Chińczycy mają swoje Roswell – to góry Fenghuang w prowincji Heilongjiang. Od lat do Fenghuang ciągną pielgrzymki ufologów z całych Chin. Wprawdzie nie rozbił się tam żaden statek kosmiczny, ale waixingren (czyli człowiek z obcej planety) pojawia się w Fenghuang zdecydowanie częściej niż w innych rejonach Państwa Środka. To właśnie w Fenghuang doszło w 1994 r. do najsłynniejszego w Chinach kontaktu z cywilizacją pozaziemską. Wszystkie największe gazety opisywały wówczas historię rolnika Menga Zhaoguo, uprowadzonego przez obcych na ich statek.

Rolnik nawiązał tam intymny kontakt z kosmitką, która – poza trzema metrami wzrostu, dwunastoma palcami i włosami na nogach zaplecionymi w warkoczyki – wyglądała jak człowiek. Po zbliżeniu Meng Zhaoguo dowiedział się, że za 60 lat na odległej planecie urodzi się jego dziecko. Tego typu relacja to w Chinach nic nadzwyczajnego. W ostatnich latach w Państwie Środka nastąpił prawdziwy wysyp doniesień o śmigających po niebie niezidentyfikowanych obiektach latających. Liczba osób, które widziały UFO, rośnie lawinowo. Organizacje ufologiczne znajdują się w większości dużych chińskich miast. Co roku w Chinach odbywają się ogólnonarodowe kongresy ufologiczne, a według badania Ipsos z 2010 r., przeprowadzonego dla Reuters News, ponad 40 proc. Chińczyków wierzy, że żyją wśród nich przybysze z innych planet. Co spowodowało, że w drugiej dekadzie XXI wieku kosmici zrezygnowali z latania nad Stanami Zjednoczonymi – i zaczęli ukazywać się właśnie w Chinach?

Wirujący spodek czy propaganda

Jednej z odpowiedzi na powyższe pytanie dostarcza charakterystyczna wskazówka. Otóż w Chinach spotkania z UFO nie są, jak na Zachodzie, pożywką wyłącznie dla prasy brukowej. W krzewieniu oficjalnej wiary w UFO niemałą rolę odgrywają państwowe media. Telewizja CCTV czy Dziennik Ludowy – choć zazwyczaj zdystansowane i zachowawcze – są wobec UFO nastawione wyjątkowo ciepło. Szczegółowo relacjonują pojawianie się niezidentyfikowanych obiektów na niebie, najczęściej podają jedynie „fakty” pozbawione redakcyjnego komentarza, a tym bardziej szyderstwa czy ironii. Nie ma wątpliwości, że podsycanie powszechnej fascynacji kosmitami jest na rękę władzom.

Wskazuje na to również członkostwo niektórych miłośników UFO w Komunistycznej Partii Chin. Są też wśród nich emerytowani naukowcy, wysocy urzędnicy i inżynierowie. Wszyscy oni chętnie uczestniczą w budowaniu bajkowej fasady, sprawnie wykorzystywanej przez państwową propagandę. Można podejrzewać, że za opowieściami o kosmitach kryją się przeprowadzane potajemnie testy broni najnowszej generacji. Dowody? Tylko w okresie od sierpnia do października zeszłego roku na granicy chińsko-indyjskiej zaobserwowano prawie 100 ULO (skrót od ang. unidentified luminous objects, czyli niezidentyfikowanych obiektów świecących).

W Indiach wzbudziły one konsternację. Z pomocą astronomów i lotników Hindusi szybko doszli do wniosku, że choć nie mają pojęcia, co lata i świeci na ich niebie, z pewnością jest to sprawka Chińczyków, którzy testują w ten sprytny sposób czujność sąsiada. Na to, że władze mogą wykorzystywać kosmitów w militarnym celu, wskazuje też historia. Chińczycy byli karmieni opowieściami o UFO w poprzednim stuleciu i już wtedy rządowa propaganda sprawnie wykorzystywała mit niezidentyfikowanych obiektów latających.