O polskim królu zrobiło się ostatnio głośno z powodu książki amerykańsko-portugalskiego naukowca Manuela Rosy „Kolumb. Historia nieznana”. Autor sugeruje w niej, że to właśnie Władysław Warneńczyk – tyle że żyjący na wygnaniu na portugalskiej Maderze jako Enrique Alemão (czyli Henryk Niemiec) – był ojcem Krzysztofa Kolumba. Rosa zwraca uwagę m.in. na „słowiańską” karnację odkrywcy Ameryki czy podobieństwo kotwic w jego herbie do krzyża Jagiellonów. Takie królewskie pochodzenie Kolumba wyjaśniałoby jego koneksje i kontakty na dworach Hiszpanii i Portugalii, o które trudno byłoby pierwszemu lepszemu żeglarzowi-awanturnikowi.

Jeśli Kolumb miałby być synem Warneńczyka, oznaczałoby to, że Władysław wcale nie zginął w przegranej bitwie pod Warną w 1444 r. Zaś odcięta głowa króla, którą chwalili się Turcy, wcale nie należałaby do niego.

To tylko jedna z wielu zagadek związanych z Warneńczykiem.

Zaraz po bitwie pod Warną w Polsce pojawiali się uzurpatorzy, uchodzący za rzekomo ocalałego króla, np. jego dworzanin Mikołaj Rychlik. Uporczywe pogłoski, jakoby Warneńczyk przeżył, pojawiały się jeszcze przez dziesiątki lat po jego śmierci. W 1472 roku zakonnik Mikołaj Floris wysłał list do mistrza krzyżackiego informując, że polski król żyje na jakichś portugalskich wyspach! Skończyło się jednak na dywagacjach, listach, relacjach.

Syn Jagiełły, mimo że panował krótko – w Polsce od 1434 r., na Węgrzech od roku 1440 – jeszcze za życia stał się obiektem wielu plotek. Najpierw mówiono, że on i inne dzieci królowej Sonki są owocem małżeńskiej zdrady. Po śmierci króla, za sprawą kronik Jana Długosza, zaczęto podkreślać, że Warneńczyk był „chuciom cielesnym podległy” i nie chciał wyzbyć się „sprośnych i obrzydłych nałogów”. Czyżby chodziło o rozwiązłość? Po zestawieniu tego z relacją papieskiego nuncjusza, jakoby noc przed warneńską bitwą król spędził w towarzystwie młodego muzułmanina, zaczęto przebąkiwać o homoseksualizmie władcy. Po wiekach Warneńczyk stał się wręcz ikoną „kochających inaczej”.

Nie posłuchał rady Drakula

Sama tragiczna bitwa pod Warną dostarczyła kolejnych malowniczych legend. Zaczęło się od tego, że Warneńczyk zerwał pokój z Turkami, poddając się namowom papieskiego wysłannika Cesariniego i marząc o podbojach na miarę Aleksandra Wielkiego. Nie posłuchał ostrzeżeń, jakie dawał mu wołoski hospodar Vlad Drakul (ojciec historycznego „wampira” Drakuli), przeczuwający klęskę chrześcijan.

Sytuację tak zrelacjonował po latach Filip Kallimach, XV-wieczny humanista, Włoch na dworze Jagiellonów, w „Historii o królu Władysławie”: „Gdy Drakul ujrzał małe siły, jakie król przyprowadził, począł go prosić i zaklinać, by zawrócił z drogi. Jego własne nieszczęścia aż nadto dobrze nauczyły go doceniać potęgę turecką. »Ich sułtan, mówił Drakul, gdy jedzie na polowanie, ma zwykle liczniejszą świtę niż tu jest wojska idącego na wojnę. Trzeba się koniecznie powstrzymać od tego śmiałego i niebezpiecznego kroku, wspólnie się naradzić i tak wszystko obmyślić, by z równymi siłami przystąpić do działań wojennych. Tymczasem najrozsądniej będzie na lepsze czasy obecne wojska zachować, bo gdybyście nawet sobie dali radę w wojnie, którą macie toczyć z wrogiem, i gdyby wszystko się tak układało, jak sobie tego życzycie, to przy nadchodzącej zimie śnieżne zawieruchy tak wam dokuczą, że będziecie musieli ustąpić«”.

Młody król miał 20-tys. armię, sułtan trzy razy większą – mimo to doszło do bitwy. Podczas starcia, chcąc przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, Władysław ruszył do szalonej, straceńczej szarży na sułtana Murada II i jego janczarów.

„Według naocznych świadków przed królem rozwarły się nagle szeregi janczarów, by natychmiast zamknąć się za nim. Nikt nie widział momentu śmierci młodego, 20-letniego władcy. U kronikarzy tureckich można wszakże znaleźć informację, że ściął go dowódca janczarów, niejaki Karadża Khizar. Bitwa zamieniła się ostatecznie w straszliwą klęskę. Pole bitwy zasłane zostało wielką ilością trupów i rannych Turków, a nadto ok. czterema tysiącami trupów rycerzy węgierskich i polskich, którzy towarzyszyli Władysławowi. Wśród ofiar starcia pod Warną znalazł się także legat Cesarini, zamordowany według Długosza przez przewoźnika przewożącego go po bitwie przez Dunaj. Klęska warneńska ostatecznie przypieczętowała na kilka długich stuleci panowanie tureckie w Konstantynopolu i na Bałkanach” – pisał o bitwie prof. Franciszek Ziejka.

Ciała władcy Polski i Węgier nigdy nie znaleziono i nie pochowano, choć ściętą głowę ponoć obwożono („dla zachowania od zepsucia w miodzie zatopioną”) po tureckim imperium…