10 października 1794 r. pod Maciejowicami rozegrała się największa i najbardziej krwawa na naszych ziemiach w XVIII w. bitwa. Naprzeciw siebie stanęły wojska insurekcji dowodzone przez Tadeusza Kościuszkę oraz carskie wojsko pod dowództwem gen. Fersena.
Właśnie pod Maciejowicami Kościuszko postanowił zaatakować Fersena, który po przeprawie przez Wisłę miał zamiar połączyć się z wojskami gen. Suworowa stojącymi pod Brześciem, aby razem z nim wyruszyć na Warszawę i tam stłumić powstanie. Jedyną nadzieją insurekcji, było nie dopuszczenie do połączenia się armii.
Sytuacja była dramatyczna. Kościuszko dysponował niespełna 6 tys. żołnierzy, podczas gdy armia carska była praw
ie dwukrotnie liczniejsza. Przewaga Rosjan w armatach była jeszcze bardziej niekorzystna (85 do 30 na korzyść Rosjan).
Bitwa rozpoczęła się o świcie i zakończyła ok. 13.00 klęską Polaków. Przyczynę porażki Kościuszki upatruje się przede wszystkim w tym, że nie udało mu się ściągnąć do bitwy posiłków, tj. ponad 3-tysięcznego Korpusu gen. Konińskiego, który stał nad Wieprzem i do którego rozkaz dotarł dopiero ok. godz. 6 rano. Poległo ponad 2 tys. żołnierzy, do niewoli został wzięty cały sztab wraz z rannym w bitwie Tadeuszem Kościuszką i ok. 2000 żołnierzy.
Jazda polska ok. 1200 kawalerzystów odjechała z pola bitwy. Gen. Poniński dotarł do poprzedniego miejsca postoju Kościuszki w Kopytnicy, zebrał zbiegów i pomaszerował w kierunku Warszawy.
Kościuszko pod Maciejowicami występował w czarnym surducie i kapeluszu. Został znaleziony nieprzytomny na skraju bagna opodal folwarku Krępa, gdzie jak mówi legenda spadł z konia, gdy ten na skraju bagna zapadł się przednimi nogami. Podobno kiedy kozacy obdzierali rannych, jeden z nich ciął w głowę nieprzytomnego Kościuszkę i tylko reakcja leżącego w pobliżu ułana mirowskiego uchroniła go przed zabiciem.
Nie ma wiarygodnych danych o ostatnich chwilach bitwy i losach Naczelnika. Legenda o rzekomo wypowiedzianych przez Kościuszkę słowach „Finis Polonie” powstała wiele lat później i wielu historyków ją dementowało. Zresztą słowa hymnu narodowego są dokładną odpowiedzią na te pomówienia „Jeszcze Polska nie umarła, póki my żyjemy”.
Obchody rocznicy słynnej bitwy z 1794 r. trwają od 9 do 12 października. Już od wielu lat obchody kościuszkowskie w Maciejowicach gromadzą coraz większe rzesze widzów. Zwłaszcza, że za każdym razem zmienia się nieco ich forma. Organizatorom udało się odtworzyć pewną już prawie zapomnianą atmosferę.
Chociaż przed wojną istniała w Polsce bardzo silna tradycja kościuszkowska, a w wielu domach wisiały portrety z Naczelnikiem czy przechowywano pamiątki z okresu powstania, to znaczenie tego symbolu dla Polaków zdawało się po wojnie gwałtownie maleć. Gdy w końcu lat siedemdziesiątych grupka zapaleńców z okolic Maciejowic (inna taka grupka znalazła się w Małopolsce) zaczynała odświeżać tradycję kościuszkowską, nikt nie dawał całej akcji większych szans. Pierwszym marzeniem było postawienie pomnika.
– Za PRL-u świętowanie tradycji kościuszkowskiej było podwójnie kłopotliwe. Z jednej strony władza rzekomo przychylnie patrzyła na Kościuszkę przedstawianego przez oficjalną historię jako trybuna ludowego czy nawet rewolucjonistę, z drugiej to, że walczył z Rosją wprowadzało urzędników w zakłopotanie, przez co nie wiedzieli, co począć z naszym pomysłem – mówi Leszek Marek Krześniak, dziś prezes Polskiej Fundacji Kościuszkowskiej i Towarzystwa Miłośników Maciejowic. – Mimo wielu problemów, które nam stwarzano, udało się w 1977 roku postawić pierwszy pomnik. Zaważył argument, że Kościuszko nie walczył przeciw Rosji, lecz przeciw carycy. Od tego momentu podjęliśmy różnorodne działania w celu dalszego wskrzeszenia tej tradycji. Wszystko to jednak, co udało nam się zbudować przez lata wokół pamięci o Kościuszce, nie byłoby możliwe bez zaangażowanie wielu wspaniałych osób, które poświęcały swój prywatny czas i pieniądze.
Obecnie mija już 25 lat odkąd, zaczęto organizować coroczne obchody w Maciejowicach. Zawsze około 10 października w miejscowym kościele odprawiana jest msza za poległych w bitwie, składane są kwiaty pod pomnikiem na rynku w Maciejowicach, a w miejscowej szkole odbywają się Międzynarodowe Sympozja Kościuszkowskie, w czasie których posłuchać można wykładów na temat epoki. Dla młodszych, by zapoznać ich w interesujący sposób z historią, wymyślono rajd kościuszkowski, w którym przechodzą oni trasami wojsk biorących udział w bitwie. Na rynku w Maciejowicach odbywa się zaś tradycyjny Jarmark Kosynierski, na którym poza potrawami regionalnymi można kupić pamiątki czy dzieła sztuki ludowej, związane z tradycją kościuszkowską. Obchodom organizowanym przez TMM, PFK i władze lokalne towarzyszą też zawsze występy artystów z wielu krajów, a także zespołów ludowych z Polski. Od kilku lat młodzież przygotowuje też inscenizację bitwy. Rozgrywane są również konkursy wiedzy o tym okresie historii (nagrodą jest szabla). W tym roku imprezy maciejowickie wzbogacą się o Konkurs Strojów Historycznych.
W czwartek 9 października odbył się na polu bitwy w Podzamczu pokaz kawalerzystów w strojach wojsk kościuszkowskich, pokaz umiejętności i inscenizacja epizodów z bitwy.
– W tym roku przewidzieliśmy wiele atrakcji – mówi Krześniak. – W sobotę 11 października odbędzie się podróż historyczna po teatrze bitwy maciejowickiej od miejsca, gdzie odbyła się przeprawa wojsk carskich w Tyrzynie, przez obóz wojsk Kościuszki w Korytnicy, Okrzeję, gdzie odbyła się rada wojenna, Żelechów, przez który przechodziły wojska w drodze pod Maciejowice oraz gdzie znajduje się grób prezydenta Warszawy okresu insurekcji Ignacego Wyssogoty Zakrzewskiego, po Maciejowice, gdzie znajduje się muzeum i makieta bitwy.
W sobotę od godz.15.00 na rynku w Maciejowicach dbędzie się też w Jarmark Kosynierski, a wieczorem konkurs strojów historycznych i bal kostiumowy. Osoby szczególnie zainteresowane historią nie powinny przegapić niedzielnego naukowego sympozjum, w czasie którego wystąpią z wykładami znani historycy zajmujący się epoką, w której żył Tadeusz Kościuszko. Imprezom towarzyszyć będą też występy artystyczne. Wszystkich chętnych do udziału w tych imprezach zapraszamy w tych dniach do Maciejowic. To jedynie 76 kilometrów od Warszawy. W sobotę czy niedzielę będzie można miło spędzić dzień, zwłaszcza, jeśli dopisze pogoda, co zresztą zapowiadają meteorolodzy. Oprócz wymienionych wyżej atrakcji można zwiedzić muzeum, w którym obecne są pamiątki z bitwy, rekonstrukcje mundurów oraz makieta bitwy, a także zjeść obiad w pobliskiej restauracji oraz odwiedzić leżące nieopodal tereny leśne.
Maciejowice leżą w powiecie garwolińskim, około 80 kilometrów od Warszawy. Więcej informacji, pełen program obchodów oraz program wykładów znaleźć można na stronie www.tmm.waw.pl. h.k.