Korzenie drzew rosną tam, gdzie gleba jest wilgotna. Zjawisko to nazywa się hydrotropizmem. Podlewanie drzew sprawia, że ich korzenie rozrastają się tam, gdzie mają więcej wody – czyli blisko powierzchni. To zaś uzależnia los drzewa od podlewania, bo wierzchnie warstwy gleby wysychają najszybciej. 

Korzenie rozrastające się zbyt płytko pod powierzchnią ziemi sprawiają, że roślina jest mniej odporna na susze. Dodatkowo silny wiatr może takie drzewo łatwiej przewrócić, co stanowi zagrożenie dla ludzi i może powodować szkody. 

Nowoczesne metody pielęgnacji drzew biorą to pod uwagę. W ziemię można po prostu wkopać rurę, żeby przy podlewaniu nawadniać głębsze warstwy gleby. Korzenie kierują się wtedy głębiej, co sprawia, że drzewo jest bardziej odporne i na suszę, i na niszczycielskie porywy wiatru. Takie rozwiązanie ma jednak swoje wady. Przede wszystkim wymaga plastikowych rur, co nie jest ekologiczne. Ponadto przez taki przewód do korzeni mogą dostawać się rozmaite szkodliwe bakterie, grzyby i owady. 

Ekologiczne rozwiązanie chroni drzewa  

Inżynierowie biomechaniki z niemieckiego Karlsruhe Institute of Technology wpadli na nowy sposób, jak skierować korzenie drzewa w głąb ziemi. Jest to prosta i ekologiczna metoda. Zamiast wkopywać w ziemię plastikowe rury, wykopali w ziemi niewielkie „studnie” o średnicy między 20 a 30 centymetrów. Wypełnili je mieszaniną żwiru z żyzną ziemią, zwaną „terra preta” (z jęz. portugalskiego: „czarna ziemia”). 

Dzięki temu podlewanie drzewa jest potrzebne, jak twierdzą, tylko w początkowym okresie jego wzrostu. Potem bowiem korzenie kierują się w dół żyznej i zachowującej wilgoć „studni”. W miarę wzrostu podlewanie przestaje być potrzebne – korzenie są już na tyle głęboko, że sięgają poziomu wód gruntowych. 

Profesor Claus Mattheck tłumaczy, że taki cylinder wypełniony żyzną glebą i żwirem zapewnia drzewu składniki odżywcze i pozwala lepiej się ukorzenić. – Ukorzenienie zabiera jednak trochę czasu, więc miłośnicy drzew muszą uzbroić się w cierpliwość – mówi. Metoda ma tylko jedną wadę: nie nadaje się do gleb gliniastych, nieprzepuszczających wody. 

Czym jest „terra preta”? 

„Terra preta”, którą wykorzystali naukowcy jest rodzajem czarnoziemu, bardzo żyznej gleby występującej w Amazonii. Długo stanowiła zagadkę, bowiem w tropikalnym klimacie rozkład substancji organicznych następuje bardzo szybko. Rośliny natychmiast pobierają składniki odżywcze, które nie mają szans na gromadzenie się w glebie. Amazońskie gleby są więc ubogie. Po wycięciu lasu pod uprawy szybko jałowieją, a większość roślin uprawnych na nich marnieje. 

Pierwotnie uważano, że amazoński czarnoziem powstał dzięki wulkanicznym popiołom nanoszonym z Andów lub dzięki osadom z den dawnych jezior polodowcowych. Zaskakująco często jego pokłady znajdowano jednak wokół pozostałości ludzkich siedzib. Obecnie uważa się, że są dziełem człowieka – prekolumbijskich Indian, którzy wytwarzali ją ze zwierzęcego nawozu, resztek organicznych i węgla drzewnego. 

Terra preta występuje w miejscach opuszczonych od setek lat, co świadczy o jej niezwykłej trwałości i zdolności do regeneracji. Za trwałość odpowiada węgiel drzewny, który wiąże składniki odżywcze. Za zdolność do regeneracji zaś prawdopodobnie odpowiadają zamieszkujące ją bakterie. 

Źródło: Karlsruhe Institute of Technology