Zzwajcarska ikona niszowego zegarmistrzostwa MB&F, współpracując z francuską marką Maison Alcée oraz utalentowanym projektantem Maximilianem Maertensem, uznała, że na rynku luksusowym brakuje zestawu do DIY. Tak powstał Nostromo – niezwykły, mechaniczny zegar biurkowy wyceniony na bagatela 15 tysięcy dolarów (lub 12 tysięcy franków szwajcarskich), który trafia do szczęśliwego nabywcy jako kunsztowny zestaw do samodzielnego montażu.
Poczuj się jak po zakupach w IKEA (choć wydasz tyle, ile zapłaciłbyś za połowę zawartości sklepu)
Luksusowe czasomierze i mechaniczne zegary biurkowe to nie tylko miniaturowe dzieła sztuki, ale przede wszystkim popis genialnego rzemiosła. Problem polega na tym, że niezmiernie łatwo o tym zapomnieć. Kupujemy piękny przedmiot, stawiamy go na komodzie, podziwiamy idealnie wykończone krawędzie i… po dwóch tygodniach przestajemy świadomie zwracać uwagę na to, jak gigantyczny nakład pracy i inżynieryjnego geniuszu włożono w jego stworzenie.
Twórcy zegara Nostromo postanowili rozwiązać ten dylemat, sięgając po znany z psychologii tzw. „efekt IKEA”. Chodzi po prostu o ten moment satysfakcji oraz dumy, gdy po kilku godzinach w końcu udaje nam się złożyć regał. Zapominamy wtedy, ile było przy tym roboty, jak nieczytelna była instrukcja i ile razy odkręcaliśmy i zakręcaliśmy jedną śrubkę. Po prostu cieszymy się z efektu.

Nostromo przenosi ten mechanizm emocjonalny na absolutne wyżyny zegarmistrzostwa. Zamiast gotowego produktu, dostajemy do ręki zadanie i szansę, by przez chwilę poczuć się jak mistrz zegarmistrzowski w swoim prywatnym warsztacie.
Sam wygląd zegara jest absolutnie obłędny i przyciąga spojrzenie z drugiego końca pokoju. Jego forma nawiązuje bezpośrednio do kultowego frachtowca kosmicznego ze słynnego horroru science-fiction Obcy – 8. pasażer Nostromo. Całość wygląda dla mnie jak steampunkowy pająk opierający się na trzech rzeźbionych, niezwykle stabilnych odnóżach.



Zegar wykonano z najwyższej jakości materiałów, czyli polerowanego mosiądzu, tak zwanego „niemieckiego srebra” oraz stali nierdzewnej. Eliptyczna obudowa odsłania pracujący wewnątrz mechanizm, oferując tradycyjny odczyt godzin, minut oraz sekund. Co ciekawe, znajdziemy tu również przełączalny moduł wybijania pełnych godzin oraz potężną rezerwę chodu wynoszącą aż 14 dni na jednym nakręceniu.
222 elementy, 250 stron instrukcji i 10 godzin skupienia
Nie da się ukryć, że porównywanie samego skomplikowania tego zadania ze składaniem mebla z IKEA to grube niedopowiedzenie. Choć twórcy nie rzucają nas na głęboką wodę i najbardziej delikatny i skomplikowany element – organ regulacyjny z balansem – przyjeżdża w zestawie już fabrycznie złożony i skalibrowany, to nadal nie jest to łatwy projekt DIY.

Kupujący musi samodzielnie zainstalować pełen układ kół zębatych, przekładni, wałków oraz całą zewnętrzną ramę. W pięknie zaprojektowanym pudełku znajdziemy trójwymiarową łamigłówkę składającą się z 222 precyzyjnych części, komplet profesjonalnych narzędzi zegarmistrzowskich, aż 250-stronicową, podręcznikową instrukcję oraz kody QR prowadzące do szczegółowych wideo-poradników. Szacuje się, że ułożenie tej rzemieślniczej mozaiki zajmuje około 10 godzin głębokiego skupienia, co w rzeczywistości raczej przełoży się na kilka dni grzebania przy projekcie.



Cóż, na pewno to bardzo specyficzne dzieło i twórcy zresztą doskonale zdają sobie z tego sprawę. Takiego zegara nie kupi każdy i wcale nie chodzi tutaj o sam poziom skomplikowania, ale przede wszystkim o cenę. Nostromo kosztuje bowiem jakieś 56 tyś. złotych. Niewiele więc osób będzie skłonnych wydać równowartość całkiem dobrego samochodu na zegar, który trzeba w dodatku samemu złożyć. Dlatego właśnie Maison Alcée oraz MB&F postawili na limitowaną produkcję. Nostromo powstał w zaledwie 50 egzemplarzach na cały świat i sądzę, że to naprawdę świetna decyzja. To nie jest coś, co mogłoby być powszechne, a możliwość posiadania czegoś, co oprócz nas ma zaledwie 49 innych osób, może niektórych skłonić do zakupu szybciej niż sam luksusowy charakter zegara.
