Programiści sieci TOR opublikowali raport, który wskazuje, że anonimowość użytkowników sieci mogła być naruszana przez pięć miesięcy. Celem ataku była identyfikacja adresów użytkowników tzn. niewidzialnego internetu (Dark Web).

Programiści TOR uważają, że za atakiem może stać dwóch badaczy uniwersyteckich, którzy na początku lipca przyznali, że wykorzystywali podstawowe błędy, które wkradły się we wstępnej fazie projektowania i wdrażania sieci. Obaj mieli wystąpić podczas konferencji Black Hat w Las Vegas. Ich prelekcja została ostatecznie usunięta z programu spotkania.

- Spędziliśmy kilka miesięcy próbując uzyskać jakieś informacje od badaczy, którzy mieli pojawić się na konferencji Black Hat i w końcu udało nam się uzyskać pewne wskazówki. W ten sposób zaczęliśmy szukać śladów ataku - przyznał na blogu Roger Dingledine, jeden z twórców sieci TOR.

- Ostatnio badacze nie odpowiadali na wiadomości, więc nie mamy pewności, czy rzeczywiście to oni odpowiadają za atak. Wydaje się, że odpowiedź jest twierdząca. Ostatecznie mamy nadzieję, że to właśnie im udało się złamać anonimowość sieci. Jeśli tak nie jest, to znaczy, że udało się to komuś innemu - dodaje Dingledine.

TOR jest specyficzną siecią, która próbuje ukryć lokalizację i tożsamość użytkowników poprzez przesyłanie danych bardzo okrężną drogą z udziałem kilku "węzłów", co w praktyce oznacza wykorzystanie komputerów wolontariuszy i licznych serwerów. Zakodowane informacje stają się niemożliwe do odczytania, dlatego nie da się wyśledzić skąd i dokąd płyną dane oraz co zawierają. TOR ukrywa rzeczywisty numer IP komputera, przez co m.in. umożliwia dostęp do nielegalnych treści.

Czytaj więcej: DRUGIE DNO INTERNETU: WIRTUALNY ŚWIAT POZA PRAWEM