„Mój Panie, Przewielebny Ojcze w Chrystusie, Wielce Szlachetny: Z należnym szacunkiem i poważaniem przyjąłem list Waszej Przewielebności. Ponownie raczyłeś napisać do mnie osobiście, udzielając na wstępie napomnienia. Z tego powodu najuniżeniej proszę Waszą Przewielebność, by nie przeoczył faktu, iż kobieta, o której Wasza Przewielebność pisze do mnie, nie zerwała związku małżeńskiego z powodu jakowegoś mojego planu albo działania. Ale tak się stało. Biorąc pod uwagę, że była niegdyś oddaną mi gospodynią z całą energią i poświęceniem starałem się ją przekonać, aby pozostali ze sobą jako przyzwoici małżonkowie. Wzywam Boga na świadka w tej sprawie, a oni przyznają to, jeśli będą poddani przesłuchaniu. Kobieta skarżyła się jednakowoż, że jej mąż był niepłodny, o czym poświadczył w sądzie i poza nim. Tedy moje starania zawiodły... W związku ze sprawą przyznaję wszakże Waszej Przewielebności, że kiedy owa kobieta ostatnio przejeżdżała, wracając z targu w Królewcu z drugą niewiastą z Elbląga, u której pracowała, zatrzymała się w moim domu aż do dnia następnego. Skoro tylko pojąłem jednak, jak złą wobec mnie rodzi to opinię, tak pokieruję moimi sprawami, aby nikt nie miał żadnego pretekstu do podejrzewania mnie o grzech, mając szczególnie na względzie napomnienia i żądania ze strony Waszej Przewielebności. Pragnę i powinienem podporządkować się Tobie bez przeciwu we wszelkich sprawach i wyrażam nadzieję, iż jak zawsze łaskawie przyjmiesz moje oddanie”.

Ten list został napisany przez Mikołaja Kopernika, ojca nowoczesnej astronomii i sprawcę rewolucji naukowej. Dla wszystkich, którzy mieli przed oczyma jego nieskalany wizerunek, musi to być irytujące. Byłoby może mniej zaskakujące, gdyby Kopernik, pisząc te słowa, był młodym mężczyzną – nawet ikony bywają nieostrożne w młodzieńczym wieku. W lipcu 1531 r., kiedy pisał ów list, miał już jednak 58 lat. Sprawa dotyczy gospodyni (o nieznanej nam tożsamości), którą Kopernik zatrudniał w latach dwudziestych XVI w. Kobieta opuściła swego pracodawcę, aby wyjść za mąż. Wkrótce jednak rozstała się ze swoim mężem (prawdopodobnie, jak sugeruje Kopernik, z powodu jego impotencji) i rozpoczęła pracę gospodyni u wdowy z Elbląga leżącego około trzydziestu kilometrów na południowy zachód od Fromborka, gdzie mieszkał astronom. Pewnego razu, kiedy obie panie wracały z targu w Królewcu, dużym porcie położonym około osiemdziesięciu kilometrów na północny wschód od Fromborka, zdecydowały się zatrzymać we Fromborku i spędzić tam noc. Ktoś doniósł przełożonemu Kopernika o tej wizycie i ten wysłał listowną naganę. Zacytowany powyżej list skreślony ręką Kopernika był jego odpowiedzią.

Z owego listu można wysnuć kilka wniosków. Po pierwsze, wspomniana nagana ze strony adresata – biskupa Maurycego Ferbera – napominająca Kopernika za jego kontakty z kobietą nie była pierwszą („Ponownie zmuszasz mnie do napisania... upomnienia”). Po drugie, wzmiankowana kobieta pozostawała w bliskim związku z Kopernikiem nawet po swoim ślubie („[...] starałem się ją przekonać, aby pozostali ze sobą [..]”). Po trzecie, długie wyjaśnienia Kopernika sugerują, że on sam był przyczyną rozstania małżonków.

Kopernik był w Kościele katolickim kanonikiem, a więc duchownym, który złożył pierwsze śluby, w tym ślub czystości. Aby zostać księdzem, należało otrzymać święcenia kapłańskie, do czego zachęcano i co wielu kanoników czyniło. Kopernik jednak nie zdecydował się na to. Biskup Maurycy Ferber był zwierzchnikiem Kopernika. Ten osobliwy list jest pierwszą wskazówką, że ostatnie lata życia wielkiego astronoma mogły być pełne kłopotów i komplikacji oraz że on sam zaangażowany był w więcej niż tylko w badania astronomiczne.

Ta dwuznaczność pojawia się również w różnych aspektach roli Kopernika jako sprawcy rewolucji naukowej. Zupełnie nie liczył się z przeciwnościami, kiedy odkrywał i definiował teorię heliocentryczną. Po pierwsze, Kopernik zaistniał dość późno. W czasach, kiedy młodych mężczyzn wysyłano na nauki uniwersyteckie w wieku lat czternastu czy piętnastu (w XV i XVI wieku kobiety nie mogły wstępować na uniwersytety), Kopernik rozpoczął swoją uniwersytecką edukację, dopiero mając lat dziewiętnaście. Typowy student pobierał nauki przez trzy lata, aby po tym okresie szukać swej sławy i fortuny. Dla Kopernika pierwszy etap studiów trwał cztery lata, nie zakończył nauki po zdobyciu tytułu, lecz przez kolejne osiem lat studiował na trzech innych uniwersytetach. W sumie więc jako student spędził dwanaście lat. Dzisiaj kogoś takiego nazwalibyśmy wiecznym studentem albo wręcz obibokiem. W czasach Kopernika takie wydłużenie okresu nauki było niezwykłe.

Po drugie, nic w życiu Kopernika nie wskazywało na to, że jest ambitny,
że będzie podążać drogą, która miała doprowadzić go do rewolucyjnych odkryć. Większość pozostałych tytanów rewolucji naukowej – a już z pewnością Leonardo da Vinci, Tycho Brahe, Galileusz i Newton – mieli ambicję i ogromne ego – każdy z nich głodny był sukcesu i popularności. Ale nie Kopernik. Był typem nieśmiałego naukowca niemal zamkniętego w pustelni, który pragnął jedynie, aby zostawić go w spokoju. Po zakończeniu swoich ciągnących się latami badań Kopernik poszedł po linii najmniejszego oporu i przyjął posadę u boku swego wuja, Łukasza Watzenrodego, który był wpływowym biskupem Kościoła katolickiego. Watzenrode pragnął uczynić Mikołaja swym sukcesorem, co gwarantowałoby mu życie dostatnie i wpływowe. Kopernik jednak zrezygnował z szybkiej ścieżki awansu, w wieku trzydziestu siedmiu lat opuścił wuja i pozostałe trzydzieści trzy lata swego życia spędził wygodnie jako niższej rangi duchowny. Nie wykonał nawet względnie prostego kroku koniecznego, aby zostać kapłanem, ignorując naciski przełożonych i przyjaciół.

Po trzecie, może najbardziej zaskakujące, Kopernik nie był zawodowym astronomem. Dzisiaj astronomów amatorów jest wielu i zdarza się, że któryś z nich odkrywa nieznaną gwiazdę albo inne ciało niebieskie. Ale większość naprawdę ważnej pracy wykonuje się na uniwersytetach i w obserwatoriach, gdzie największych odkryć dokonuje się w ramach badań dzięki wykorzystaniu zaawansowanego oprzyrządowania oraz współpracy z innymi utalentowanymi naukowcami, którzy wymieniają się wynikami badań i skomplikowanymi obliczeniami. Chociaż pięćset lat temu, kiedy zaczynał Kopernik, system był mniej sformalizowany, również i wtedy prawdziwie utalentowani astronomowie i matematycy byli odkrywani wcześnie i zostawali profesorami na uniwersytetach albo nadwornymi astronomami i astrologami pracującymi dla panujących, arystokratów lub Kościoła. Na przykład najsławniejszy astronom przed Kopernikiem, znany jako Regiomontanus, został uznany za wyjątkowy talent jeszcze jako nastolatek, szybko został profesorem uniwersytetu, a potem jego pracę wspierali: prominentny kardynał, król Węgier, a w końcu jeden z najbogatszych ludzi w Europie. Podobnie najsławniejsi astronomowie po Koperniku – Brahe, Kepler i Galileusz – wszyscy mieli bogatych, potężnych sponsorów (odpowiednio króla Danii, króla Czech i Medyceuszy). Jako zawodowcy mogli całą swoją energię spożytkować na prowadzenie obserwacji, badania i pisanie. Kopernik tymczasem miał wiele rozpraszających jego uwagę oficjalnych obowiązków jako kanonik Kościoła katolickiego i astronomię traktował jedynie jako swoje powołanie.

Można by tak wymieniać bez końca. Kopernik posługiwał się niskiej jakości, prymitywnymi instrumentami, często bardzo odbiegającymi poziomem od tego, co oferowały ówczesne czasy – a ponadto żył ponad pół wieku przed wynalezieniem teleskopu. Mieszkał w miejscu nieprzyjaznym prowadzeniu obserwacji astronomicznych – w północnej Europie w pobliżu Morza Bałtyckiego. Przez większość czasu pracował samotnie – astronomia niemal zawsze jest dziedziną uprawianą zespołowo (jeden drugiemu nie pozwala zasnąć podczas nocnych obserwacji, pomaga obsługiwać duże instrumenty, potwierdza obserwacje itp.). W końcu się okazało, że pomylił się w dokładnym określeniu swojego miejsca zamieszkania, co spowodowało pewne niedokładności w jego obserwacjach. Podsumowując, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa Kopernik nie miał warunków na dokonanie nawet mniej ważnych odkryć w astronomii, a tym bardziej na dokonanie ustaleń o fundamentalnym znaczeniu w historii nauki.

 

TULIPAN W SUTANNIE


Między lipcem 1531 roku a latem 1538 Kopernik zaczął przyjmować pewną niewiastę w swojej kurii we Fromborku. W XVI wieku reguły celibatu były często ignorowane przez kler i wielu księży i innych duchownych żyło z kobietami, a niektórzy mieli po prostu rodziny. Chociaż tak się oczywiście działo, w żadnym wypadku nie można uznać podobnych praktyk za powszechne, a w kręgu kanoników z Fromborka jedynie trzech miało kochanki – Kopernik, Leonard Niederhoff i Alexander Scultetus. Ten ostatni miał też ze swoją partnerką dzieci.

Chociaż nie potrafimy z całą pewnością stwierdzić, co zostało ujawnione, Dantyszek [bp. warmiński od 1537 r. – przyp. red.] dowiedział się o kochance Kopernika właśnie w czasie podróży do Hiszpanii. Nie ma też wątpliwości, że nie przyjmował takiej sytuacji ze zrozumieniem. Dantyszek zmienił się po przyjęciu wyższych święceń i jako duchowny sprawę celibatu traktował poważnie. Być może narodziny córki spowodowały taką zmianę, gdyż wkrótce potem opuścił Hiszpanię i szybko został kanonikiem. Na szesnaście miesięcy przed wyruszeniem w objazd duszpasterski z Kopernikiem i Reichem napomniał w liście jednego ze swoich przyjaciół, zainteresowanego karierą w Kościele, i sugerował mu, aby zmienił swoje zwyczaje i powstrzymał się od praktyk seksualnych. Cytował słowa św. Pawła i ostrzegał: „Mężczyzna skalany rozpustą przyjmuje sakrament Eucharystii bezskutecznie”. Tego samego posłuszeństwa wobec zaleceń Kościoła oczekiwał od podległych sobie duchownych, zwłaszcza że luteranie żywo oskarżali kler katolicki o korupcję i niemożliwe do zaakceptowania zachowania. Dantyszek nakazał Kopernikowi, by natychmiast zakończył tę znajomość.

Kobieta nazywała się Anna Schilling i była, jak się sądzi, córką Holendra, Arenda van der Shellinga, który osiadł w Gdańsku. Van der Shelling poślubił daleką krewną Kopernika i zmienił wówczas nazwisko na Schilling. Kopernik i ojciec Anny przez 7 lat, od 1529 do 1536 r., byli prawnymi opiekunami grupy osieroconych dzieci. Jest wielce prawdopodobne, że w ten sposób Kopernik poznał Annę. Miała własny dom we Fromborku. Dla Kopernika najpoważniejszym problemem było to, że formalnie pozostawała w związku małżeńskim (niestety nie wiemy niczego o jej mężu), choć zapewne małżonkowie żyli w separacji. O Annie mówiono, że była ładna, dobrze wykształcona i poważnie zainteresowana astronomią. Musiała być naprawdę śliczna i do tego obdarzona magnetyczną osobowością. To przypuszczenie oparte jest na treści listów napisanych po śmierci Kopernika w 1543 r. Kanonicy z Fromborka wysłali do Dantyszka list z zapytaniem, czy można pozwolić Annie wrócić do Fromborka, z którego ją wyrzucono, teraz, skoro doktor Mikołaj odszedł. Dantyszek odpisał – niezwłocznie – że nie zgadza się, gdyż Anna jest pokusą i uwodzicielką i może usidlić innych kanoników, gdyby pozwolono jej wrócić do Fromborka. Jego słowa brzmiały dokładnie: „Trzeba się obawiać, iż tymi samymi sposobami, którymi wywołała u niego [Kopernika] obłąkanie [...] może usidlić innego z was, moi bracia [...] Przeto uważam, iż lepiej trzymać ją raczej na odległość, niż zezwolić na skażenie taką zarazą. Jak bardzo skrzywdziła nasz Kościół, nie wiecie, moi bracia [...]”.

Dantyszek nakazał Kopernikowi, aby oczyścił swój dom z występku, ten jednak nie zastosował się do jego polecenia, kiedy w sierpniu wrócił do Fromborka. W listopadzie 1538 roku biskup poczuł się zobowiązany przypomnieć Kopernikowi, że obiecał usunąć Annę ze swego życia. Przypomnienie przyspieszyło odpowiedź Kopernika: „Najprzewielebniejszy w Chrystusie Ojcze i Panie najłaskawszy, któremu we wszystkim słuchać powinienem: świadom przyjąłem Najprzewielebniejszy Panie twoje bardziej niż ojcowskie napomnienie, które ból wywołało głęboko w mojej duszy. W żadnym razie nie pozwoliłem sobie zapomnieć tego, którego Wasza Przewielebność raczyła udzielić mi osobiście w słowach bardziej ogólnych.

Choć pragnąłem uczynić zadość Waszej radzie, nie jest łatwo znaleźć odpowiednią kobietę, zdecydowałem więc rzecz odwlec aż do Świąt Wielkanocnych. Teraz wszak, gdy Wasza Przewielebność podejrzewa, iż pragnę znaleźć wymówkę dla zwłoki, skróciłem ten czas do miesiąca, a więc do Świąt Bożego Narodzenia, jako że krótszy już być nie może, co Wasza Przewielebność zapewne rozumie. Jako że pragnę za wszelką cenę uniknąć obrażania dobrych ludzi, a nade wszystko Was, Przewielebny Panie, któremu jestem winien szacunek i cześć i któremu oddaję siebie wraz ze wszystkimi moimi zdolnościami. Waszej Przewielebności sługa uniżony Mikołaj Kopernik, Frombork, d. 2 grudnia 1538 roku”.

GOSPOSIA? JASNE...

 


Większość kanoników zatrudniała gosposie, które często były także ich krewnymi. Chociaż wszyscy zdawali sobie sprawę z relacji panujących między Kopernikiem a Anną, wydaje się, że astronom przedstawiał ją jako jedynie jego gospodynię. Trudno więc było tak po prostu wyrzucić ją z domu, gdyż „niełatwo przyszło znaleźć odpowiednią spokrewnioną kobietę”. Sześć tygodni później sprawa wydawała się załatwiona – Kopernik napisał do Dantyszka i poinformował go: „Zrobiłem to, co należało zrobić, przez co, żywię nadzieję, spełniłem Twoje oczekiwania, Przewielebny Panie”. Ale Kopernik kłamał. Nie zakończył związku, a informacja o tym, że Anna Schilling pozostała jednak w domu astronoma, dotarła późną zimą do Dantyszka. Jeszcze zanim biskup dowiedział się o nieuczciwości Kopernika, zdecydował, że należy wywrzeć silniejszą presję i presja ta wyszła z murów Wzgórza Katedralnego. Jasne było, że pisemne reprymendy słane przez Dantyszka z odległego Lidzbarka nie odnoszą skutku. Na swego sojusznika Dantyszek wybrał fromborskiego kanonika, prawdopodobnie świadka pierwszej rozmowy biskupa z Kopernikiem o Annie, Feliksa Reicha. Kanonik Felix nie mógł być zachwycony powierzeniem mu tak niefortunnej misji. Zimą 1538–1539 doszło do komicznej wręcz wymiany listów między Dantyszkiem a Reichem. Biskup żądał, aby w sprawie Anny Schilling Reich doprowadził do konfrontacji z Kopernikiem przed całą kapitułą, co uczyniłoby rzecz całą dla Kopernika bardziej osobistą, ale i trudniejszą do zignorowania. Co więcej, Dantyszek oczekiwał od Reicha odczytania oficjalnego potępienia niewłaściwego zachowania Kopernika.

Reich nie tylko jednak towarzyszył Kopernikowi w licznych przedsięwzięciach, i to od wielu lat, ale był zwyczajnie jego dobrym kolegą. Felix wspomniał Kopernika w swoim testamencie (jako jednego z nielicznych); nie zapominał, że Kopernik skutecznie leczył go z wielu chorób, a w jednym z listów pisał o nim nawet „czcigodny Mikołaj Kopernik”. Reich nie chciał mieć nic wspólnego z niewdzięczną sprawą odczytania listu potępiającego. Pierwszy zarys takiego listu został odesłany do Dantyszka z powodów technicznych: „Mam nadzieję, że on [Kopernik] weźmie sobie te słowa do serca, nie potrzeba mu więc mojego napomnienia. Obawiam się, że zawstydzi się srodze, kiedy się dowie, że jestem w sprawę wtajemniczony. Gdyby nie pewne drobne sformułowania, które mnie powstrzymują, mógłbym mu odczytać list Waszej Przewielebności we fragmentach, w których dotyka on sprawy”.

TE FROMBORSKIE DZIEWKI


Sześć tygodni później Reich ponownie napisał do Dantyszka o Koperniku oraz dwóch innych kanonikach pozostających w konkubinacie, Scultetusie i Niederhoffie, ale tym razem zdawał się być gotowy do podjęcia się tej sprawy. Zaoferował Dantyszkowi radę, jak we właściwy sposób napisać i doręczyć napomnienie: „Bóg Wszechmogący da siłę Tobie, abyś mógł poprowadzić rzecz całą do szczęśliwego końca, choć rozpoczętą bez zapału. Jak tylko potrafimy, wszyscy pomożemy ci osiągnąć w tej sprawie powodzenie. Jednakże [w wypadku Reicha zawsze pojawiało się jakieś „jednakże”], Wasza Przewielebność musi realizować procedurę z całą siłą prawa, lecz nie wprowadzać w przyszłych listach niczego, co byłoby sprzeczne z postępowaniem formalnym i zwyczajowym, jak to się nazywa. Jako że często się zdarza, iż najdrobniejsza kwestia zepsuć może całą sprawę i unieważnić ją i anulować, gdyby stanęła przed sądem wyższym”. Dantyszek i jego kancelaria natychmiast przystąpili do pracy i przygotowali niezbędne dokumenty. Niezwłocznie też wysłali je do Fromborka do Reicha. Ale znowu coś poszło nie tak: „Odsyłam z powrotem wszystkie listy, ponieważ w jednym z nich musi być poprawiony poważny błąd w pisowni, czego tu wykonać nie możemy. W liście zapisano „Henryk” zamiast „Alexander” [Scultetus]”.

Na ostatnim etapie tej zabawy Felix Reich odesłał poprawione listy do Dantyszka 27 stycznia 1539 roku pod pretekstem, że niektórzy kanonicy są nieobecni i nie można zorganizować formalnego spotkania. Oczywiście Reich mógł zatrzymać listy do chwili, kiedy we Fromborku zjawiliby się wszyscy kanonicy, ale on nawet nie chciał ich trzymać w katedrze.

Miesiąc później, 1 marca 1539 roku, kanonik Felix Reich zmarł. Zdając sobie sprawę, że umiera, Reich postanowił oszczędzić Kopernikowi zakłopotania. (W innym fragmencie listu Reicha do Dantyszka jest wzmianka o winie albo piwie, na które najwyraźniej kanonik Felix miał apetyt. Okazuje się, że jednym ze sposobów Dantyszka nakłonienia Reicha do współpracy była obietnica urządzenia libacji).

Niestety to wszystko nie oznaczało, że Kopernik zdołał się wykaraskać ze swoich problemów. 23 marca 1539 roku Dantyszek otrzymał list od innego kanonika warmińskiego, Pawła Płotkowskiego, zatroskanego sprawą kobiet wmieszanych w związki z trzema innymi niesfornymi kolegami: „Jeśli chodzi o fromborskie dziewki, ta od Alexandra skryła się na kilka dni w jego domu. Obiecała, że odejdzie razem z synem. Alexander wrócił z Lubawy z radosnym obliczem; jakie przywiózł nowiny, nie wiem. Pozostał w swojej curia wraz z Niederhoffem i jego focaria [kochanką], która wygląda niczym służka w oberży skrzyżowana z diabłem. Kobieta doktora Mikołaja wysłała swoje rzeczy wcześniej do Gdańska, ale sama pozostaje we Fromborku...”.

Krytycznie nastawiony Płotkowski był jednym ze starszych kanoników, którzy nie mieli dobrych stosunków z Dantyszkiem. Obaj pragnęli objąć tron biskupi i dlatego w minionych latach wzajemnie przeciwko sobie występowali. Wygrał Dantyszek. Nadal ambitny, ale przecież nie głupi Płotkowski starał się teraz przypochlebić biskupowi i zdawał sobie sprawę, że „dziewki” są szczególną bolączką biskupa warmińskiego. Do lata 1539 r. Anna Schilling stała się dla Dantyszka sprawą priorytetową. Zaczął szukać pomocy na zewnątrz. Wiedział, że Kopernik był bardzo blisko z Tiedemannem Giesem, biskupem chełmińskim. Gdy usłyszał, iż Kopernik wybiera się do zamku w Lubawie, wysłał w początkach lipca list do Giesego: „On [Kopernik] jest znany i rozpoznawany powszechnie nie tylko z powodu pozycji, ale podziwu za pisarstwo różnorakie. Teraz, gdy posunął się mocno w latach, ciągle się mówi, iż pozwala sobie spotykać się w sekretnych okolicznościach z kobietą. Wasza Wielebność okaże wielki akt pobożności, jeśli ostrzeże tego człowieka w swoim imieniu, w przyjacielski sposób nakaże mu, by powstrzymał się od niegodnego zachowania i nie pozwalał się sprowadzać na złą drogę Alexandrowi [Scultetusowi], o którym mówi, że sam w sobie pod każdym względem wyróżnia się spośród braci, urzędników i kanoników [kapituły warmińskiej]”. Giese natychmiast odpisał Dantyszkowi, aby zapewnić go, że podziela jego troskę. Dwa miesiące później ponownie do niego napisał:„Poważnie porozmawiałem z doktorem Mikołajem na temat poruszony przez Waszą Wielebność. Przedstawiłem sytuację szczerze, prosto w oczy. Wydawał się wielce zakłopotany. A to dlatego, że choć zawsze wypełniał wolę Waszej Wielebności bez zwłoki, ciągle jest fałszywie oskarżany przez niechętnych mu ludzi o sekretne schadzki, etc. Zrezygnował ze spotkań z nią [Anną] po jej odejściu, z wyjątkiem jednej rozmowy, kiedy przejeżdżała w drodze powrotnej z jarmarku w Królewcu. Jestem zupełnie przekonany, że nie jest uczuciowo związany, tak jak większość ludzi sądzi”.