W tym samym czasie, gdy cała Polska emocjonowała się „aferą ziemniaczaną”, czyli polityczno-dyplomatycznymi następstwami karykatury w niemieckiej gazecie „Die Tageszeitung”, przedstawiającej braci Kaczyńskich jako kartofle, Włosi też nie posiadali się z oburzenia. Tuż przed półfinałowym meczem mistrzostw świata w piłce nożnej Niemcy–Włochy tygodnik „Der Spiegel” opublikował w Internecie satyryczny tekst. Włosi przedstawieni zostali w nim jako naród maminsynków, leniuchów, na plaży wciskających „swoje mało spektakularne przyrodzenie w za ciasne kąpielówki” i jeżdżących rozklekotanymi fiatami. Zaś ich kobiety po urodzeniu dzieci „z porażających piękności przemieniają się w maszyny kuchenne o szerokich biodrach”. Protestom nie było końca, a tygodnik po licznych interwencjach zmuszony był opublikować stosowne przeprosiny w trzech językach. Jak silny bywa negatywny stereotyp Włocha, jeszcze lepiej pokazał wyrok pewnego sądu pod Hanowerem. Sędzia orzekający w procesie przeciwko Sardyńczykowi, który porwał, uwięził i seksualnie napastował swoją byłą narzeczoną, dopatrzył się w „etniczno- kulturowym pochodzeniu” oskarżonego okoliczności łagodzących...

KOMPLEKS TOSKAŃSKI


Ale oba te przypadki, podobnie jak nieustanne utwierdzanie się w stereotypie Włochów jako mafiosów, mniej mówią o stosunku Niemców do tego narodu, niż można by przypuszczać. Z wierzchu pobłażliwy i pełen złośliwości – podszyty jest w istocie kompleksem, uwielbieniem i niedającą się ukryć zazdrością. Tak było zresztą zawsze. Rzesza Niemiecka dowartościowywała się tytułem Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, a najwięksi Niemcy – Goethe i Mann – właśnie w Italii znajdowali inspirację dla swojej twórczości. Na bardziej przyziemnym poziomie ta fascynacja objawia się dzisiaj istnieniem „frakcji toskańskiej”, czyli grupy prominentnych polityków regularnie spędzających urlopy w krainie chianti. Ucięcie zaś sobie we włoskiej restauracji pogawędki z kelnerką in italiano to już nie lada szpan. W stosunku do włoskiej kultury i stylu życia Niemcy czują respekt, który skrywają za szyderstwami o bałaganiarskich „Luigich”.

Również Francuzi imponują Niemcom, więc nie wypada im spojrzeć na sąsiadów zza zachodniej granicy z góry. Kiedyś Marianna uchodziła w kraju Goethego za symbol zgniłego Zachodu, materializmu i pogardzanej przez niemieckiego Michaela demokracji. Niemcy uważali się za kraj kultury, sztuki i moralności, Francja zaś była dla nich uosobieniem cywilizacji, pod którym to pojęciem rozumiano gospodarkę, technikę i ustrój społeczny. Nasi zachodni sąsiedzi, pozostający na przełomie XVIII i XIX wieku na bocznym torze tak pojętych przemian cywilizacyjnych, chętnie sięgnęli po mit swojej wyższości w sferze kultury. Jako wcielenie ciemnych stron modernizacji, Francja służyła za obraz wroga, w opozycji do którego formowała się niemiecka świadomość narodowa. Ale odkąd w powojennych dziesięcioleciach Niemcy na dobre zakotwiczyli się na cywilizacyjnym Zachodzie, Francja stała się wzorem i najważniejszym punktem odniesienia. Z historycznych zaszłości niemal nic już nie zostało, a dowcipów o żabojadach w Niemczech nie uświadczysz. Podanie sobie dłoni przez prezydenta Mitterranda i kanclerza Kohla na wojennym cmentarzu w Verdun w 1984 r. w symboliczny sposób zakończyło polityczny proces pojednania.

Stosunek Niemców do innych narodów był zawsze w mniejszym lub większym stopniu odpryskiem neurotycznego skupienia na samych sobie. Historia ich kraju potoczyła się tak, że pytanie „co się z nami dzieje?” stawiać trzeba było nieustannie na nowo. Gdzie tak naprawdę jest „niemiecka ojczyzna”? Dlaczego jesteśmy „spóźnionym narodem”? No i wreszcie najważniejsze: jak to było z Hitlerem? Dlaczego akurat u nas? W ostatnich dziesięcioleciach świadomość własnego fiaska jako narodu oraz poczucie wstydu pchały Niemców ku postawom niekonfliktowym, pacyfistycznym i nastawionym na odzyskiwanie sympatii. Dzisiejsi Niemcy chętnie widzą siebie jako dobrodusznych i przyjaźnie nastawionych do wszystkich – i bardzo dziwią się, gdy w różnych częściach Europy ten autostereotyp nie jest podzielany.

AUSTRIACCY WĘDKARZE NA SAHARZE