powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Zdrowie

Kosmici uczą się chińskiego

UFO przestało się interesować Ameryką – zaczęło za to pojawiać się nad Państwem Środka. Dlaczego to właśnie Chińczycy widują teraz kosmitów najczęściej na świecie?

Focus 9/2013
14.10.2013·8 minut·
Chcesz czytać więcej treści jak „Kosmici uczą się chińskiego"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Chińczycy mają swoje Roswell – to góry Fenghuang w prowincji Heilongjiang. Od lat do Fenghuang ciągną pielgrzymki ufologów z całych Chin. Wprawdzie nie rozbił się tam żaden statek kosmiczny, ale waixingren (czyli człowiek z obcej planety) pojawia się w Fenghuang zdecydowanie częściej niż w innych rejonach Państwa Środka. To właśnie w Fenghuang doszło w 1994 r. do najsłynniejszego w Chinach kontaktu z cywilizacją pozaziemską. Wszystkie największe gazety opisywały wówczas historię rolnika Menga Zhaoguo, uprowadzonego przez obcych na ich statek.

Rolnik nawiązał tam intymny kontakt z kosmitką, która – poza trzema metrami wzrostu, dwunastoma palcami i włosami na nogach zaplecionymi w warkoczyki – wyglądała jak człowiek. Po zbliżeniu Meng Zhaoguo dowiedział się, że za 60 lat na odległej planecie urodzi się jego dziecko. Tego typu relacja to w Chinach nic nadzwyczajnego. W ostatnich latach w Państwie Środka nastąpił prawdziwy wysyp doniesień o śmigających po niebie niezidentyfikowanych obiektach latających. Liczba osób, które widziały UFO, rośnie lawinowo. Organizacje ufologiczne znajdują się w większości dużych chińskich miast. Co roku w Chinach odbywają się ogólnonarodowe kongresy ufologiczne, a według badania Ipsos z 2010 r., przeprowadzonego dla Reuters News, ponad 40 proc. Chińczyków wierzy, że żyją wśród nich przybysze z innych planet. Co spowodowało, że w drugiej dekadzie XXI wieku kosmici zrezygnowali z latania nad Stanami Zjednoczonymi – i zaczęli ukazywać się właśnie w Chinach?

Wirujący spodek czy propaganda

Jednej z odpowiedzi na powyższe pytanie dostarcza charakterystyczna wskazówka. Otóż w Chinach spotkania z UFO nie są, jak na Zachodzie, pożywką wyłącznie dla prasy brukowej. W krzewieniu oficjalnej wiary w UFO niemałą rolę odgrywają państwowe media. Telewizja CCTV czy Dziennik Ludowy – choć zazwyczaj zdystansowane i zachowawcze – są wobec UFO nastawione wyjątkowo ciepło. Szczegółowo relacjonują pojawianie się niezidentyfikowanych obiektów na niebie, najczęściej podają jedynie „fakty” pozbawione redakcyjnego komentarza, a tym bardziej szyderstwa czy ironii. Nie ma wątpliwości, że podsycanie powszechnej fascynacji kosmitami jest na rękę władzom.

Wskazuje na to również członkostwo niektórych miłośników UFO w Komunistycznej Partii Chin. Są też wśród nich emerytowani naukowcy, wysocy urzędnicy i inżynierowie. Wszyscy oni chętnie uczestniczą w budowaniu bajkowej fasady, sprawnie wykorzystywanej przez państwową propagandę. Można podejrzewać, że za opowieściami o kosmitach kryją się przeprowadzane potajemnie testy broni najnowszej generacji. Dowody? Tylko w okresie od sierpnia do października zeszłego roku na granicy chińsko-indyjskiej zaobserwowano prawie 100 ULO (skrót od ang. unidentified luminous objects, czyli niezidentyfikowanych obiektów świecących).

W Indiach wzbudziły one konsternację. Z pomocą astronomów i lotników Hindusi szybko doszli do wniosku, że choć nie mają pojęcia, co lata i świeci na ich niebie, z pewnością jest to sprawka Chińczyków, którzy testują w ten sprytny sposób czujność sąsiada. Na to, że władze mogą wykorzystywać kosmitów w militarnym celu, wskazuje też historia. Chińczycy byli karmieni opowieściami o UFO w poprzednim stuleciu i już wtedy rządowa propaganda sprawnie wykorzystywała mit niezidentyfikowanych obiektów latających.

Wielki brat patrzy

Pierwszym zarejestrowanym śladem obecności UFO w Chinach jest zdjęcie wykonane w Tiancinie w 1942 r. Nad ruchliwą ulicą w biały dzień unosi się okrągły obiekt, a kilka osób wskazuje go ręką. Zaś z roku 1947 pochodzi pionierska relacja w chińskiej prasie o latających spodkach nad miastem Lanzhou. Prawdziwe zainteresowanie wizytami UFO, w dodatku oficjalne, zaczęło się po ustanowieniu Chińskiej Republiki Ludowej w roku 1949.

Wszelkie dziwne zjawiska na niebie obserwowano wówczas z dużą uwagą – władze liczyły się z tym, że mogą to być, zwłaszcza na terenach przygranicznych, radzieckie obiekty szpiegujące. Jedna ze słynniejszych obserwacji UFO nastąpiła 24 lipca 1981 r. Tego dnia w czternastu prowincjach ponad dziesięć milionów ludzi przez dwadzieścia minut oglądało przemieszczający się po niebie olbrzymi spiralny kształt. Zaobserwowali go również astronomowie pracujący w obserwatorium na Purpurowej Górze w Nankinie we wschodnich Chinach.

O wydarzeniu pisano i mówiono w ponad czterdziestu gazetach, czasopismach i stacjach radiowych. Również rządowy dziennik Renmin Ribao i agencja prasowa Xinhua poświęciły fenomenowi obszerne artykuły. Rok później nakręcono zaś film „UFO nad Chinami”. Jest to obraz jedyny w swoim rodzaju: jego celem było przełamanie lęków ludności i przekonanie, że latająco-świecące obiekty na niebie to nie tajna broń USA czy ZSRR ani zły omen – ale jedynie kosmici!

Zbiorowe przywidzenia

Być może jednak polityka władz nie jest jedyną przyczyną nasilenia się niewytłumaczalnych zjawisk we współczesnych Chinach. W USA podobny skok zainteresowania UFO ponad pół wieku temu tłumaczono efektem psychologicznym. Okres gwałtownej fascynacji kosmitami zaczął się po incydencie w roku 1947, kiedy w Roswell miał rozbić się statek kosmiczny, a rząd amerykański jakoby ukrył jego resztki. Wyjaśnieniem tego fenomenu zajął się wybitny psycholog i psychiatra Carl Jung. W książce „Flying Saucers: A Modern Myth of Things Seen in the Skies” (Latające spodki: współczesny mit obiektów obserwowanych na niebie) Jung tłumaczył narastającą liczbę relacji o UFO m.in. zbiorową reakcją na medialne doniesienia.

Według Junga, im więcej było w prasie i radiu informacji o UFO, tym więcej ludzi mówiło, że zobaczyło coś nie z tej ziemi. Charakterystyczne, że na Zachodzie systematycznie zmniejsza się dziś zainteresowanie kosmitami. Może mieć to właśnie związek z tym, że w mediach od dłuższego czasu brakuje doniesień o nowych spektakularnych obserwacjach UFO. Społeczeństwo nie dostaje po prostu pożywki dla wyobraźni…

W Chinach zaś dzieje się odwrotnie – oficjalne media piszą dużo i chętnie o kosmitach, dlatego ludzie z łatwością interpretują wszelkie dziwne zjawiska na niebie jako ślad ich obecności. Jung zauważył również, że do wzrostu zainteresowania UFO po wydarzeniach w Roswell przyczyniła się sytuacja polityczna – trauma powojenna i trwająca wtedy w najlepsze zimna wojna. Wprawdzie Chińczycy nie doświadczają dziś presji tego typu, ale gwałtowny wzrost zainteresowania kosmitami może być związany z coraz bardziej stresującym stylem życia i poczuciem niepewności ogarniającym chińskiego tygrysa gospodarczego.

​Kosmici dla bogatych

Istnieje też jeszcze jedno wytłumaczenie większej liczby tajemniczych zjawisk na chińskim niebie. Warto zwrócić uwagę, że UFO wyjątkowo często pojawia się nad lotniskami i na szlakach powietrznych. Tylko w 2010 roku media informowały aż o ośmiu głośnych przypadkach pojawienia się niezidentyfikowanych obiektów latających w pobliżu lotnisk. Np. w maju 2010 r. z tego powodu zamknięto port lotniczy w Hangzhou, tydzień później w Chongqingu, a we wrześniu w Baotou w Mongolii Wewnętrznej. Wyjaśnienie tego fenomenu jest prozaiczne – są nim pieniądze. Chińczycy bogacą się, a chińscy milionerzy coraz chętniej kupują samoloty i helikoptery. Ponieważ jednak uzyskanie licencji pilota jest długotrwałe i kłopotliwe, latają nielegalnie, kiedy i gdzie chcą. I na chińskim niebie zrobiło się po prostu tłoczno.

Czy zatem wszystko, co się dzieje nad Chinami, da się wytłumaczyć racjonalnie? Według Zhou Xiaoqianga, sekretarza generalnego Pekińskiego Ufologicznego Stowarzyszenia Badawczego – tak. Uważa on, że zdecydowana większość obserwacji UFO i relacji o kosmitach to efekt zjawisk naturalnych. Podobnego zdania jest Zhang Jingping, dyrektor pionu śledczego innego stowarzyszenia ufologów – Ufologicznej Światowej Federacji Chińczyków. Od kilkunastu lat ten właściciel Agencji Reklamowej Latający Spodek poświęca kosmitom własny czas i pieniądze.

Jak mówi, najczęściej okazuje się, że zaobserwowane obiekty nie mają nic wspólnego z UFO, a nad lotniskiem przelatywał np. balon, satelita lub popularny w Chinach podświetlany latawiec. Być może to któryś z nich był odpowiedzialny za słynny przypadek z tego lata. 10 czerwca 2013 roku samolot lecący z Chengdu do Kantonu musiał awaryjnie lądować po 20 minutach lotu, bowiem zderzył się z czymś twardym. Po wylądowaniu okazało się, że dziób samolotu jest mocno wgnieciony, co biorąc pod uwagę dużą wysokość, na jakiej się znajdował, wykluczało zderzenie z ptakiem.

Wiara sprowadza UFO

Od czasu do czasu zdarzają się jednak opowieści, które naprawdę trudno wyjaśnić. Jedną z nich badał ufolog amator Zhang Jingping. Xiang Kuansong z miejscowości Mayang w prowincji Hunan utrzymuje, że przez trzy lata w jego domu mieszkali niewidzialni kosmici. Przed powrotem na swoją planetę nakazali mu budowę schronienia, w którym będą mogli się zatrzymać podczas następnego pobytu na Ziemi. Przypominający świątynię budynek jest już ukończony. Nad jego bramą widnieje napis: „Stacja badawcza ds. kosmitów”, a po obu jej stronach hasła głoszące braterstwo ludzi i obcych.

Zhang Jingping dokładnie zbadał sprawę Kuansonga i jest przekonany, że nie ma w tym przypadku mowy o mistyfikacji. Po testach na wykrywaczach kłamstw i po hipnozie, którym poddał Kuansonga, badacz doszedł do wniosku, że ten nie kłamie. O tym, że w relacjach o spotkaniach z UFO coś może się kryć, jest przekonany również prof. Wang Sichao, astronom z obserwatorium na Purpurowej Górze w Nankinie – tej samej, gdzie w 1981 roku obserwowano słynny spiralny obiekt. Prof. Sichao publicznie przyznaje, że uznaje istnienie cywilizacji pozaziemskiej i prób nawiązania z nami kontaktu przez UFO. Wygląda więc na to, że część Chińczyków, najbardziej ateistycznego narodu świata, wierzy, że nie jesteśmy sami. Być może wiara w latające spodki to margines wolności pozostawiony obywatelom, którym władza mówi: Chcecie w coś wierzyć, to wierzcie w UFO!

Tematy:Chinykosmiciufo

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Kosmici uczą się chińskiego"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX