Począwszy od 1871 r., Niemcy przeżywały okres wspaniałej koniunktury. Różnego rodzaju spółki, przedsiębiorstwa i banki powstawały jak grzyby po deszczu. Każdy finansista, bankier, spekulant czy zwykły oszust coś zakładał, niejednokrotnie korzystając z subwencji, jakich udzielał rząd z kontrybucji zapłaconej przez Francję. W 1872 r. w samych tylko Prusach powołano do życia 500 nowych przedsiębiorstw. Większość z nich wypuszczała na rynek akcje, których kurs systematycznie wzrastał, ponieważ wciąż znajdowali się ludzie, skłonni je nabyć. Gdy kilku się na nich wzbogaciło, inni uwierzyli, że im też się uda. W ten sposób akcje zaczęli kupować wszyscy, nawet ludzie biedni. „Bawiło mnie obserwowanie, gdy mój odźwierny studiuje kursy akcji. Każdego dnia słyszałem o nowych transakcjach” – zapisał w pamiętniku „król kolei” Bethel Henry Strousberg. Nikt nie dochodził, na jak wątłych podstawach opiera się ten wielki popyt.

W akcje wielkie pieniądze ulokowała szlachta, również austro-węgierska. Niejeden jej przedstawiciel tkwił po uszy w ciemnych interesach, które się na nich robiło. W radach nadzorczych samych tylko kolei zasiadało ponoć aż 13 książąt, jeden landgraf, 64 hrabiów, 29 baronów i kilkudziesięciu innych arystokratów. W 1873 r. spekulacja akcjami nabrała takiego rozpędu, że trudno było znaleźć kogoś, kto mógłby i chciałby ją zatrzymać. Gdy niektórzy (z moralnych względów) domagali się od rządu ukrócenia szwindli akcjami, przewodniczący Kancelarii Rzeszy Rudolf Delbrück odpowiedział: „Państwo nie może przeszkadzać głupcom, by pozbywali się swych pieniędzy”.

CISZA PRZED LAWINĄ

W takiej atmosferze w maju 1873 r. zorganizowano w Wiedniu wystawę światową. Miała być ukoronowaniem wspaniałego okresu gospodarczej prosperity, jaki przeżywały Niemcy i Austro-Węgry. Wszyscy liczyli, że jeszcze bardziej pobudzi ona koniunkturę. W piątek, 1 maja 1873 r., cesarz Franciszek Józef w towarzystwie książąt z całej Europy dokonał uroczystego otwarcia wystawy. Goście zwiedzili pawilon wystawowy, a największe zainteresowanie budziła 36-tonowa armata z zakładów Kruppa (jedna z tych, które wcześniej ostrzeliwały Francję). W Wiedniu nikt już wtedy nie pamiętał o klęsce w wojnie z Prusami, a cesarz założył mundur pruskiego pułku grenadierów, by zaakcentować zbliżenie z Niemcami. Miasto żyło strojami kobiet, przemówieniami, przedstawieniami i balami, które trwały od zmierzchu do świtu. Ludzie bawili się tak jak wiele lat później pasażerowie „Titanica”, choć kres tej sielanki widać już było na horyzoncie.

Najpierw popsuła się pogoda. Zrobiło się chłodno i deszczowo. Później zaczął się strajk dorożkarzy. Potem wybuchła epidemia cholery i wielu mieszkańców zaczęło uciekać z miasta. W końcu nastąpiło to, przed czym tylko niektórzy przestrzegali, a jeszcze mniej liczni przestróg tych słuchali. 5 maja 1873 r. kursy akcji na giełdzie w Wiedniu poszły w dół. Zaczęło się od niewielkiego banku na Węgrzech, który zażądał dopłaty do swych akcji. W rezultacie kurs tych papierów spadł w ciągu kilku minut z 98 do 88. Lawina ruszyła.

PANIKA NA GIEŁDZIE

Nieprzypadkowo zbiegło się to w czasie z wystawą światową. Brak pieniędzy od dłuższego czasu był odczuwalny na rynku.  Magazyny pękały w szwach od towaru, którego nikt nie kupował, ale producenci liczyli jeszcze na wystawę w Wiedniu. Mieli nadzieję, że pobudzi sprzedaż i że koniunktura powróci. Niestety, wystawa nie była w stanie zlikwidować dotkliwego braku pieniędzy na rynku. Pierwszego dnia bessy spadek cen na wiedeńskiej giełdzie następował powoli, wielu więc liczyło, że jest to tylko przejściowe. Tyle że zwyżka nie przyszła. Zamiast tego nazajutrz ceny akcji zaczęły spadać tak gwałtownie, że pojawiły się oznaki paniki. Ludzie wyprzedawali wszystko, co mieli, i nie było nikogo, kto chciałby kupować. Giełda zatrzęsła się w posadach. Co rusz podawano informacje o kolejnych upadłościach. Dzień później niewypłacalna okazała się już większość uczestników giełdy i nie dotyczyło to tylko spekulantów. Nawet solidni handlowcy i producenci nie wiedzieli, czy ich wierzytelności są jeszcze cokolwiek warte, skoro ich dłużnicy tracili wszystko. W atmosferze powszechnego strachu 9 maja na sali doszło do tumultu i  handel akcjami czasowo zawieszono.

Bankrutowali wszyscy. Wysoko urodzeni i wielce poważani członkowie rad nadzorczych musieli wysłuchiwać wyzwisk podczas zgromadzeń akcjonariuszy. Wśród zbankrutowanych udziałowców byli: szef sztabu cesarza, minister spraw  wewnętrznych i arcyksiążę Ludwik Wiktor. Na razie krach na giełdzie w Wiedniu nie doprowadził do załamania na giełdach innych krajów. Do czasu...

ZBANKRUTOWANI KRÓLOWIE

Po czterech miesiącach oznaki kryzysu pojawiły się w USA, gdzie też spekulowano akcjami, zwłaszcza akcjami kolei. Zaczęło się od zawieszenia płatności banku Jay Cooke & Company w Filadelfii, zaangażowanego w budowę kolei Northern Pacific. Gdy wiadomość ta dotarła do Nowego Jorku, wywołała lawinę upadłości i giełdę czasowo zamknięto. Uruchomiono ją kilka dni później, ale po to tylko, by odczytać listę bankrutów. Zamykano fabryki, niesamowicie wzrosło bezrobocie, gigantyczne trudności miała nawet Stolica Apostolska, która swe dochody z obu Ameryk lokowała w Nowym Jorku.