy i skórę o nieco innym odcieniu niż napływowi Latynosi. W niczym nie przypominają użytkowników skomplikowanego alfabetu hieroglificznego, pasjonatów krwawej odmiany piłki nożnej, w której piłkarze przegranej drużyny szli pod nóż. Nie budują piramid, nie prowadzą wojen, nie czczą Pierzastego Węża. Ich cywilizacja upadła. Dlaczego?

Mel Gibson w „Apocalypto” pokazał przyczynę prostą jak dzida wojownika – osłabieni wewnętrznymi waśniami Majowie zetknęli się z misjonarzami z Europy. Reszty możemy domyślić się sami, gdy w finałowej scenie jeden z wojowników wypuszcza z ręki tradycyjną broń i zafascynowany ślepo podąża przez karaibski piach ku szalupie konkwistadorów, na której dziobie stoi jezuicki misjonarz. Ciekawa teoria. Kłopot polega jednak na tym, że cywilizacja Majów upadła na kilka wieków przed przybyciem konkwisty na jukatańskie ziemie! Kiedy Kolumb postawił stopę w Ameryce (przekonany, że to Indie), z 14-milionowego imperium Majów pozostała mozaika luźnych, niepowiązanych ze sobą małych osad chłopskich. Notabene Hiszpanie, którzy z konkwistą dotarli na Jukatan w XVII i XVIII w., nie oszczędzali (rzecz jasna) nawet tych nędznych resztek dawnego dumnego ludu Majów. Przetrwał dzięki ucieczce w głąb gór Meksyku.

NIE MA, NIE MA WODY...