Kiedyś to był dym papierosowy, dzisiaj zastąpił go „cyfrowy dym”
Kilka dekad temu goście restauracji jedli wśród papierosowego dymu. Na szczęście to się skończyło i dzisiaj większość lokali nie ma już nawet stref dla palących. Dym stał się bardzo niemile widzianym gościem w przestrzeni publicznej. Zamiast tego mamy spokój, czyste powietrze i… telefony.
Smartfon przy stoliku jest już normalnością, jednak ta normalność zaczęła w końcu przeszkadzać, przeradzając się w dyskomfort. Ciągle na niego zerkamy, rozmawiamy, piszemy, robimy zdjęcia. Właścicielom lokali to również przeszkadza, co na pierwszy rzut oka może wydawać się dość dziwne, zwłaszcza gdy restauracja szczyci się dobrym jedzeniem. W końcu zdjęcia, które lądują potem w social mediach napędzają reklamę. Może i tak, jednak to nie jest takie proste.

Nie da się ukryć, że goście spędzający czas ze smartfonem w dłoni bezpowrotnie tracą szansę na autentyczny, ludzki kontakt. Zamiast rozmawiać, patrzeć sobie w oczy i czerpać przyjemność z przebywania razem, siedzą naprzeciwko siebie zatopieni we własnych cyfrowych bańkach. Szefowie kuchni ubolewają z kolei, że misternie przygotowane potrawy stygną na talerzach, podczas gdy goście szukają idealnego światła do zdjęcia na relację. To nie sprzyja delektowaniu się posiłkiem.
Z drugiej strony dochodzi czysta ekonomia. Osoby, które nieustannie fotografują jedzenie, sprawdzają powiadomienia i odpisują na wiadomości, potrafią zajmować stolik nawet dwukrotnie dłużej niż goście skupieni wyłącznie na jedzeniu i rozmowie. W dobie rosnących kosztów utrzymania lokali wydłużony czas rotacji stolików staje się dla restauratorów sporym obciążeniem. W tym czasie mógłby przecież pojawić się ktoś inny, zamówić, zjeść i zapłacić rachunek
Nawet restauracje zaczynają walczyć z ekranami
Obecnie dużo się mówi o przebodźcowaniu i cyfrowym detoksie. Żyjemy w ciągłym biegu i informacyjnym szumie, wypełnionym powiadomieniami. To męczy i sprawia, że w naszym życiu coraz mniej jest ciszy i miejsca na realne doświadczenia. Dlatego inicjatywy związane z cyfrowym detoksem stają się coraz popularniejsze. Nie omijają też branży restauracyjnej, która zawsze była nastawiona na prawdziwe spotkania i celebrowanie chwili.
W niektórych lokalach już na wejściu goście zamykają swoje telefony w specjalnych blokujących etui, które otworzyć może wyłącznie obsługa i to dopiero przed tym, jak klient będzie wychodzić. Nie chodzi tu o odebranie własności, ale o umożliwienie przeżywania czasu w lokalu. Brzmi drastycznie, jednak czasem dopiero takie kroki pozwalają na realne odcięcie się od ekranu i skupienie na drugim człowieku.
Inne sposoby to brak Wi-Fi czy wpisywanie w karcie dań zakazu korzystania z telefonu. Na ciekawy sposób wpadli z kolei włosi w restauracji Al Condominio w Weronie. Zamiast próśb i zakazów przygotowali grę towarzyską – każdy, kto na czas posiłku zamknie swój telefon w specjalnej „skrzynce na listy”, otrzymuje od lokalu darmową butelkę dobrego wina. Z kolei turyńskie Eataly nagradza deserowym ciastkiem każdego, kto wytrzyma bez zaglądania do sieci aż do końca kolacji.
Zmiany nawyków powinny zaczynać się w domu
To nie tak, że to restauracje wyzwalają w nas nagłą chęć sięgania po telefon. To nawyk, który kultywujemy w domu i po prostu wynosimy poza jego mury. Zastanówcie się, kiedy ostatnio zjedliście posiłek całkowicie bez telefonu? Tu często pojawiają się wymówki – trzeba było coś sprawdzić, ktoś napisał albo zadzwonił. Fakt pozostaje faktem, smartfon jest cały czas przy nas, przyciąga naszą uwagę i sprawia, że wspólny czas przy stole przestaje mieć znaczenie.
Dlatego coraz więcej osób wprowadza w swoich domach strefy ciszy, do których zalicza się między innymi właśnie jadalnia. Telefon pozostaje poza tą strefą, najlepiej wyciszony, żebyśmy nie pognali do niego, jak tylko zadzwoni.

Tak, te metody mogą być zabawne i przypominać walkę z uzależnieniem, ale cóż, taką mamy rzeczywistość. Właśnie ta rzeczywistość wielu z nas coraz bardziej ciąży. Żyjemy w czasach powszechnej dostępności i nieustannego powiadomienia o wszystkim. Będąc ciągle podłączeni do cyfrowego świata, zaczynamy odczuwać głębokie zmęczenie szumem informacyjnym. W efekcie to nie najnowszy model telefonu czy stały dostęp do szybkiego internetu staje się wyznacznikiem wysokiego statusu. Największym, najbardziej pożądanym luksusem staje się możliwość całkowitego wyłączenia się z sieci.
Widać to teraz w branży restauracyjnej, jednak nie tylko. Powstają hotele nastawione na cyfrowy detoks, aplikacje, specjalne pudełka do zamykania telefonu. Skala zjawiska i to, jak szybko się ono pogłębia, jest symbolem naszych czasów. Podporządkowaliśmy wszystko telefonom i teraz staramy się od nich uwolnić, by odzyskać prawdziwe życie.
