Ceny działek budowlanych wzrosły o 1450 procent w ciągu trzech lat. Nowe firmy deweloperskie pojawiają się jak grzyby po deszczu, namawiając do inwestowania w domy, które będą nieustannie drożeć. Banki oferują coraz tańsze i korzystniejsze kredyty.

Na giełdzie grają już nawet ludzie o najniższych dochodach. Na kredyt, ale cóż znaczą odsetki wobec kilkuset procent zysku, który można osiągnąć w ciągu roku! Gazety publikują informacje o nowych, wspaniałych projektach założycielskich. Klimat dla nowych emisji jest doskonały, na giełdę wybiera się 500 firm. Nikt nie czyta prospektów, akcje kupowane są w ciemno. Wiadomo, że nie dla wszystkich wystarczy.

Eksperci przewidują, że hossa potrwa jeszcze długo. Na fali euforii ludzie inwestują pieniądze w coraz bardziej ryzykowne przedsięwzięcia. Jakaś piramida finansowa oferuje 40-procentowe zyski w ciągu roku. Chętnych nie brakuje.

Gorączka trwa w najlepsze, gdy jeden z banków ogłasza, że ma problemy z płynnością. Informacja, która jeszcze niedawno zostałaby zignorowana, wywołuje chaos. Optymizm ulatnia się całkowicie. Wszyscy chcą już tylko sprzedać posiadane akcje. Ten, kto grał na kredyt, jest zrujnowany. Giełda, by uniknąć bankructwa, wstrzymuje handel.

Wkrótce kryzys przenosi się na inne rynki. Wyparowały miliardy, brak gotówki powoduje, że odsetki od kredytów krótkoterminowych rosną do 25 procent. Mniejsze banki ogłaszają niewypłacalność, rozpoczynając lawinę upadłości firm. Kryzys finansowy ogarnia cały świat. Kłopoty ma nawet Watykan, który przez lata inwestował datki wiernych w zyskowne akcje.

Czy to sytuacja z końca pierwszej dekady XXI wieku? Ależ nie, tak wyglądał świat w 1873 roku po krachu na wiedeńskiej giełdzie, który rozpoczął pierwszy globalny kryzys finansowo-gospodarczy.

Bessa trwa 5 lat, firmy upadają, ziemia i domy tracą na wartości. Ale już w 1879 roku pojawia się nowa możliwość zdobycia fortuny. Francuzi kupują za 2 miliardy franków, licząc na wielkie zyski, akcje przedsiębiorstwa, które ma zrewolucjonizować światowy handel – Towarzystwa Budowy Kanału Panamskiego. Po kilku latach następuje krach, spółka upada, milion ludzi traci oszczędności.

Tę chorobę ludzkość przechodzi regularnie. I nie ma na nią lekarstwa.

NAUKOWCY SĄ BEZRADNI

Czym jest chciwość? Na to pytanie nauka nie zna odpowiedzi. John Medina, biolog molekularny, założyciel Ośrodka Badań Mózgu, Umysłu i Pamięci na Uniwersytecie Waszyngtońskim, przyznał, że mimo wielu lat badań nie udało mu się znaleźć genu odpowiadającego za chciwość.Spójnej definicji tego pojęcia nie potrafili też stworzyć psycholodzy. Wielu było przekonanych, że u jej podłoża leży agresja i neurotyczny lęk. Nie powstał jednak opis zjawiska, który byłby wolny od sądów moralnych. Jest to o tyle trudne, że chciwość – avaritia –uznawana jest przez religię chrześcijańską za jedno z najcięższych przewinień człowieka; drugi pod względem wagi spośród siedmiu grzechów głównych. Trudno stworzyć obiektywny opis zjawiska, które z założenia uważane jest za złe.Próbę wyjaśnienia podjął David Levine, psychoanalityk i ekonomista z Uniwersytetu Denver. Jego zdaniem „chciwość wyraża lęk przed stratą i dążenie do ochrony przed nią. Chciwy osobnik jest nieprzerwanie świadom niebezpieczeństwa straty i dlatego usiłuje zabrać innym, zanim jemu zabiorą”. To – jak dotąd – najbardziej obiektywna definicja chciwości. Czy da się wyjaśnić za pomocą tej definicji takie jej przejawy, jak bańki spekulacyjne? Okazuje się, że tak. Dowody na to są nawet w Starym Testamencie.