Jeśli nowe przepisy przejdą cały proces legislacyjny, zakaz udostępniania wizerunku podopiecznych przez żłobki, kluby dziecięce oraz opiekunów dziennych wejdzie w życie od września 2027 roku (oraz od początku 2028 roku dla punktów opieki dziennej). Dla samych placówek oznacza to reorganizację marketingu, jednak najważniejsze jest to, że w ten sposób robimy ogromny krok w stronę ochrony prywatności dzieci.
Czasem trzeba odebrać opiekunom prawo do decydowania
Wielu osobom może się wydawać, że taka decyzja to zbyt duża ingerencja państwa w rodzicielstwo. W końcu co szkodzi, że fotka dziecka pojawi się na profilu żłobka, skoro na zdjęciu widać po prostu, jak maluch się bawi i cieszy z towarzystwa innych dzieci? Jak jednak wyjaśnia psycholożka Amanda Staniszewska-Celer w rozmowie z portalem Mama To Ja, kluczowy jest tu fakt, że niemowlę czy dwulatek nie potrafią jeszcze zbudować świadomego sprzeciwu ani wyrazić opinii. W takiej sytuacji to dorośli muszą zadbać o ich granice.
Ekspertka zwraca uwagę, że prawo do bezpiecznego kształtowania tożsamości i prywatności to absolutna podstawa rozwoju. Kiedy pojawia się ryzyko, że interesy dorosłych lub cele promocyjne instytucji zaczną przeważać nad dobrem dziecka, interwencja prawna staje się konieczna. Chodzi przecież o trwały cyfrowy ślad, którego po latach nie da się po prostu wykasować z sieci.
Jasne, zdjęcia z dzieciństwa i zabawy w żłobku raczej nie są niczym kompromitującym, ale to nie o to chodzi. Najważniejszy jest właśnie wybór. W przyszłości, takie nastoletnie już dziecko, może nie chcieć w ogóle udostępniać w sieci swojej twarzy, tymczasem niezależnie od jego woli, w internecie od lat będą już jego fotografie i to z tego najbardziej wrażliwego okresu.
Zresztą, na budowanie w dziecku świadomości, że ma prawo decydować o własnym ciele i wizerunku, nie trzeba czekać aż tak długo. Amanda Staniszewska-Celer zaznacza, że już około 4. lub 5. roku życia maluchy zaczynają rozumieć proste pytania o komfort i zgodę. Wystarczy pytać dziecko, czy chce, aby dane zdjęcie zobaczyli inni. Traktowanie ewentualnego sprzeciwu z powagą to dla młodego człowieka bezcenna lekcja sprawczości i poczucia, że jego „nie” ma realną moc.
Budowanie wizerunku placówki kosztem dzieci
Wbrew pozorom publikowanie zdjęć w celach reklamowych tworzy ryzykowny wzorzec, którego wiele osób nawet nie dostrzega. Dzieci uczą się świata przez obserwację i doświadczenie, więc jeżeli od pierwszych miesięcy życia widzą, że ich twarz jest wykorzystywana do promocji placówki bez pytania ich o zdanie, podświadomie przyswajają przekaz, że ich własne granice są mniej istotne niż potrzeby otoczenia.
Tu zaliczyć można też tzw. sharenting, czyli nadmierne dzielenie się wizerunkiem dziecka w internecie, co nagminnie robi wielu influencerów. Sama nie przepadam, gdy twórca, którego oglądam, pokazuje w sieci swoje dziecko, bo… po co? Nawet jeśli kontent dotyczy maluchów i parentingu, wizerunek dziecka wcale nie musi być tam pokazywany. Sporo twórców po prostu zakrywa twarze swoich pociech i to w niczym nie umniejsza ich materiałom. Wręcz przeciwnie, pokazuje bowiem, że są oni bardziej świadomi i odpowiedzialni.

Zwłaszcza że nie brakuje już głosów dorastającej młodzieży, która wprost wyraża swoją złość i dyskomfort na myśl o tym, że ich dzieciństwo było publicznie wystawione na widok setek obcych ludzi. Czują oni brak kontroli nad własną historią, wstyd przed rówieśnikami oraz poczucie, że pozbawiono ich autonomii w decydowaniu o sobie.
Dlatego uważam, że to bardzo potrzebny krok. Pokazują to nawet reakcje wielu rodziców, dla których to potężna ulga – zdejmują z nich presję otoczenia i strach przed przypięciem łatki „trudnego rodzica”. Inni wskazują, że choć będzie im brakować codziennych kadrów z życia żłobka, to wolą uniknąć w przyszłości trudnych pytań ze strony dorastających dzieci.
Niestety, idealnie nie jest, bo w projektowanych zmianach pojawiła się też luka. Nowe przepisy biorą pod uwagę wyłącznie dzieci w wieku do lat 3. Przedszkola oraz szkoły podstawowe – gdzie wizerunek uczniów jest niezwykle intensywnie wykorzystywany podczas imprez czy akademii – na razie pozostają poza tą regulacją, co dla mnie jest trochę absurdalne. Miejmy jednak nadzieję, że skoro dyskusja o cyfrowym bezpieczeństwie najmłodszych wreszcie weszła na poziom systemowy, doczekamy się również zmian korzystnych także dla starszych dzieci.
